Weekend w Tallinie11 marca 2009

Najbardziej zachwyca widziany od strony morza. Niezliczone wieże świątyń, dachy zabytkowych kamienic, mury obronne, średniowieczne uliczki, uśmiechnięci ludzie to wszystko sprawia, że Tallin, jedna z piękniejszych europejskich stolic, uwodzi od pierwszego spotkania.

W ciągu ostatnich kilkunastu lat miasto przeszło gruntowne przeobrażenia i dziś w zasadzie nie widać, że nie tak dawno jeszcze było stolicą jednej z sowieckich republik. Czyste, przyjazne, odnowione – przypomina raczej Skandynawię, z którą zresztą związki ma o wiele dłuższe, bo kilkusetletnie (sama nazwa Tallin oznacza „duńskie miasto”). Wystarczy zresztą popatrzeć na ulice, pełne zachodnich aut dobrych marek, modnie ubrane Estonki, by przekonać się, jak bardzo ten kraj się zmienił przez ostatnich 20 lat.

Gruba Małgorzata i Długi Herman

Tallin najlepiej zwiedzać pieszo. Większość zabytków oraz obiektów turystycznych leży w obrębie przepięknej starówki, wpisanej na listę UNESCO, w części otoczonej przez potężne mury obronne. Ich łączna długość wynosiła kiedyś dwa i pół kilometra, a obserwację lub ostrzał można było prowadzić z kilkudziesięciu wieżyczek i baszt. Wiele z nich nazwano dość przewrotnie, np. „Gruba Małgorzata”, „Długi Herman” czy… „Zerknij do kuchni”. Będąc w Tallinie koniecznie trzeba zobaczyć też gotycką katedrę pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny, urokliwy rynek z gotyckim ratuszem, kościoły św. Michała i św. Mikołaja, budynki parlamentu i pałacu prezydenckiego. Dłuższą chwilę warto spędzić w jednym z punktów widokowych na wzgórzu Toompea – tak jak Tallin widziany z morza, tak morze widziane z Tallina zapiera dech. Przy dobrej organizacji (i wczesnej pobudce) można zwiedzić miasto w jeden dzień.

Białe noce do białego rana

Wieczorem warto zasiąść w jednej z gwarnych staromiejskich knajpek, w sezonie najlepiej w ogródku. Można tak spędzić nawet kilka godzin, obserwując spokojne życie miasta czy też popisy ulicznych artystów. Po zamknięciu knajpek czekają dudniące muzyką kluby oraz – wiosną i latem – białe noce. To fascynujące zjawisko najlepiej obserwować z któregoś ze wspomnianych punktów widokowych albo z portu. Białe noce zaczynają się pod koniec maja, a apogeum osiągają miesiąc później. Początkowo noc wyraźnie się skraca, a na horyzoncie coraz dłużej widać poświatę po zachodzącym słońcu. Pod koniec czerwca całkowita noc nie zapada w ogóle.

Ucieczka Orła

Tallin nigdy nie był zależny od Polski. W skład Korony czasowo weszła jedynie południowa część Inflant (czyli dzisiejsze terytoria Łotwy i Estonii). Ale losy polskie i estońskie splotły się w pierwszych dniach II wojny światowej. We wrześniu 1939 roku w porcie w Tallinie został internowany polski okręt wojenny ORP „Orzeł”, który zawinął tam dzień wcześniej z powodu choroby dowódcy. Trzy później marynarze zorganizowali brawurową ucieczkę. Incydent posłużył władzom sowieckim za pretekst do blokady morskiej Estonii a następnie – faktycznej aneksji. Dziś to brzemienne w skutki wydarzenie upamiętnia tablica, umieszczona na ścianie jednej z kamienic starówki.

Suwenirów pod dostatkiem

Nie należy wyjeżdżać z Tallina bez drobnych choćby zakupów. W obrębie starówki znajdziemy co najmniej kilkanaście sklepów z upominkami. Możemy wybierać pomiędzy dość drogimi, ale oryginalnymi swetrami lub czapeczkami, zdobionymi estońskimi motywami ludowymi, czapeczkami z rogami w barwach Estonii z napisem „Tallin” lub ceramiką, a także słodyczami. Tutejsze specjały to ręcznie zdobione wyroby z marcepanu i czekolady. Na każdym kroku można się też natknąć na „pamiątki” z epoki sowieckiej, w rodzaju wojskowych czapek wielkości małego stolika albo odznaczeń z Leninem w różnych pozach.