Wizerunek, czyli: Jak nas widzą, tak nas piszą23 kwietnia 2013

jak-nas-widza-tak-nas-pisza

Żyjemy w epoce „wizerunków”. Gwiazdy go użyczają, firmy go budują, sprzedawcy i negocjatorzy uczą się wykorzystywać go do zwiększania skuteczności, a znanym politykom towarzyszy sztab ekspertów od „zarządzania wizerunkiem”. Czy wizerunek może mieć znaczenie w pracy w aptece – w relacji z pacjentem, szefem, współpracownikiem? Oczywiście! Ale by to wykazać, trzeba spojrzeć nań trochę inaczej, niż w polityce czy show-biznesie.

Na początek warto spojrzeć na znaczenie samego słowa „wizerunek” (z niem. Visierung), które znaczy tyle, co obraz lub portret, ale też wyobrażenie kogoś lub czegoś.

Już sama etymologia pokazuje więc, że „kształtowanie wizerunku” będzie pracą nad naszym zewnętrznym obrazem oraz nad tym, jak jesteśmy odbierani przez innych. Może to oczywiście polegać na grze pozorów i na tuszowaniu braków. Zapewne dlatego dbanie o image kojarzy się wielu ludziom z koncentracją na powierzchowności, z udawaniem czy wręcz z manipulacją i oszustwem. Skromność, nawet ta fałszywa (!), wydaje się szlachetniejsza, niż akcentowanie własnych zalet.

Niedawno jedna z uczestniczek moich warsztatów odkryła np., że nie pracuje nad poprawą wyglądu (a przy okazji i zdrowia), bo… gdzieś w głębi boi się być postrzegana jako osoba powierzchowna, a taka w jej mniemaniu uchodzi zwykle za niemądrą! Najwyraźniej odczuwamy jakieś napięcie między „zewnętrzem” a „wnętrzem” – jakby trzeba było między nimi wybierać.

Tymczasem obie sfery mogą i powinny się harmonijnie uzupełniać! Jeśli ktoś ma wątpliwości patrząc na społeczeństwo, niech spojrzy, jak te sprawy rozwiązuje odwieczna mądrość przyrody. Czy zewnętrzne piękno lwa czy tygrysa uszczupla w jakikolwiek sposób jego wewnętrzną wolę życia lub skuteczność w polowaniu?

Dlaczego wizerunek jest ważny?

Między innymi dlatego, że nasze osobiste cechy decydują dziś o życiowym sukcesie w dużo większym stopniu niż urodzenie, płeć czy wykształcenie. Jednocześnie zaś napotykamy w życiu coraz więcej ludzi i mamy coraz mniej czasu, by dogłębnie wzajemnie się poznawać.

Dlatego cały szereg decyzji (np. czy przyjąć do pracy daną osobę, czy nie?) musi opierać się raczej na „wizerunku” niż głęboko ukrytej „tożsamości”. Jednocześnie człowiek to istota niezwykle złożona. Każdy z nas rozwija niepowtarzalną „osobowość”, która obejmuje ogromną ilość cech, skłonności, sposobów przeżywania świata. A jeśli ktoś sądzi, że rozwijanie osobowości jest ważniejsze od kształtowania wizerunku, to warto przypomnieć, że słowo „osoba” pochodzi od łacińskiego persona, które pierwotnie oznaczało… teatralną maskę! Tak, nasza osobowość kształtuje się nie tylko pośród innych i pod ich wpływem, ale i… dla innych!

Osobowość człowieka obejmuje więc zarówno sprawy wewnętrzne, jak i zewnętrzne, a dbanie o wizerunek jest częścią pracy nad osobowością. Bardzo zgrabnie prezentuje to model osobowości, który jeszcze w 1950 r. stworzyli Joe Luft i Harry Ingham, a który od imion autorów zyskał nazwę „Okna Johari”. Zgodnie z nim, każdy z nas jest jak okno z czterema szybami. Pionowa poprzeczka dzieli osobowość na część widoczną dla nas samych (strona lewa) i na cechy, których od środka nie widać (prawa). Poprzeczka pozioma zaś odróżnia część widoczną dla innych (góra) od elementów z zewnątrz niewidocznych (dół). Myśląc o sobie w ten sposób stajemy się świadomi dynamiki czterech części naszej osobowości. Budowanie wizerunku to oczywiście budowanie górnej prawej ćwiartki: części widocznej dla nas i dla innych, czyli w obszarze „areny”.

