Kawka z kulturą8 października 2009

kawka-z-kultura

Gdzie tętni obecnie puls miasta? Najciekawsze spotkania z kulturą przeniosły się dziś do klubokawiarni. Warto bywać w tych miejscach, by przy filiżance kawy wysłuchać pasjonujących opowieści, i uciąć sobie pogawędkę ze znajomymi.

Przy stolikach w stylu art deco jedni czytają książki zdjęte ze stojącego obok regału lub przeglądają prasę, inni rozmawiają o tym, co spotkało ich dziś w pracy. Zgromadzona wokół większej ławy grupka z zapałem dyskutuje o najnowszej premierze kinowej, a wyraźnie zainteresowana sobą para rozkłada planszę do gry w scrabble. W wydzielonej sali na dole trwają przygotowania do mającego się za chwilę zacząć pokazu slajdów z Krymu. Tak przedstawia się obraz z wybranej przypadkowo klubokawiarni. I najprawdopodobniej podobny widok zastaniemy, wchodząc do każdej z tego typu kafejek.

Między klubem a kawiarnią

Co odróżnia klubokawiarnie od tradycyjnych kawiarni? To miejsca, gdzie kawa i herbata współistnieją z szeroko pojętą kulturą oraz rozrywką. Przychodzi się tu nie tylko napić czegoś ciepłego i zjeść ciastko. Gości przyciągają różnorodne propozycje, wśród których każdy znajdzie coś dla siebie: projekcje filmów, opowieści o najdalszych zakątkach świata, połączone z pokazem zdjęć, koncerty, wernisaże, spotkania z ludźmi filmu, pisarzami i działaczami społecznymi, wieczory poetyckie… Wymieniać można by długo.
– Gdybym tylko mogła, siedziałabym tu codziennie. Ciepło, przytulnie, nie można się nudzić. Czuję się z tym miejscem bardzo związana – mówi o swojej ulubionej klubokawiarni stylistka Gosia. To charakterystyczne dla tych miejsc – swoim bywalcom szybko stają się bliskie, tworzą się wokół nich swoiste społeczności, bo podczas różnego typu zorganizowanych spotkań ludziom łatwiej się poznać. Klienci po pewnym czasie zaczynają się wzajemnie rozpoznawać i utożsamiać ze „swoją” klubokawiarnią. Dzieje się tak niezależnie, czy miejscem tym będzie warszawski „Czuły Barbarzyńca” lub „Chłodna 25”, poznańskie „U Przyjaciół”, krakowski „Lokator” czy „Mleczarnia” z Wrocławia.

Stolik dla dziecka

Klubokawiarnie nie zapominają także o najmłodszych gościach. Do wielu z nich spokojnie możemy wybrać się z pociechą, pewni, że znajdzie tam ona bezpieczne zajęcie dla siebie, a my przez chwilę będziemy mogli odetchnąć i porozmawiać ze znajomymi. Na przykład „Tarabuk” na warszawskim Powiślu proponuje Tarabajanie, czyli opowiadanie baśni połączone z zajęciami plastycznymi, a „Kalimba” z filiami w Warszawie i Katowicach w całości nastawiona jest na najmłodszych i ich rodziców. W jej kolorowych wnętrzach dzieciaki mogą m.in. uczestniczyć w kursie fotograficznym, uczyć się angielskiego lub lepić figurki z gliny. Rodzice natomiast wysłuchają wykładów o budowaniu relacji z dzieckiem w ramach „Klubu Kangura”.

Jak u siebie

„Idę do kawiarni. Jest to teren neutralny, niezależny od zmian pór roku (…), tam jeno człowiek zdolny jest do szlachetniejszych pomysłów” – mówił bohater opowiadania Tomasza Manna, Tonio Krűger. Można by dodać – tam człowieka zaczyna być w pełni sobą, bo te założone najczęściej przez zapaleńców miejsca dalekie są od blichtru i przesadnego luksusu. Właściciele zazwyczaj nie ukrywają, że meble dostali od znajomych, kupowali na wyprzedażach lub aukcjach internetowych. Nie wszystko jest w idealnym stanie, ale dodaje to klubokawiarniom charakteru domowości, pozwala się rozluźnić i poczuć jak u siebie.
Pasja i hobby to słowa, które chyba najlepiej określają charakter klubokawiarni. Podczas organizowanych tu spotkań łatwo wyczuć, że robione są z osobistym zaangażowaniem, przejęciem, płyną z wewnętrznej potrzeby, a nie poczucia męczącego obowiązku. Tym entuzjazmem łatwo się zarazić, a czas spędzony w kafejce wśród sympatycznych osób pozwoli się zrelaksować i na kilka godzin oderwać myśli od spraw dnia codziennego. Chyba te właśnie cechy sprawiają, że klubokawiarnie z powodzeniem zaczynają pełnić funkcję nieformalnych domów kultury. I, co trzeba podkreślić – znacznie ciekawszych niż te tradycyjne.