Jak daleko do Bordeaux?10 lipca 2013

jak-daleko-do-bordeaux

Bordeaux dzieli od Warszawy ponad 2000 km. Nie o odległość mierzoną w kilometrach jednak chodzi. Mam jednak wrażenie, że zapomnieliśmy o bordeaux i że mentalnie wino to jest od nas bardzo daleko.

Bordeaux to najbardziej klasyczny z klasycznych regionów winiarskich Europy. Leży wokół miasta noszącego tę samą nazwę i nawet na francuskie warunki jest ogromny. Jego swoisty kręgosłup stanowią rzeki Garona i Dordogne, które łączą się, by w formie szerokiego estuarium zwanego Żyrondą przez sto kilometrów toczyć wspólnie wody do Atlantyku. To co leży na północ od Żyrondy określa się mianem Prawego Brzegu. To królestwo merlota i cabernet franc, które łatwiej tu dojrzewają. Pośród licznych małych podregionów w tej części Bordeaux nie wolno zapomnieć o apelacjach Pomerol (słynne Château Pétrus) i Saint Émilion. Lewy Brzeg to tereny leżące dalej na południowy zachód i obejmujące region Médoc.

Żyronda naniosła tu masy żwiru, które zapewniają specyficzny smak i warunki dojrzewania gronom przede wszystkim odmiany cabernet sauvignon. Na ogół, im bliżej rzeki, tym lepsze winnice. Kluczową częścią Médoc jest podregion Haut-Médoc, bliżej Bordeaux, przede wszystkim zaś cztery gminne apelacje: Margaux, St. Julien, Pauillac i St. Estèphe. Przejażdżka przez nie może być niebezpieczna.

Wzdłuż lokalnej szosy D2 koncentracja legendarnych châteaux jest tak wielka, że łatwo zapomnieć o prowadzeniu auta. Co jednak z tego, skoro rok rocznie kwoty, jakie trzeba wydać na butelkę Pauillaka czy Margaux klasy grand cru classé idą w setki, a w szczególnych przypadkach tysiące złotych?
Nakręcona przez kupców z Chin i Rosji koniunktura spowodowała w ostatnich latach, że czołowe bordoskie etykiety przestały być li tylko winem stając się raczej produktem luksusowym. Ponieważ jednak każdy produkt, w tym wino, wart jest tyle, ile ktoś gotów jest zań zapłacić, dyskusji czy to naprawdę najlepsze wina świata lepiej w ogóle nie zaczynać.

Jeśli zatem przypadkiem nie mamy wolnych 1156 zł na, wyjątkowo skromnie wycenione, Châteaux Margaux 2012 (odbiór za dwa lata, wtedy też trzeba będzie dopłacić VAT) lepiej poszukać czegoś innego. Bordeaux to bowiem nie tylko wielkie i drogie zamki z jednej i supermarketowe zlewki z drugiej strony. W apelacjach takich jak Haut-Médoc, Moulis czy Listrac na Lewym Brzegu oraz w Côtes de Blaye i Côtes de Bourg po północnej stronie Żyrondy, w satelickich AOC St. Émilion, we Fronsac, gdzieniegdzie w Graves – wciąż możemy kupić wina za kilka-kilkanaście euro, które stylem mocno nawiązują do bordoskiej klasyki, nie są może tak długowieczne jak rotszyldy czy petrusy, ale w perspektywie kilku lat powinny sprawiać pijącemu dużo radości, zwłaszcza jeśli popijemy nimi mięso. Nawet dobrze zrobione Bordeaux Supérieur potrafi dać mnóstwo frajdy, jeśli tylko zadamy sobie odrobinę trudu, by znaleźć odpowiednią butelkę. Bordeaux nie trzeba się bać. Tutejsze wina, i owszem, mogą się wydać twardsze, bardziej kwasowe, taniczne i ściągające niż słodziutki, miękki i gładki merlot z Południowej Ameryki. Gdy jednak przyjdzie zestawić wino z jedzeniem, twardość garbników zmięknie wobec protein w mięsie, a wino odkryje przed nami kolejne pokłady aromatów.

Wino Château Martinon 2009, Bordeaux Supérieur znajdziemy w cenie ok. 33 zł. Jest prostolinijne, dobrze ułożone, dość soczyste, codzienne bordeaux, nieco łagodniejsze od klasyków, dobre dla zaczynających przygodę z regionem. Château du Lort 2010, Bordeaux Superieur; cena ok. 50 zł: świetne, relatywnie lekkie bordeaux o ładnej owocowości, wyraźnej kwasowości, zrównoważone i przydatne zwłaszcza przy lżejszych mięsnych potrawach.

 

jak-daleko-do-bordeaux-1 Tomasz Prange-BarczyńskiKrytyk winiarski i dziennikarz, współzałożyciel i redaktor naczelny „Magazynu WINO”, dwumiesięcznika poświęconego kulturze wina ukazującego się od 2002 r. Od lat prowadzi w Radiu PIN cotygodniową audycję winiarską. Jest autorem podręcznika dla winiarskich profesjonalistów „Zawód: Sommelier”. Sędziuje w konkursach winiarskich, m.in w „Vinitaly” w Weronie, „Best of Riesling” w Niemczech, „Vinagora” w Budapeszcie, czy „Vini da Pesce” w Jesi. Na co dzień prowadzi kursy wiedzy o winie i komentowane degustacje. (Fot. K.wellman)