Religa był bohaterem15 października 2014

Bogowie_Next-Film_rez

Rozmowa z Tomaszem Kotem, odtwórcą roli prof. Zbigniewa Religi w filmie „Bogowie”.

źródło: materiały prasowe NEXT FILM

Jak wyglądał moment przyjęcia roli?
Początkowo miałem obawę, jak ekipa podejdzie do tematu „Bogów”. Bałem się, że temat będzie potraktowany powierzchownie i zostanie spalony. Chciałem się upewnić, że wszyscy poważnie podchodzą do sprawy. Dowiedziałem się, że do zdjęć było jeszcze pół roku, a w produkcji wszyscy podchodzili do projektu bardzo rzetelnie. Kiedy człowiek dowiaduje się, że ma takie warunki, to chce zrobić wszystko, żeby tylko w takim filmie zagrać.

Co zafascynowało Pana w postaci Zbigniewa Religi?
Fascynacja rozpoczęła się, kiedy zaczęliśmy przygotowania do filmu. Poznając Religę, również wszystkie kontrowersje związane z tą postacią, doszedłem do wniosku, że to był bardzo odważny człowiek. Takiej odwagi obecnie jest bardzo mało. Wszyscy żyją według określonych przepisów i zasad. Religa dzięki swojej odwadze tworzył nowe korytarze, którymi mógł podążać. Z jednej strony dbał o swoje ego – to był Zbigniew Religa i wszyscy o tym wiedzieli – ale z drugiej strony, potrafił je schować, ponieważ widział wyższy cel tego, co robił. Bardzo zafascynowało mnie, kiedy Religa usłyszał od szefa kliniki na stażu, że w Polsce nie operuje się nic więcej poza psami. Religa wtedy nie zareagował, ponieważ wiedział, że jego cel pobytu tam był zupełnie inny. Stawiał wyższe wartości ponad swoje ego. Uświadomiłem sobie, że był to człowiek z wielką misją. Nie zgodził się na prowadzenie własnej kliniki za granicą, ponieważ miał cel, który chciał zrealizować w Polsce. Jego determinacja spowodowała, że inni napędzali się jego projektem. Dostał w Zabrzu klinikę, gdzie nie miał nic poza gruzami. Przekonał do niej ludzi, którzy właśnie wyjeżdżali na zagraniczne staże. Z jednej z opowieści pielęgniarek, które współpracowały z Religą usłyszałem, że profesor miał swój siódmy zmysł. Kiedy oprowadzał nowych pracowników po budowanej klinice, szpital przypominał plac budowy. Mimo tego, Religa opowiadał, gdzie będą sale, a gdzie powstanie blok operacyjny. Pielęgniarka nic nie mówiła, ale widać było, że ma wątpliwości. Wtedy Zbigniew Religa odwrócił się do niej i powiedział, żeby tak nie wątpiła, bo to wszystko powstanie już w przeciągu dwóch miesięcy. I powstało. O tym opowiada nasz film.

Jak wspomina Pan rozmowy ze współpracownikami Zbigniewa Religi?
Przed samym rozpoczęciem filmu bardzo pomógł mi prof. Marian Zembala. Dawał każdemu z pracowników trzy minuty, aby w tym czasie opowiedzieli mi o prof. Relidze. Chodziło o wywołanie pierwszych skojarzeń. To było dla nich bardzo spontaniczne. Pojechałem do Zabrza na kilka dni, z niepewnością, czy dowiem się wszystkiego o Zbigniewie Relidze, a prof. Zembala wykonał za mnie pracę zbierania informacji w przeciągu trzech godzin. Prawdziwej energii dostałem jednak, kiedy spotkałem pacjentów Religi podpiętych do sztucznego serca, również autorstwa profesora. To ogromna zewnętrzna aparatura, która pompuje krew i jest cały czas podłączona do serca. Obaj mężczyźni byli już wielomiesięcznymi pacjentami szpitala. Kiedy zobaczyłem ich szczere uśmiechy i słowa „niech Pan zagra ładnie naszego profesora”, poczułem że muszę to zrobić dobrze. Dostałem energii, jakby dwa silniki odrzutowca uruchomiły mi się za głową.