Stres okiełznany14 września 2011

Jak radzić sobie ze stresem? Jak zachować profesjonalny dystans i spokój, gdy wszystko zdaje się być przeciw nam – od pogody, przez awarię terminala i zniecierpliwionego pacjenta, na niesprawiedliwym szefie kończąc? W tej kwestii współczesna psychologia stoi w zgodzie z dawnymi mędrcami: siły i wsparcia można i trzeba szukać przede wszystkim w sobie!

Ludziom, którzy nigdy nie mieli okazji znaleźć się po drugiej stronie pierwszego stołu, praca farmaceuty może wydawać się lekka i przyjemna. Może im się wydawać, że w aptece panuje spokój i porządek, wszystko jest w zasięgu ręki. Myślą, że pacjenci albo przychodzą z receptami, albo przynajmniej wiedzą, czego im trzeba. Że leki nie są ciężkie więc i podnosić dużych ciężarów też nie trzeba. Słowem – w porównaniu z innymi gałęziami handlu – po prostu sielanka! Weźmy jednak pod uwagę obciążenia nie fizyczne, a „gatunkowe”, a sprawa natychmiast ukaże się w innym świetle.

 

Kryteria zwiększonego ryzyka

Apteka to wprawdzie placówka handlowa, ale o szczególnym charakterze. Tutaj pomyłka może narazić na szwank czyjeś zdrowie, a nawet życie! Nie są to częste przypadki, jednak na forach internetowych dla farmaceutów znajdziemy opisy sytuacji, w których „tylko szybka wymiana leku uratowała sytuację, a może i życie pacjenta”. Bywa, że trzeba w tym celu odszukać pacjenta w wiosce oddalonej o 40 km od apteki. Nawet jeśli codzienność wygląda bardziej rutynowo, świadomość odpowiedzialności pozostaje. Zmęczenie, niewyspanie, złe samopoczucie mogą zdarzyć się wszędzie. Ale w aptece będą one znacznie bardziej psychologicznie dokuczliwe. Nie dziwi więc, że badania nad tzw. wypaleniem zawodowym i stresem w pracy koncentrują się na zawodach związanych z udzielaniem pomocy. Praca za pierwszym stołem także spełnia kryteria zwiększonego ryzyka na negatywny stres. Potencjalnych źródeł napięć nie brakuje. Niektóre, jak praca w zespole czy kontakt z klientem, występują w wielu zawodach. Ale ponieważ w aptece na szali jest ludzkie zdrowie, zakupom towarzyszą nieraz silne opory i emocje. Zdarzają się też (jakże stresujące!) sytuacje, w których w konflikcie stają porównywalne wartości i równie niezbywalne obowiązki – np. bycie w zgodzie z prawem i udzielenie pomocy cierpiącej osobie. To już źródła napięć swoiste i trudniejsze do zbagatelizowania. Jak zatem radzić sobie z trudnymi sytuacjami? Otóż siły i wsparcia można i należy szukać przede wszystkim w sobie!

 

