Szybko, fachowo i bez wysiadania z auta3 lipca 2009

Z Państwem Moniką i Jackiem Zaborowskimi, małżeństwem farmaceutów, właścicielami Auto Apteki Słonecznej w Ciechocinku, rozmawia Lilianna Bartowska-Lewicka.

Czy można kupić leki nie wysiadając z samochodu? Do niedawna jeszcze podobne pytanie brzmiałoby jak żywcem wyjęte z filmów science-fiction.
– Ale czasy się zmieniają – przyznaje z uśmiechem pani Monika Zaborowska. Drobna, uśmiechnięta farmaceutka, wraz z mężem Jackiem są właścicielami Apteki Słonecznej w Ciechocinku. Apteki niezwykłej – pierwszej w tej okolicy auto apteki. Budynku, w którym otworzyli oryginalną placówkę nie sposób nie zauważyć. Wesoła kolorystyka wyróżnia go spośród okolicznych zabudowań – położony na obrzeżach miasta, z dogodnym dojazdem, obszernym parkingiem. Tym jednak, co w głównej mierze przyciąga doń pacjentów, jest nietypowa obsługa.

Jak wpadli Państwo na tak oryginalny pomysł stworzenia auto apteki?
Od dawna zastanawialiśmy się z mężem, jak stworzyć aptekę, która zapewniałaby naszym pacjentom maksymalne poczucie bezpieczeństwa. Pacjenci większości funkcjonujących na rynku aptek mają problemy z szybkim dostępem do informacji o leku, z profesjonalną, miłą obsługą. Kłopoty sprawia też często samo dotarcie do placówki czy choćby możliwość swobodnego zaparkowania auta przed placówką. Cóż, tempo życia wzrasta, a coraz większa grupa pacjentów ustawia się w kolejkach. Nastały czasy, gdy niemal wszyscy przemieszczają się samochodami, a ich posiadanie stało się nieomal koniecznością. Tak narodził się pomysł zbudowania punktu, w którym można swobodnie podjechać do okienka, podać receptę czy wreszcie porozmawiać i otrzymać wyczerpującą informację na temat stosowania leków A wszystko to bez konieczności wysiadania z auta! Oboje z mężem cenimy sobie czas. Zanim postanowiliśmy otworzyć naszą placówkę wiele rozmawialiśmy z naszymi przyjaciółmi i wraz z nimi doszliśmy do wniosku, że będzie to coś zupełnie innego, niż zwykła, tradycyjna apteka. Skonsultowaliśmy ten pomysł również z moją teściową, która także jest farmaceutką i też boryka się na co dzień z takimi problemami jak kolejki, brak parkingu. Nasz pomysł również bardzo się jej spodobał. I tak „klamka zapadła”.

Kiedy powstała apteka?
Dokładnie 21 listopada 2007 r. Działamy niecałe dwa lata, a już mamy wierną grupę pacjentów.

Odwiedzają waszą placówkę wyłącznie z ciekawości, dlatego, że jest tak nietypowa, oryginalna?
Sympatię pacjentów zdobywamy przede wszystkim pietyzmem, z jakim podchodzimy do każdej osoby, która odwiedza naszą aptekę. Nasz personel tworzą prawdziwi pasjonaci, ludzie młodzi, dla których każdy chory to osoba, którą należy obsłużyć profesjonalnie i udzielić możliwie wyczerpującej porady. Wnętrze naszej apteki jest bardzo przestronne. Mamy tu kącik z wygodnymi fotelami dla osób, które chcą z nami dłużej porozmawiać. Dzięki temu na przykład, bez zbędnego zakłócania pracy pozostałym pracownikom, mamy możliwość poświęcenia większej uwagi osobom starszym, które potrzebują dokładnego wyjaśnienia działania leku, interakcji z innymi preparatami czy dawkowania. Doświadczamy też wielkiej życzliwości od odwiedzających naszą placówkę matek. Cenią możliwość podjechania do okienka samochodem z dzieckiem w foteliku i natychmiastowego wykupienia leku. Wiele słów uznania trafia pod naszym adresem szczególnie w sezonie przeziębieniowym. W naszej aptece matki nie muszą skazywać swoich pociech na stanie w długich kolejkach. Cenimy ich czas, wiemy, że chore dziecko jest niespokojne, a szybki powrót do domu to również szybki czas podania leku. Wśród stałych pacjentów mamy też grupę zmotoryzowanych inwalidów. Pod tym względem jesteśmy w okolicy monopolistami. Zaglądają tylko do naszej apteki i życzę wszystkim innym pacjentom tak dobrej obsługi, jaką oni mają u nas. Niestety, w dużych miastach dla osób niepełnosprawnych wyprawa do apteki i pobyt w samej placówce to kolejna „walka o przetrwanie”. Tu wciąż jesteśmy daleko za Europą.

Ale na tym nie koniec oryginalnych pomysłów. Uruchomiliście Państwo także specjalną infolinię, by móc być jeszcze bliżej pacjenta…
Tak, to również nowoczesna forma dotarcia do pacjenta. W dobie ostrej konkurencji nie sposób nie szukać takich form kontaktu. Dla starszych osób, a te mają przecież zdecydowanie najwięcej problemów zdrowotnych, to po prostu najprostsza forma komunikacji. Zdarzają się również przypadki, kiedy jesteśmy traktowani jak Telefoniczna Encyklopedia Medyczna. Ogromnie cieszy nas edukacja pacjentów i zawsze dziękujemy tym wszystkim, którzy do nas dzwonią – że nie lekceważą nas, profesjonalistów, że pytają, proszą o poradę. Poza tym zdarza się również, że to my dzwonimy do naszych pacjentów. Na przykład po to, by przypomnieć im o wykupieniu leku bądź jego kontynuacji w leczeniu.