Złość na wodzy, czyli jak panować na emocjami5 maja 2011

„Emocje są solą życia”, można rzec, parafrazując Hansa Selyego, twórcę pojęcia stresu. Radość, miłość – z pewnością. A te „negatywne”? Kto wie, jak smakuje wściekłość czy nienawiść, wie, ile zła mogą wyrządzić. Czy zatem należy się ich pozbyć? Nie! Trzeba się tylko nauczyć z nimi właściwie obchodzić. Złość to jedna z najniebezpieczniejszych emocji. Spróbujmy przyjrzeć się jej z perspektywy pierwszego stołu

Złość to uczucie kłopotliwe. Nie można przecież złościć się na pacjentów; równie niedopuszczalne jest złoszczenie się na kolegę-współpracownika. Czy samo nieokazywanie emocji pozwala się ich pozbyć czy choćby zmniejszyć ich natężenie?

Przypomnijmy sobie pacjenta, który krzykiem domaga się wydania błędnie zapisanego leku lub też oskarża nas o prywatną złośliwość czy nieudolność z powodu decyzji, którą podjęło ministerstwo… Wyobraźmy sobie kolegę, który przed chwilą dostał od nas reprymendę, a teraz, obserwując ten konflikt z pacjentem, uśmiecha się pod nosem „ze złośliwą satysfakcją”. I już jest jasne, że zachowanie spokoju może odbyć się tylko z najwyższym wysiłkiem! Dodajmy, że wysiłek ten kosztuje, a opłata pobierana jest w najcenniejszej znanej walucie: zdrowiu.

Psychologia naucza, że tłumienie złości jest równie szkodliwe, jak jej niepohamowana ekspresja. Może więc sięgnąć po sprawdzony sposób i odreagować w samotności? Niektórzy sądzą, że złość to wewnętrzny czajnik, z którego dla równowagi trzeba czasem upuścić parę.

Współczesna psychologia mówi jednak: to błąd! Wykrzyczane do ściany przekleństwo, kopniak w fotel czy karate na poduszce nie tylko nie wyciszają emocji, ale uczą agresywnych reakcji i zwiększają szansę, że za którymś razem poduszkę zastąpi ktoś z otoczenia!

Dlatego, gdy Mark Twain pisał: „Kiedy się złościsz, policz do pięciu, kiedy bardzo się złościsz, przeklinaj” – miał rację tylko w (pierwszej) połowie.

Co więc robić, gdy wzbiera wewnętrzne tsunami? Na szczęście istnieje sposób radzenia sobie ze złością, a można go opisać w postaci kilku kroków-przykazań, prowadzących, jak to w edukacji, od wiedzy poprzez umiejętności po odpowiednią postawę.

 

1. Uświadom sobie rzeczywistą naturę złości (wiedza)

Trzeba koniecznie zerwać z dwoma przekonaniami. Z wyobrażeniem „wewnętrznego czajnika” i z wizją złości, jako czegoś przychodzącego z zewnątrz (np. złe myśli jako efekt podpowiedzi jakiegoś chochlika). Takie przekonania usprawiedliwiają tylko złe reakcje. Złość pochodzi z naszego wnętrza i jest normalnym przejawem życia psychicznego. „Negatywne” – od teraz będziemy mówić „trudne” – emocje lepiej rozumieć jako „system wczesnego ostrzegania”. Pojawiają się one zanim racjonalna część mózgu przeprowadzi swoje żmudne analizy sytuacji i dostarczają ważnych informacji: że ktoś nas rani, że ktoś łamie reguły, że trzeba coś zmienić. Te dane są ważne i nie wolno ich ignorować, ale też nie wolno z ich powodu wysadzać świata w powietrze! Do tego zaś potrzebna jest pewna umiejętność, o której poniżej.