Stres zły i dobry

Oczywiście potrzeba tu bardziej szczegółowych rad, a pierwszą niech będzie zdanie powtórzone za Sokratesem: „Poznaj samego siebie!”. Choć jesteśmy w sensie biologicznym podobni, to jednak nasze reakcje na stres – a stresem jest każde wyzwanie, przed jakim w życiu stajemy – bywają różne, tak jak różne są ludzkie osobowości. W walce z negatywnym stresem dobrze zatem znać nie tylko własną biologię, jak i charakter oraz kierujące nami przekonania. Określenie „negatywny stres” sugeruje, że nie każda stresująca sytuacja powinna być uznawana za coś złego. Istnieje stres pozytywny, niezbędny dla normalnego funkcjonowania naszego organizmu. Dostarcza energii do działania, mobilizuje do podejmowania wyzwań, do zmiany i rozwoju. Musimy jednak na bieżąco rozpoznawać, kiedy poziom stymulacji przekracza granice zdrowia, kiedy zamiast mobilizować paraliżuje i wypala. A to jest kwestia indywidualna. Dlatego tak ważna jest codzienna samoobserwacja. Jak czuję się pod koniec dnia? Co i dlaczego wyprowadziło mnie z równowagi, a które wyzwania wyzwoliły motywację i dały mi satysfakcję? Jak w trudnych momentach reaguje moje ciało (sygnały ostrzegawcze!)? Czy i w jaki sposób chroniłem swoje psychologiczne terytorium i dbałem o siebie w podbramkowej sytuacji? Czy potrafiłem wyrazić swoje emocje? Czego mi zabrakło: spokoju, determinacji, odwagi, samoświadomości? Często brak takiej refleksji, tymczasem postawa samoobserwacji może stać się bezcennym nawykiem. Jeśli towarzyszy nam na bieżąco, zmniejsza ona prawdopodobieństwo tzw. „porwania emocjonalnego” oraz pochłonięcia przez stres. Wymaga ona jednak dystansu do świata i do samego siebie.

 

Szklanka do połowy pełna

Dystans z kolei powiązany jest z życiowym optymizmem. Bycie optymistą to druga fundamentalna zasada w walce z negatywnym stresem. Może ona wzbudzić wątpliwości, zwłaszcza tych pesymistów, którzy sami siebie nazywają realistami i traktują to podejście jako najlepsze zabezpieczenie przed ewentualną klęską. To jednak niedobry sposób; by wyjaśnić dlaczego, skorzystajmy ze spotykanego w literaturze słowa coping, oznaczającego sposoby radzenia sobie z problemami. Następnie przyjrzyjmy się strategiom copingowym podsuwanym przez oba światopoglądy. Otóż optymizm będzie zachęcał m.in. Do dokładniejszego określenia problemu (poprzez organizowanie i wymyślanie planów na przyszłość). Pozwoli też „dać sobie spokój” ze wszystkim, co nas rozprasza (dopóki nie rozwiążemy problemu), będzie wreszcie skłaniał do poszukania wsparcia u innych. A pesymizm? Pesymiści mają skłonność do zaprzeczania problemom lub negowania ich wagi, do rezygnowania z osiągnięcia celów, które wywołują stres, a także do wyładowywania napięć na otoczeniu, zamiast poszukiwania wsparcia. „Szklanka do połowy pełna” jest więc lepszą interpretacją! „Ten pacjent to prawdziwe wyzwanie!” (zamiast: „Mam go dość!”), „Mój szef wymaga cierpliwości!” (zamiast: „Co to za straszny człowiek!”), etc., etc. Każda sytuacja staje się lżej strawna, jeśli nadamy jej „optymistyczną” interpretację.

 

Nawyk pozytywnego myślenia

Doświadczenie pokazuje, że zdolność do zachowania optymizmu powiązana jest z kolei z higieną psychiczną (zasada trzecia), ta zaś zależy od sposobu, w jaki traktujemy nasze ciało. Brak miejsca nie pozwala na szczegółowy opis tych spraw, warto jednak zwrócić uwagę przynajmniej na jeden element: początek dnia. Z jaką myślą się budzimy? Dobrze wyobrazić sobie myśli jako software naszej osobowości – warto więc dokonywać korzystnych upgrade’ów. Pozytywne myśli wyzwolą nasze siły witalne, myśli negatywne będą je blokować! Ale nie tylko myśli są ważne: czy oprócz kawy dajemy organizmowi dostęp do innych źródeł energii? Nawet10-minutowa poranna gimnastyka (może joga?), a po niej kilka minut relaksacji lub medytacji – o ile tylko staną się codziennym nawykiem – sprawią, że ciało będzie inaczej reagować na stres, a my wraz z nim! Warunek jak zwykle jest jeden: aby świadomość opisanych tu spraw nie pozostała wyłącznie świadomością, ale jak najszybciej zamieniła się w działanie!