Barką przez Francję9 czerwca 2011

Sery z lokalnych targów, wino prosto z winnic, zapach bagietki i rozgrzanych w słońcu ziół. I czas płynący tak sennie, jakby właściwie go nie było… Jeśli marzy się Wam atmosfera francuskiej prowincji, najlepiej doświadczyć jej podczas rejsu barką po malowniczych kanałach południowych dorzeczy

Podróżowanie po Francji marzyło się mnie i mojemu mężowi jeszcze w czasach studenckich. Ale wszystko jakoś tak się ułożyło, że plany wyprawy musiały zejść na plan dalszy. Cóż… życie. Ale gdy rok temu pod koniec maja zaczęliśmy się zastanawiać, gdzie spędzimy urlop, niespodziewanie z ust mojego małżonka padło: „To jedźmy wreszcie do tej Francji! Bo kiedy, jeśli nie teraz”. Z początku ucieszyła mnie ta myśl, ale od razu zaczęłam wyobrażać sobie, jak jeździmy od miasteczka do miasteczka naszym samochodem, w którym akurat zepsuła się klimatyzacja. No i koszty! Na taką wyprawę pewnie wydamy fortunę…

– Ależ skąd! – zdziwiła się moja koleżanka, gdy zdradziłam jej nasze plany. – Ale jeśli naprawdę chcecie poczuć klimat francuskiej prowincji, to zostawcie samochód w garażu, bierzcie ze sobą dzieci i zafundujcie sobie wspólny, tygodniowy rejs niewielką barką słynnym Canal du Midi. Steruje się nią samodzielnie, nie trzeba mieć żadnych żeglarskich patentów. Po drodze zatrzymujecie się wszędzie, gdzie przyjdzie wam ochota. Do tego te wspaniałe francuskie dania, które możecie przygotować sobie z niedrogich lokalnych produktów. Gwarantuję, że za stosunkowo nieduże pieniądze zapewnicie sobie niezapomniane przeżycia – dodała i zaczęła wspominać swój rejs, w którym brała udział przed kilku laty. Posłuchałam jej. Okazało się, że była to jedna z najlepszych rad, jakie w życiu usłyszałam.

 

Pływające mieszkanie

Wszelkie formalności związane z wynajęciem barki załatwiliśmy w biurze w kraju. Tygodniowy czarter stateczku dla całej naszej czwórki kosztował ok. 1200 euro. Do tego ubezpieczenie łodzi (65 euro) i opłaty za paliwo (ok. 20 euro dziennie, przy średnio 5 godzinach rejsu dziennie). Firma proponuje oczywiście dodatkowo całą gamę usług i udogodnień, ale skorzystanie z nich jest oczywiście opcjonalne i nieobowiązkowe (szczegóły w ramce). Co ważne, woda i prąd w portach, do których będziemy zawijać, są z reguły darmowe. W porcie Argens-Minervois, który przywitał nas cudowną pogodą, przybyliśmy w sobotnie popołudnie. Nasza barka już na nas czekała. Na pokład weszliśmy w towarzystwie pracownika biura czarterującego łodzie. Gdy zobaczyłam nasz stateczek, przestraszyłam się, że nie poradzimy sobie ze sterowaniem tego „kolosa”. Ale po mniej więcej trzech kwadransach szkolenia (wypływanie z portu, zwroty i powrót do nabrzeża) czułam, że mogę już manewrować bez większych problemów. To naprawdę nic trudnego, szczególnie, że cała trasa spływu jest doskonale przygotowana pod kątem rejsów. Trzeba tylko pamiętać, że w barce nie ma pedału hamulca i gdy płynie się do przodu, hamować należy przechodząc płynnie na bieg wsteczny. Wnętrze i wyposażenie naszej barki prezentowało się bardzo przyzwoicie. Łącznie na łodzi znajdowało się pięć miejsc do spania. W kabinie dziobowej znaleźliśmy podwójne łóżko i sporą szafę z szufladami. Do tego pojedyncze łóżko w korytarzu łączącym kuchnię z kabiną dziobową i kanapa w salonie, którą można zmienić na dwuosobowe legowisko. Poza tym wygodny aneks kuchenny z lodówką, zlewem i kuchenką gazową, kabina prysznicowa z toaletą i umywalką, plus bieżąca woda ogrzewana przez silnik lub piecyk gazowy. Słowem – pływające mieszkanko ze wszystkimi wygodami. Przed wyjściem z portu mąż zrobił drobne zakupy, choć jeszcze w Polsce zaopatrzyliśmy się w solidny prowiant (uprzedzano nas o tym, by zabrać ze sobą trochę zupek, makaronów i ulubionych przypraw, by na trasie kupować już tylko niezbędne, lokalne produkty). Następnego dnia po śniadaniu ruszyliśmy cudownej urody wodną aleją wysadzoną platanami.