 

2. Naucz się rozpoznawać wczesne oznaki złości

Chodzi o umiejętność samoobserwacji w trudnych chwilach. Nie jest to proste, dlatego na początku wskazana jest praca w trybie offline (po fakcie). Wystarczy poświęcić co dzień trochę czasu na przypomnienie sobie i opisanie wszystkich większych emocjonalnych wybuchów. Co mnie sprowokowało, jakie były pierwsze symptomy, jakie były „gorące myśli”, które natychmiast same cisnęły się do głowy? Stworzony w ten sposób bezcenny katalog sytuacji i reakcji – pozwoli z czasem znacznie poprawić bieżącą zdolność rozpoznawania złości. Wyposażony w takie oprogramowanie system ostrzegania przed tsunami już działa; wystarczy, że znajdzie się kompetentny operator, który będzie obserwował wskaźniki: Uwaga: jest roztrzęsienie, napięcie mięśni: pierwszy sygnał! Mówię przez zaciśnięte zęby, mam ochotę go kopnąć – sygnał drugi! Czuję ucisk w piersiach, mówię (lub wykrzykuję) rzeczy, o których wiem, że to nieprawda – sygnał nr 3! Teraz trzeba podjąć odpowiednie środki.

 

3. Z wiedzy o złości, jako części systemu wczesnego ostrzegania, powinna wyniknąć jej akceptacja

Złość jest częścią mnie i jest mi potrzebna. Jeśli potraktuję ją jako źródło informacji, nie zrobi krzywdy ani mnie (w końcu to tylko część mojego profesjonalnego wyposażenia!), ani innym. Istnieją proste techniki pozwalające uniknąć niszczycielskiej fali. Najprostsza to robienie sobie przerw.

Ostrzegawcze sygnały powinny automatycznie włączać program: „chwila na oddech i przemyślenie taktyki”. Oddech warto potraktować dosłownie – w silnym wzburzeniu oddychamy szybko i płytko albo wcale. Kilka spokojnych, głębokich oddechów w trudnej sytuacji – warto dołączyć też liczenie w myśli, najlepiej wspak – jest jak dodatkowy falochron!

Drugi punkt programu to śledzenie automatycznych „gorących myśli”, które w systemie są niczym zakłócenia. Najniebezpieczniejsze z nich to przypisywanie sobie racji, sprawiedliwe oburzenie, niska samoocena i błyskawiczne osądzanie innych. Trzeba wypracować w sobie nawyk transformacji takich sygnałów.

Myśl „przecież to oczywiste, dlaczego on tego nie widzi?!” trzeba zmienić np. w taką „jestem wzburzony, dlatego widzę tylko swoją rację, która jest częścią prawdy”. Myśli w stylu „jak ona mogła tak powiedzieć/zrobić?!” – w „co w moim zachowaniu/sytuacji każe jej tak myśleć, tak mówić, tak się zachowywać”. Albo: „Czy aby nie traktuję tego zbyt serio, zbyt osobiście?”.

Święte oburzenie jest sygnałem traktowania siebie zbyt serio – każda, nawet przypadkowa, zniewaga brana jest wtedy osobiście. Podobnie jest z niską samooceną. Zamiast: „Traktują mnie jak byle co”, warto pomyśleć: „Mam dla siebie zbyt wiele szacunku, żeby uznać to za prawdziwą obrazę”. A oceniające myśli w tylu: „Jak można być tak niemądrym, ślepym, zadufanym w sobie?!” itp. Otóż takie myśli warto potraktować jak widok z lustra, osobiste ostrzeżenie.

Jak dowodzi doświadczenie psychoanalityków, najbardziej drażni nas u innych nie to, co ich od nas różni (czy wysoki musi się złościć na niskich?), ale te cechy i zachowania, których nie chcemy zauważyć u siebie! Jeśli sam bywam nieuczciwy, ale nie chcę się przed sobą przyznać, wszędzie będę widział kombinatorów; jeśli się boję, zamiast własnej czujności zobaczę, że wszyscy mnie obserwują, itd. Nazywa się to słusznie mechanizmem projekcji – zamieńmy zatem projektor na wewnętrzny monitor, a wszystko się zmieni.

 

Podsumowanie

Można zadać pytanie: skoro to takie proste, to dlaczego tego nie robimy? Odpowiedź jest oczywista: bo to wcale nie jest proste! Pracę nad złością trzeba potraktować jak program treningowy: opanowanie żywiołu wymaga wielokrotnych ćwiczeń. Ale warto je podjąć, bowiem z czasem pozwolą odnaleźć jedyne panaceum dla destruktywnej złości, jakim jest spokojna praca nad problemami, które leżą u źródeł przykrych sytuacji.