DZIEŃ Z ŻYCIA FARMACEUTY CZ.33 lipca 2009

Jeśli pamiętacie zabawną historię, która przydarzyła się Wam w trakcie pełnienia codziennych obowiązków w aptece, prosimy, opiszcie ją w kilku zdaniach i prześlijcie do naszej redakcji!

Będzie nam miło, jeśli zechcecie podzielić się z innymi Czytelnikami Waszym poczuciem humoru, anegdotami, śmiesznymi opowieściami związanymi z Waszą praktyką farmaceutyczną. Najzabawniejsze historie opublikujemy na łamach „Farmacji Praktycznej”, a ich autorzy zostaną nagrodzeni! Poniżej znajda Państwo szczegółowy regulamin naszej zabawy.

Tabletki „awemaryja” i tajemniczy rekwizyt

Praca w aptece jest niewątpliwie fascynującym zajęciem. Codzienne obowiązki, bezpośredni kontakt z pacjentami, obfitują w tyle samo sytuacji stresowych, co zabawnych – zapewnia Pani mgr Agnieszka Gunia z Andrychowa.

Liczba preparatów leczniczych dostępnych dziś w aptekach może przyprawić o zawrót głowy. Zapamiętanie nazw handlowych produktów nie jest wcale łatwe. Podobnie rzecz ma się od strony pacjentów odwiedzających naszą placówkę – zdarza im się zapomnieć, co chcieli kupić, pomylić bądź przekręcić nazwy leków. I nasza w tym rola, by wywieść ich z błędu i pomóc w zidentyfikowaniu produktu.
Pewnego razu, z samego rana do naszej apteki zdecydowanym krokiem weszła kobieta. Wpadła i od razu donośnym głosem poprosiła o tabletki… „awemaryja”. Uśmiechnęłam się i starając się zachować resztki powagi, z pełnym profesjonalizmem zaczęłam wypytywać ją, w jakim celu dany lek miałby być stosowany. I tu się cała rzecz wydała – kobieta z pełną powagą w głosie poinformowała mnie, że są to tabletki, które „zażywa się, jak się jeździ autem, żeby człowiekowi nie zrobiło się w drodze niedobrze”…

***

Kiedy indziej do naszej apteki przyszedł mężczyzna. Widać było, że jest nieco zmieszany. W końcu nieśmiało podszedł do okienka i prawie szeptem zapytał mnie, czy dostanie u nas coś takiego – tu wyciągnął w moim kierunku dłoń, pokazując mi dziwny przedmiot. Wpatrywałam się w ten rekwizyt przez dobrych kilkanaście sekund, zastanawiając się, cóż to takiego? Popatrzyłam na mężczyznę oczekując słowa wyjaśnienia, ale widać było, że mój wzrok wprawił go w jeszcze większe zakłopotanie. Dopiero po dobrej minucie dotarło do mnie, że to… nakładka wibracyjna. A ponieważ nasza apteka pełni dyżury nocne, mieliśmy taki asortyment. Cóż, widać mężczyzna nie był chyba aż tak nieśmiały, skoro starczyło mu odwagi, by pokazać mi z bliska skądinąd intymny produkt…