 

Romantyczna wodna włóczęga

Widoki, jakie mija się na całej trasie spływu, nikogo nie pozostawiają obojętnym. Kanał du Midi, który powstał za panowania Ludwika XIV, liczy ponad 240 km długości. Jego trasa wiedzie równolegle do pasma Pirenejów, łącząc Atlantyk z Morzem Śródziemnym. Wzdłuż kanału biegnie droga. Jak się dowiedzieliśmy, dawniej szły nią konie ciągnące barki towarowe. Po drodze co rusz mija się urocze miasteczka – Agde, Bèziers, Narbonne, Capestang, Homps, Trèbes, Carcassonne, Bram, Castelnaudary, Avignonet-Lauragais. Każde pełne starych śluz, stylowych mostków, zabytkowych świątyni, wybrukowanych uliczek i ryneczków. W niektórych znajdziemy nawet ślady budowli pozostawionych tu przez starożytnych Rzymian. Najpiękniejsze w rejsie jest jednak to, że po codziennej miejskiej gonitwie można wreszcie w cudowny sposób „wyhamować”. Czas płynie sobie wolniutko, w rytmie barki, która porusza się ze średnią prędkością 5-6 km/h (i tylko w dzień, co jasno określają przepisy). My w tym czasie wylegujemy się na górnym pokładzie, sącząc zakupione w jednej z licznych tutejszych winnic wino, pogryzając lokalne przysmaki i rozkoszując się widokami rozciągającymi się po obu brzegach kanału. Ot, romantyczna wodna włóczęga, z dala od hałaśliwych turystycznych kurortów. W żywność najlepiej zaopatrywać się na okolicznych targowiskach. Znajdziemy tam sery, oliwki, lokalne wędliny i pieczywo – wszystko w przystępnych cenach. Gotować najrozsądniej jest na barce, bo ceny w lokalnych bistrach mogą co niektórych przyprawić o zawrót głowy. Zresztą, jest ich niewiele i znajdziemy je głównie w większych miejscowościach. Poza tym trzeba pamiętać, że południowi Francuzi kultywują tradycję sjesty. Znalezienie restauracji między godz. 12 a 17 graniczy z cudem. Nie ma natomiast problemu, gdybyśmy chcieli w tym czasie napić się kawy i uraczyć lodami w jednej z miejscowych kawiarni.

 

Informacje praktyczne:

  • szczegóły dotyczące czarterów barek (warunki, opisy łodzi, cennik) znajdziemy na stronach: www.punt.pl oraz www.barki.pl
  • rejsy zaczynają się w sobotę po południu, zaś w niedzielę sklepy są pozamykane, warto więc zawczasu zadbać o wiktuały na sobotnią kolację i wszystkie posiłki niedzielne; z Polski opłaca się wziąć ze sobą kawę, herbatę, cukier, makaron, ryż, zagęszczone mleko i ulubione przyprawy kuchenne
  • przykładowe ceny (w euro): pizza: ok. 10, sałata z targu: 0,60, melon: 2, pasztety: od 6 wzwyż za kg; w wino najlepiej zaopatrywać się w winnicach
  • przyzwoite trunki nabędziemy już za 3,4 euro za butelkę