Trening czyni mistrza. Jak zapobiec wypaleniu zawodowemu9 czerwca 2011

Co robić i jak postępować, by znaleźć się w gronie osób czerpiących satysfakcję ze swej pracy? Poznaj czynniki, które bezpośrednio wywołują zadowolenie z pełnionych na co dzień obowiązków i chronią przed zawodowym wypaleniem

Jak długo można pracować w aptece i być z tego zadowolonym? Kiedy następuje nieuchronny moment wypalenia? Wielu właścicieli i pracowników aptek zadaje sobie to pytanie; niektórzy już na samym początku: wyraża się tu niepokój, czy wybór drogi zawodowej był właściwy. Inni po przepracowaniu X lat w zawodzie – wówczas uporczywość tego pytania może być sygnałem ostrzegawczym przed rzeczywistym „wypaleniem”. Wydaje się, że istnieje odpowiedź na to pytanie, a kryje się w niej jednocześnie element optymizmu i pesymizmu. Optymizmu, ponieważ w żadnym zawodzie nie ma deadline’u na satysfakcję. Słowem – można przepracować całe życie w zawodzie i zachować zapał, automotywację, poczucie sensu. Ale i pesymizmu, bowiem na ogół wymaga to rzetelnego wysiłku, a z powodu mnogości ludzkich charakterów i życiowych sytuacji, nie ma prostej recepty opisującej, na czym ów wysiłek miałby polegać.

 

Typologia postaw zawodowych

Zadowolenie z życia zawodowego, tak samo jak i ogólniejsze poczucie szczęścia i spełnienia, zależy od wielu spraw: osobistych (jak temperament, charakter, postawa życiowa), środowiskowych oraz „metafizycznych”. Nic dziwnego, że różne szkoły psychologiczne i filozoficzne dają sprzeczne wskazówki, jak osiągnąć „szczęście”. Jedne mówią „idź na całość”, „chwytaj dzień” itp., inne zalecają ascezę; jedne chcą, byśmy dostosowali się do świata oraz ufali bliźnim, inne polecają niezależność i psychologiczną izolację. Ale nie wpadajmy w rozpacz, istnieją bowiem wskazówki, a dostarcza ich psychologia. Pierwszy krok we właściwym kierunku czyni Czytelnik już w tej chwili! Jednym bowiem z kluczy do trwałego zadowolenia jest świadome i aktywne jego poszukiwanie. Istnieje interesująca, choć prosta typologia postaw zawodowych, ilustrująca właściwy kierunek. Weźmy pod uwagę tylko dwa elementy: siłę codziennego zaangażowania w działanie oraz ilość towarzyszącej nam w pracy refleksji. Zauważymy, że istnieją cztery możliwe style zawodowej samorealizacji:

  1. Osoba o niskim zaangażowaniu i słabej refleksji reprezentuje typ biurokratyczny. Spytana o motywację, odpowie: „Taka jest moja praca; ktoś musi to robić…”. Biurokrata na ogół czuje się zagubiony, jest bierny i nie ma siły przeciwstawiać się innym i kierować własnym życiem. Zdany na wpływy z zewnątrz, znacznie częściej osiąga poczucie bycia ofiarą, aniżeli prawdziwą satysfakcję.
  2. Wysoki poziom refleksji przy niskim zaangażowaniu daje nam postawę filozofa. Filozof dużo myśli i chętnie komentuje, ale nie podejmuje się prawdziwej pracy nad sobą. Jego motto: „To znacznie bardziej skomplikowane, niż się ludziom zdaje…” z czasem przekształca się w: „Nikt mnie nie rozumie!” albo: „Cokolwiek zrobisz i tak nic z tego nie będzie…”. Bycie filozofem, a zwłaszcza filozofem-sceptykiem, choć bezpieczne, bo w niepowodzeniu zawsze można powiedzieć: „A nie mówiłem?”, także niesie więcej rozczarowań, niż satysfakcji.
  3. Trzecia możliwość – wysokie zaangażowanie przy niskiej autorefleksji – przenosi nas do mentalności zawodnika. Życie zawodnika to nieustanna walka; kwalifikacje i czujność – to oręże. Nacisk, by zawsze być perfekcyjnym, najlepszym, prowadzi do lęku i ciągłego oglądania się za siebie. Nawet jeśli osiąga sukces („Pokazałem im!”) – nie ma czasu ani się nad nim zastanowić, ani nim nacieszyć – tak silny jest wewnętrzny nacisk, by jak najszybciej wrócić do gry i gnać dalej przed siebie; tylko dokąd?!
  4. Postawa czwarta – pełnego zaangażowania przy dużej refleksyjności – nazwana została (i słusznie!) postawą mistrza. Mistrz znajduje w sobie siłę, by zmieniać zarówno siebie, jak i otoczenie. Robi więcej, niż musi, wyrażając w ten sposób szacunek dla innych oraz dla samego siebie i swojej pracy. A jednocześnie świadomość życiowych celów chroni go przed pracoholizmem. Jest gotów zarówno dużo dawać i dużo brać od życia i innych ludzi.

