Zamki, zjawy i upiory11 maja 2009

zamki-zjawy-i-upiory

Nie masz pomysłu na urlop w kraju? Wybierz się na ekscytującą wyprawę śladami zjaw i upiorów zamieszkujących polskie zamki i pałace. Dreszczyk emocji gwarantowany!

Pomysłów na ciekawie spędzony urlop jest tak wiele, że czasami trudno wybrać najciekawszą propozycję. Na uwagę zasługuje wyprawa śladami polskich duchów. Oprócz zwiedzania przepięknych zamkowych komnat, dreszczyku emocji dostarczą błąkające się po ponurych korytarzach wieczni mieszkańcy tych posiadłości.

Prymas i kobieta z psem

Nieborów słynie nie tylko z jednego z najpiękniejszych pałaców magnackich w Polsce, ale też z osobliwej mieszanki zjaw. Ta przepiękna barokowa posiadłość, zaprojektowana na zlecenie prymasa Michała Radziejowskiego przez Tylmana z Galmen, może poszczycić się aż trzema duchami: kardynałem, kobietą i psem.
Spotkanie ze zjawami nie jest sprawą łatwą. Aby trafić na widma z Nieborowa należy udać się na zamek w jasną, księżycową noc. Pierwsze z nich, czyli kardynał – pierwszy właściciel posiadłości, prymas Radziejowski, ukazuje się w bibliotece w momencie, gdy światło księżyca padnie na książki pod odpowiednim kątem. Z obrazu schodzi wówczas zjawa w czerwonej kardynalskiej szacie. Duch spaceruje bezszelestnie po swojej posiadłości. Jedyny dźwięk, jaki towarzyszy tym wędrówkom, to odgłos dzwoneczka z portretu. Druga zjawa mieszka w Czerwonym Salonie. Na jednej ze ścian tej komnaty wisi portret Anny Orzelskiej, nieślubnej córki Augusta II Mocnego. Niewiasta uważana była za jedną z najpiękniejszych Polek doby baroku. Dama schodzi z obrazu, by w towarzystwie swego ukochanego psa przejść się po komnatach drugiego piętra pałacu.
O ile myśl o spotkaniu z widmami może wywołać gęsią skórkę, to jednak mary z Nieborowa uważa się za całkowicie niegroźne. Wydaje się, że chcą się tylko upewnić, czy w pałacu nie dzieje się cos niepokojącego.

Zjawa Wersalu Wschodu

Legendę o Białej Damie z Kórnika słyszał niemal każdy. Taki przydomek otrzymała Teofila z Działyńskich Szołdrska Potulicka, córka ówczesnego właściciela posiadłości, Zygmunta Działdyńskiego. Za jego czasów zrujnowany zamek w Kórniku odzyskał dawny blask. Do prawdziwego rozkwitu posiadłości doprowadziła jednak Teofila. Jej dwa nieudane małżeństwa spowodowały, że dama zajęła się sprawami gospodarczymi i życiem kulturalnym dworku. Dzięki niej posiadłość została przebudowana, założono park ze stawami, pawilonami i fontannami, a zamek zyskał miano „Wersalu Wschodu”. Zmarłą 26 listopada 1790 r. właścicielkę pochowano w krypcie kościoła w Kórniku. Ale już za jej życia krążyły niepochlebne dla kobiety plotki. Podobno była kochanką proboszcza z Kórnika i pastora luterańskiego z Bnina. Po jej śmierci legendy przybrały na sile. Jedna z nich związana jest z portretem autorstwa Antoine’a Pesne’a. Na obrazie Teofila ubrana jest w białą suknię. Podobno tuż przez północą niewiasta schodzi z obrazu, idzie do Sali Czarnej, a potem na taras. Kiedy wybija północ zjawia się rycerz na koniu. Widma wspólnie wybierają się na przejażdżkę po parku. Mówi się, że w ten sposób Biała Dama odkupuje zniszczenie zameczku myśliwskiego Górków, w którym diabły pilnowały skarbu rodziny Górków.

Studnia niewiernych żon

Swoimi duchami szczyci się również Zamek Czocha, położony po polskiej stronie Łużyc Górnych. Ta bajkowa posiadłość została wzniesiona z inicjatywy czeskiego króla Wacława II. W XVI wieku przebudowano ją na renesansową rezydencję. Pod koniec XVII w. ogromny pożar strawił większą część budowli. Dawną świetność odzyskała dopiero w 1909 r., kiedy właścicielem zamku stał się drezdeński przemysłowiec, baron Ernesta F. von Gutschoffa. Historie, których skutki odczuwamy do dzisiaj, wydarzyły się w XVII i XVIII w. Na dziedzińcu zamku znajduje się szyb zwany studnią niewiernych żon. Podobno strącano do niej kobiety podejrzane o cudzołóstwo. Spętane liną niewiasty musiały przez kilka dni utrzymać się tuż nad powierzchnią wody. Jeśli nie wytrwały był to bezsprzeczny dowód, że oskarżone są winne zarzucanych im czynów. Pewnego razu po latach nieobecności powrócił z wojny właściciel zamku. Jak się kazało, jego żona była w ciąży. Zdradzony mąż doczekał połogu niewiernej małżonki i zaraz po porodzie strącił ją do studni. Noworodka zaś żywcem zamurował w kominku stojącym w sali rycerskiej. Podobno do tej pory goście hotelowi słyszą płacz dziecka dochodzący w kominka. Kilkakrotnie widziano również zjawę kobiety błąkającą się po zamkowych korytarzach.

Ostatnia czarownica w Europie

Upiorna historia wiąże się również z zamkiem z Reszlu, położonym nad rzeką Sajną w południowo-wschodniej części miasta. Warownia powstała w latach 1350-1401 z inicjatywy biskupa Jana I z Miśni. W XIX w. zamek stał się więzieniem, a po wojnie został odrestaurowany i przekształcony na Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie, a także hotel i restaurację. Tragiczna historia wydarzyła się w 1807 r. Miasto zostało prawie doszczętnie spalone. Mimo żmudnego śledztwa nie udało się ustalić winowajcy. Oskarżenie padło ostatecznie na bogu ducha winną Barbarę Zdunk, młodą dziewczynę podejrzewaną o kontakt z nieczystymi mocami. Oskarżona została wtrącona do lochu. Na nic zdały się tortury. Barbara nie przyznała się do uprawiania czarów i podpalenia miasta. W 1811 r., po trzech latach śledztwa wydano wyrok. Dziewczynę uznano za winną i postanowiono spalić na stosie. Podobno do dzisiejszego dnia w nocy słychać na zamkowym dziedzińcu przeraźliwe jęki i krzyki wydobywające się ze studni. NIe ma najmniejszej wątpliwości, że rozpaczliwe zawodzenia to krzyk ostatniej w Europie czarownicy.