Dużo aptek, mało farmaceutów29 maja 2019

W Polsce brakuje magistrów farmacji, zwłaszcza tych, którzy mają uprawnienia do kierowania apteką – jest ich za mało o ok. 9-10 tysięcy. Tej luki na rynku pracy nie da się szybko wypełnić.

autorka: Jolanta Molińska
dziennikarka, publikuje m.in. na łamach „Newsweek’a”, „Focus’a” i Gazeta.pl

W aptece stale obecny musi być magister farmacji z prawem wykonywania zawodu, technik nie może zostać sam – to sytuacja, do której się przyzwyczailiśmy. Ale w lutym 2019 r. Naczelny Sąd Administracyjny uznał (wyrok z dnia 20.02.2019 r., sygn. III GSK 5609/19), że sam magister nie wystarczy – pieczę nad funkcjonowaniem apteki sprawować powinien farmaceuta z uprawnieniami kierowniczymi. A te nabywa się dopiero po pięciu latach pracy, albo po trzech, jeśli po studiach magisterskich (oraz oczywiście uzyskaniu prawa do wykonywania zawodu) farmaceuta zdecydował się na zrobienie specjalizacji.

Według danych Naczelnej Rady Aptekarskiej około 6 tys. farmaceutów pracujących w aptekach nie może (jeszcze) kierować apteką. Orzeczenie NSA w pewnym sensie zrównuje ich z technikami farmaceutycznymi – mimo ukończenia studiów do czasu podniesienia kwalifikacji nie są samodzielnymi pracownikami.

Braki są ogromne
Spójrzmy jeszcze raz na liczby. Magistrowie bez uprawnień kierowniczych stanowią ok. 10 procent wszystkich pracowników farmaceutycznych zatrudnionych w aptekach. Według Głównego Urzędu Statystycznego (dane z końca 2017 r.) jest ich ogółem 60,3 tys., z czego mniejszość, bo 27 tys., to magistrowie farmacji. Jeśli od tej liczby odejmiemy wspomniane 6 tys., okaże się, że osób według NSA niezbędnych do funkcjonowania apteki jest na polskim rynku pracy raptem 21 tys.

Ile mamy w Polsce aptek? Ten sam raport GUS informuje o liczbie 14,7 tys., z czego ok. 100 to apteki zakładowe, 1,3 tys. – punkty apteczne, a pozostałe 13,3 tys. to apteki ogólnodostępne.

Co wynika z tych danych? Na przykład to, że jeżeli chcielibyśmy zapewnić obecność magistra farmacji z uprawnieniami kierowniczymi przez cały czas, kiedy apteka jest otwarta, każda musiałaby zatrudniać przynajmniej dwie osoby, co i tak oznaczałoby, że na czas urlopów czy zwolnień lekarskich i innych nieobecności pracowników właściciele aptek musieliby szukać zastępstw. W jeszcze trudniejszej sytuacji byłyby osoby zarządzające aptekami całodobowymi, bo w ich przypadku należałoby codziennie zapewnić kierownika dla trzech zmian… Aby można było realizować ten „plan minimum”, na rynku musiałoby być ok. 30 tys. farmaceutów mogących pełnić funkcje kierownicze. Brakuje więc przynajmniej 9-10 tys. wykwalifikowanych pracowników. GUS odnotowuje, że w 2017 r. o 2,3 proc. wzrosło zatrudnienie w aptekach, ale ten wzrost dotyczył liczby techników farmaceutycznych. Liczba magistrów delikatnie spadła – 0,3 proc. Dane analityków wskazują, że na koniec 2018 r. ubyło w Polsce kilkaset aptek – mowa w zależności od raportu o około 300-400, ale najprawdopodobniej nie jest to tendencja stała. Nie można się więc spodziewać, że kadrowe braki niebawem znikną, bo rynek jakoś je wyreguluje. Tym bardziej, że – jak warto wręcz zauważyć – w niektórych województwach trudno jest zapewnić w aptekach obsadę magistrów – pomijając już to, czy mają uprawnienia kierownicze. Na przykład w Lubuskiem jest 378 aptek otwartych, w których zatrudnionych jest jedynie 566 magistrów. Wynika z tego, że albo część aptek ma stosunkowo krótki czas pracy, albo na porządku dziennym są tu nadgodziny, bo sytuacje, że w aptece zostaje sam technik, byłyby niezgodnie z prawem. Techników zatrudnionych w aptekach województwa lubuskiego jest 925.