Czerwony jak cegła11 maja 2009

czerwony-jak-cegla

Atakuje znienacka w najmniej oczekiwanych momentach. Fala gorąca oblewa twarz, na policzkach i dekolcie pojawiają się czerwone plamy. „Raczek”, „cegła”, „burak”. Czerwienienie się to naturalny objaw, może jednak prowadzić do poważnych zaburzeń. Czy operacja może pomóc?

– Nie ma znaczenia, z kim rozmawiam, mogę prowadzić rozmowę z kimś nowym, w większym gronie i nic, a mogę wymieniać nic nie znaczące uwagi z siostrą i się zaczerwienić po same uszy – tak swoją przypadłość opisuje jedna z internautek. Rumieniec zdarza się każdemu. Kiedy jednak czerwienienie się staje się problemem, warto poznać to zjawisko bliżej.

Odziedziczone po przodkach

Samo czerwienienie jest naturalną reakcją organizmu. To atawizm, pozostałość po czasach, kiedy człowiek musiał stawać do walki, a czerwienienie pokazywało, że jest gotowy do boju i miało za zadanie odstraszyć przeciwnika. Oznacza, też że nasz organizm jest w najwyższej gotowości i może podjąć duży wysiłek. Choć dzisiaj rzadko stajemy do walki, czerwienienie pozostało. Pojawia się w sytuacjach, kiedy skupia się na nas uwaga i zostajemy poddani ocenie innych – podczas publicznych wystąpień, spotkań towarzyskich, egzaminów. To naturalny objaw, choć może być bardzo kłopotliwy. Wskazuje, że nasz organizm gotowy jest do wzmożonego wysiłku. To, że jedni czerwienią się bardziej, a inni mniej, zależy od działania układu współczulnego, odpowiedzialnego za podnoszenie ogólnej aktywności organizmu. Wykazuje on pobudzenie w sytuacjach stresowych i okolicznościach wywołujących napięcie emocjonalne. Ci, którzy reagują bardziej emocjonalnie, czerwienią się częściej, bo ich układ nerwowy jest bardziej wrażliwy.

Wszystko w głowie

„Spalenie raka” bywa urocze. Czasami jednak staje się utrapieniem. W skrajnych przypadkach może prowadzić do choroby i unikania wszelki kontaktów w obawie przed oblaniem się rumieńcem. Ta choroba to erytrofobia – lęk przed czerwienieniem się. Ma ona podłoże psychiczne i wynika często z braku akceptacji siebie, kompleksów, obawy przed sytuacjami, w których będziemy oceniani przez innych. Chorzy unikają kontaktów towarzyskich i sytuacji społecznych dochodzi do konfrontacji z innymi. W dodatku cierpiący na erytrofobię tkwią zazwyczaj w błędnym kole. Gdy zdenerwowani „spieką raka” – wstydzą się tego i boją, że przydarzy się im to znowu. Kiedy więc znajdują się ponownie w podobnej sytuacji albo przewidują, że znaleźć się mogą, denerwują się jeszcze bardziej wiedząc, co zaraz się stanie. Wtedy rumieniec jest jeszcze silniejszy. I tak w koło.
Osoby mające kłopoty z czerwieniem się próbują różnych metod. Czasami pomaga praca z psychologiem – oswojenie lęków prowadzi często do opanowania problemu. Inni stosują leki z grupy beta-blokerów, takich jak antenolol czy propranolol, które oddziałują na układ współczulny, obniżają ciśnienie i powodują skurcz naczyń krwionośnych. Można również stosować kremy, które oddziałują na naczyńka krwionośne twarzy.

Skalpelem w buraka

Nadzieję wszystkim, którzy mają problem z czerwienieniem, dał niedawno prof. Enrique Jadresic z Uniwersytetu w Chile. Napisał on książkę „When Blushing Hurts”, w której rekomenduje skuteczną, jego zdaniem, metodę walki z czerwienieniem. Sam od czasów młodości przeżywał katusze ilekroć zmuszony był występować publicznie. Za każdym razem bardziej martwił się kolorem swoich policzków niż treścią przemówienia. Nie pomagały lekarstwa, terapia, psycholog. W końcu zdecydował się na operację, która polega na zablokowaniu części nerwu współczulnego – tego, który wskutek stymulacji powoduje wykwit rumieńca. Biegnie on od pępka do szyi. U profesora nacięcia dokonano w okolicy pachy – tu dostęp do nerwu jest najłatwiejszy. Jak twierdzi naukowiec, od czasu operacji nie czerwieni się już wcale.

Fakt czy placebo?

Niestety, jak dotąd nie istnieją wiarygodne badania kliniczne mogące potwierdzić tezę profesora. Zabieg taki kosztuje około 3000 euro. Niestety ma skutki uboczne – prowadzi do nadmiernego pocenia się, może też w niektórych przypadkach uszkodzenia sąsiednich nerwów. Jednak jak twierdzą inni naukowcy, skuteczność podobnych operacji może wynikać też z efektu placebo. Erytrofobia ma przede wszystkim podstawy psychologiczne. Po operacji pacjenci przestają się martwić czerwienieniem, bo są przekonani, że zabieg był skuteczny i przestają się czerwienić.
Być może już wkrótce zostanie wynaleziony skuteczny lek lub zabieg zwalczający czerwienienie się. Na razie pozostaje nam po prostu przyzwyczaić się do tego i pozwolić organizmowi reagować zgodnie z jego naturą. Jeśli staję się ono problemem najlepiej odwiedzić psychologa, który pomoże przełamać towarzyszące nam obawy.