Hormony mają apetyt na słodycze… szczególnie jesienią21 listopada 2014

shutterstock_73003090b

Pogorszenie nastroju i ospałość dotyka większość ludzi jesienią i zimą. To także okres, w którym część osób odczuwa wzmożony apetyt na słodycze. Okazuje się, że apetyt na „słodkie smaki” ma hormonalne uzasadnienie – wyjaśniają olsztyńscy naukowcy.

źródło: Naukawpolsce.pap.pl

Jak tłumaczy Radosław Majewski z Instytutu Rozrodu Zwierząt i Badań Żywności Polskiej Akademii Nauk w Olsztynie, w regulacji rytmu dobowego bierze udział melatonina.

„Najważniejszym czynnikiem, regulującym biosyntezę melatoniny w szyszynce, jest światło. W ciągu dnia stężenie tego hormonu jest niskie a wzrasta w nocy, osiągając szczyt ok. godz. 2.00. Rosnące stężenie melatoniny to sygnał dla organizmu, żeby przygotować się do snu. Ze względu na występujący jesienią i zimą niedobór światła, stężenie melatoniny utrzymuje się na wyższym poziomie niż wiosną i latem, przez co czujemy się znużeni, zmęczeni i apatyczni” – podkreślił.

Remigiusz Filarski z olsztyńskiej jednostki PAN dodał, że inny hormon – serotonina – ma bardzo szerokie spektrum działania, wpływając na regulację snu, apetytu i nastrój. Wykazano, że osoby cierpiące na okresowe zaburzenia nastroju mają obniżony poziom serotoniny w mózgu. Istnieje związek między ilością węglowodanów zawartych w diecie a stężeniem serotoniny w mózgu. Ich spożycie – zaznaczył Filarski – powoduje wzrost stężenia glukozy we krwi, w odpowiedzi na co wydzielana jest insulina.

„Hormon ten ułatwia prekursorowi serotoniny, jakim jest tryptofan, przejście przez barierę krew-mózg. Wówczas jego stężenie rośnie, czego efektem jest produkcja serotoniny – >>hormonu szczęścia<<. Jest to jednak efekt krótkotrwały, trwający ok. 1,5 godziny. Po tym czasie poziom serotoniny spada, a my nadal czujemy się zmęczeni, ospali i znów mamy nieodpartą chęć spożycia np. czegoś słodkiego. Sięgając po następną kostkę czekolady, należy pamiętać, że nadmiar węglowodanów, który nie może być natychmiast ‚spalony’, jest odkładany w postaci tkanki tłuszczowej” – podkreślił Filarski.