 

Od teorii do praktyki

No tak, może ktoś powiedzieć, to ładna teoria, ale jak przekształcić ją w praktykę? Otóż są proste sposoby na wzmocnienie postawy mistrza. Na początek warto się zastanowić, która z czterech postaw jest nam najbliższa i czego nam brakuje, zaangażowania czy refleksji? Dalej: co sam mogę zrobić, by zwiększyć jedno i/lub drugie? Badania psychologiczne pokazują, że zaangażowanie rośnie, gdy mamy świadomość celów, którym służy praca. Warto zatem zastanowić się, po co pracuję i działam, co chcę osiągnąć i gdzie chcę się znaleźć – nie tylko w najbliższe wakacje, ale za 5, za 10 czy 15 lat!

Na rozmaitych kursach często mówi się, że cele powinny być konkretne, mierzalne, osadzone w czasie itd. Ale satysfakcjonujący projekt na życie powinien być inny. Ukuto dla niego angielski termin „BHAG” (z angielskiego: Big – wielki, Hairy – włochaty oraz Audacious – zuchwały Goal – cel). Warto uczynić naprawdę ambitny plan (podróż dookoła świata?, własny dom pośród zieleni?) nie myśląc od razu: „To się nie uda”. Następnie zaś często i mocno wyobrażać sobie z wszystkimi szczegółami, że docieramy do celu. Nie chodzi o mgliste marzenie, ale o precyzyjne wyobrażenie. Zwiększy to nie tylko motywację, ale i realną szansę, że plan się ziści!

Ważnym elementem tej strategii jest też dokonywanie od czasu do czasu bilansu korzyści, które uzyskujemy dzięki pracy. Łatwo przekonać samego siebie, że pracujemy tylko po to, by zarobić na chleb (świadomość „biurokraty”!). Taka motywacja nie daje satysfakcji. A przecież rzetelna lista profitów z dobrze wykonanej pracy jest znacznie dłuższa – pracując z pacjentami mam szansę poznać ludzkie charaktery, poznać samego siebie i własne reakcje na trudne sytuacje. Mogę trenować nawiązywanie relacji i bezpośrednio pomagać innym – wielu osobom już samo to wystarcza za dodatkową nagrodę. Mogę zatem nadal rozwijać wiedzę zawodową i psychologiczną oraz pracować nad własną postawą.

Prawdziwy „mistrz” każde potknięcie łatwo przekuwa w naukę na przyszłość, a poczucie porażki we wdzięczność za nowe doświadczenie. Wystarczy uporczywe, a szkodliwe pytanie: „dlaczego…?” („…jestem taki nieudolny”, „…nic mi się nie udaje”) zastąpić pytaniem „po co?” (tj. „co mi to mówi o mnie, o świecie?”, „czego się nauczyłem?”). Nie jest to proste i wymaga treningu – ale czyż nie żyjemy po to, by uczyć się życia? Podstawowa zasada zawsze jest ta sama: dbać o to, by na co dzień refleksja i zaangażowanie wzajemnie się wspierały, a nie zastępowały jedno drugie!