Każdy z nas ma jednak także część, która umyka jego uwadze, a która łatwo przyciąga uwagę otoczenia („ślepy punkt”, górna prawa).  Są też w nas różne „rzeczy”, dobre i złe, które znamy i które skrywamy przed światem – to nasze „kulisy”, dolna lewa ćwiartka okna. Każdy z nas ma wreszcie obszar niewidoczny dla nikogo – obszar nieznany, czyli podświadomość (dolna prawa szyba). Stopniowe eksplorowanie tej części naszej osobowości jest jednym z najbardziej fascynujących zadań stojących przed każdym z nas. Model „Okna Johari” jest bardzo popularny wśród szkoleniowców, ale też wśród psychoterapeutów i psychiatrów.

To dlatego, że samo nauczenie się myślenia o sobie w tych kategoriach przesuwa nas w kierunku bardziej świadomego budowania relacji ze światem. Poniżej kilka bardziej szczegółowych wniosków, które mogą się przydać w kontekście pracy w aptece, zwłaszcza zaś relacji podwładny-przełożony. Rozciągnięcie samoświadomości z pola „jak widzę siebie” na obszar „co widzi mój szef i jak to ocenia” może zdecydować nie tylko o jakości zawodowego kontaktu, ale też o tym, jakiego wyboru dokona szef postawiony przed koniecznością zredukowania liczby personelu…

Po pierwsze więc, nie powiększajmy kulis ponad miarę. Zamiast „gier” postawmy na szczerość (jeśli nie jesteśmy pewni intencji drugiej strony, możemy zrobić to stopniowo). Zrezygnujmy z manipulacji typu przypisywanie sobie kompetencji, których nie mamy albo przedstawiania cudzych pomysłów jako własnych – prędzej czy później kończy się to nieprzyjemną wpadką. Jednocześnie jednak uczciwie eksponujmy rzeczywiste zalety! Zamiast myśleć: „Powinien sam dostrzec, jaki jestem wspaniały, zaangażowany, dobry…”, lepiej wprost zwrócić uwagę szefa na nasze pozytywne strony, zwłaszcza tuż po jakimś akcie poświęcenia dla firmy czy po udanej interwencji.

Po drugie – bądźmy wrażliwi na rozbieżności między „areną” (jak chcę wypaść?) a „ślepym punktem” (jak widzi mnie szef?). Zamiast uznawać to, co myślisz o sobie za oczywistość, przyjmij, że Twój obraz siebie i obraz Ciebie u szefa są rozbieżne, a właściwe pytanie brzmi nie „czy?” ale „na ile?”. „Ślepy punkt” jest potencjalnie niebezpieczny. Powiedzmy np., że we własnych oczach wyróżniam się inteligencją, asertywnością i zdecydowaniem („Szef powinien to docenić: szybko podejmuję decyzje i potrafię twardo negocjować np. z dostawcami itd.”).

Z dumą zatem rozwijam i demonstruję te cechy, nie wiedząc że… od pewnego czasu szef myśli o mnie raczej tak: „Woda sodowa uderzyła mu do głowy, zrobił się bezczelny; inni przynajmniej okazują szacunek”. Czy trudno się domyślić, kto odejdzie, a kto zostanie, jeśli przyjdzie mu wybierać? Rozgoryczenie i wściekłość to tylko część ceny, którą płacą pracownicy wierzący w jeden obiektywny pogląd na ich pracę, czyli… w ich własny pogląd. Dopuszczając różne punkty widzenia mamy szansę je rozpoznać, a także zawczasu zacząć pracę nad ich zbliżeniem.

I po trzecie, aby to osiągnąć – przyglądajmy się w pracy nie tylko sobie, ale reakcjom szefa. Liczy się nie tylko to, co jest wyrażone wprost, ale też sygnały subtelne, ukryte w grymasach czy mowie ciała. Zamiast podejrzewać i zamiatać pod dywan, zauważajmy i rozmawiajmy.

Maksyma: „Rzecz nie w tym, co mówisz, zrobisz i masz na myśli, ale w tym, co inni usłyszą, zobaczą i zrozumieją” pozostaje dla ludzi świadomie budujących wizerunek zawsze aktualnym memento.