Plaga naszych czasów9 kwietnia 2015

Depresja nie jest wyłącznym problemem osób, których dotyka i ich rodzin. To prawdziwe wyzwanie, przed którym stoi polskie społeczeństwo.

autorka: Jolanta Molińska
dziennikarka, publikuje m.in. na łamach „Newsweek’a” i „Focus’a”

W Polsce na depresję cierpieć może nawet 1,5 mln ludzi. Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) objawy tego schorzenia ma aż 350 mln osób na całym globie, czyli więcej niż liczy ludność USA. Perspektywy nie są optymistyczne: zgodnie z przewidywaniami WHO do 2020 r. depresja stanie się drugą najczęstszą przyczyną przedwczesnej śmierci lub uszczerbku na zdrowiu.

Choroba dwukrotnie częściej dotyka kobiet niż mężczyzn. Daje się we znaki głównie ludziom młodym, między 20. a 40. rokiem życia, a więc takim, którzy powinni koncentrować się na pracy, nauce czy życiu rodzinnym. Tymczasem schorzenie poważnie upośledza ich funkcjonowanie w społeczeństwie.

Koszty, jakie pociąga za sobą depresja i jej skutki, są ogromne. Tych emocjonalnych wręcz nie da się oszacować.

– Wymiana emocji między człowiekiem cierpiącym na depresję a otoczeniem jest utrudniona. To może wiązać się z różnymi perturbacjami między innymi w relacjach z dziećmi, w procesie ich wychowania – mówi dr hab. Hubert Kaszyński z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Autorzy raportu „Depresja – analiza kosztów ekonomicznych” opracowanego na Uczelni Łazarskiego, twierdzą, że skutki dużej liczby zachorowań odczuwa gospodarka, bo wydajność osób chorych jest o około 5,6 godziny pracy tygodniowo mniejsza niż u osób zdrowych. Eksperci Łazarskiego obliczyli także, że renty i zwolnienia lekarskie wydane na depresję w ciągu roku kosztują Zakład Ubezpieczeń Społecznych 762 mln złotych. To ogromna suma, ale jest ona konsekwencją oszczędzania na profilaktyce i dostępie chorych do specjalistów.

– Po macoszemu traktuje się u nas problemy emocjonalne pacjentów – alarmuje dr Hubert Kaszyński. Z drugiej strony osoby dotknięte depresją mogą dość chętnie korzystać ze zwolnień lekarskich, bo to dla nich forma ucieczki przed stygmatyzującym je otoczeniem.

– Ludzie chorzy zamykają się w domach, uciekając przed społecznym piętnem, przed opinią, że każda osoba z trudnościami psychicznymi jest niebezpieczna i trzeba ją izolować – dodaje.