Farmaceucie handel nie przystoi26 marca 2009

Zamiast nauki nieprzydatnych w codziennej pracy przedmiotów, wolelibyśmy przyswajać wiedzę, która pomoże nam prowadzić aptekę w realiach wolnego rynku przyznają studenci i absolwenci farmacji. Program studiów wymaga reform, ale zgodnych z etyką zawodu odpierają wykładowcy.

Daniel Pomaski studia farmaceutyczne ukończył pięć lat temu w Katowicach. Jak sam przyznaje, większość zajęć, które miał na studiach, okazała się stratą czasu.
– Co z tego, że wiem jak zrobić niektóre leki, skoro moja praca ogranicza się do podawania pacjentom pudełek z półki – mówi Pomaski. – Na uczelni wbijano mi do głowy chemię, matematykę i fizykę. Absolutnie nic z tej wiedzy nie przydaje mi się w pracy. O wiele bardziej skorzystałbym na zajęciach z podstaw ekonomii lub choćby ćwiczeniach z wypełniania PIT-u. Większość absolwentów farmacji trafia po studiach do aptek. A mimo to na siłę próbuje się z nas zrobić naukowców – dodaje.

System wymaga zmian

Podobnego zdania jest również Piotr Jóźwiakowski, prezes Okręgowej Rady Aptekarskiej w Krakowie. Uważa, że program nauczania na wydziałach farmacji jest kompletnie niedostosowany do współczesnych wolnorynkowych realiów.
– Widzę w całym systemie pewną niekonsekwencję – mówi Jóźwiakowski. – Z jednej strony kształci się farmaceutów tak, jakby wszyscy mieli w przyszłości pracować w przemyśle farmaceutycznym. Z drugiej strony wymusza się na nich, aby obowiązkowo odbywali praktyki w aptekach, gdzie siłą rzeczy nie będą w stanie wykorzystać zdobytych na studiach umiejętności. Dlatego system kształcenia farmaceutów powinien przejść reformę. Trzeba upodobnić go do tego, jaki jest na Zachodzie – dodaje, przytaczając przykłady Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, gdzie program nauczania studentów farmacji jest bardzo zbliżony do programu studiów medycznych. Wszystko dlatego, że w ramach świadczonej w tych krajach opieki farmaceutycznej, farmaceuta jest faktycznym łącznikiem miedzy pacjentem a lekarzem. To on pomaga dobrać leki i kontroluje, by nie dochodziło miedzy nimi do niekorzystnych dla zdrowia pacjenta interakcji.

Mniej chemii, więcej biochemii

W Polsce ma być podobnie. Środowisko akademickie powoli zaczyna rozumieć, że zmiany są konieczne, bo program kształcenia farmaceutów nie przystaje do obecnej rzeczywistości. Jednak reforma ma być stopniowa i wprowadzana powoli.
– Zmiany są konieczne, bo farmaceuci niemal przestali przygotowywać leki w aptekach – mówi prof. Marek Naruszewicz, dziekan wydziału farmaceutycznego na Uniwersytecie Medycznym w Warszawie. – Obecnie niemal wszystkich produktów leczniczych dostarcza nam przemysł farmaceutyczny. Dlatego przed farmaceutami staje nowe wyzwanie, czyli tzw. opieka farmaceutyczna. To farmaceuta będzie musiał zadbać o to, by pacjent chodzący do różnych specjalistów i otrzymujący od nich recepty na leki nie zaszkodził sobie biorąc specyfiki, które przyjmowane jednocześnie będą mogły mu zaszkodzić – tłumaczy prof. Naruszewicz, dodając, że niezbędna jest zmiana proporcji zajęć w programie studiów. – Na pewno będziemy się starali zwiększać liczbę zajęć z biologii i biochemii, kosztem chemii, której rzeczywiście jest na studiach za dużo – przyznaje dziekan.
Farmaceuci do tego typu zmian podchodzą jednak z dużą rezerwą. Zdaniem zdecydowanej większości opieka farmaceutyczna, podobnie jak inne zagadnienia poruszane na wykładach, pozostanie w sferze teorii.
– W dzisiejszych realiach, przy braku odpowiednich instrumentów techniczno-prawnych, świadczenie opieki farmaceutycznej sprawdza się jedynie w małych miejscowościach, gdzie funkcjonują jedna, góra dwie apteki – mówi Agnieszka First, farmaceutka z Warszawy. – W dużych aglomeracjach pacjenci rzadko odwiedzają jedną aptekę. Przede wszystkim szukają placówek, gdzie zaordynowane leki mogą kupić taniej. Skąd mam wiedzieć, jakie inne leki przyjmuje pacjent, który podchodzi do mojego okienka? Przecież nie mogę go w nieskończoność wypytywać o inne dolegliwości, gdy w kolejce czekają inni pacjenci! – denerwuje się farmaceutka.

Leki są towarem

Studenci farmacji zgodnie przyznają, że chcieliby, by program ich studiów został wzbogacony o nowe przedmioty, które lepiej przygotowałyby ich do wykonywania zawodu.
– Przede wszystkim marketing i zarządzanie – mówi Ewa, studentka z Warszawy. – Niemal każdy z moich znajomych ma w planach założenie własnej apteki lub kierowanie placówką. Studia zupełnie nas do tego nie przygotowują. Jakbyśmy tkwili w XIX wieku. Nie oszukujmy się – farmaceuta to dziś także handlowiec, który oprócz zdrowia pacjentów musi mieć również na uwadze prowadzenie interesu. Leki są towarem. Powinniśmy być uczeni, jak nim obracać, a nie tylko, z czego są zrobione – dodaje.
O takich zmianach środowisko akademickie nie chce nawet słyszeć. Zdaniem naukowców wprowadzenie do programu zajęć z podstaw biznesu byłoby złamaniem podstawowych zasad etycznych.
– Oznaczałoby to koniec zawodu farmaceuty – kategorycznie stwierdza prof. Naruszewicz. – Bo farmaceuta nie jest sklepikarzem, który ma za zadanie „wcisnąć” klientowi jak najwięszą ilość towaru. W aptece nie ma klientów. Są pacjenci, którzy przyszli po pomoc, a my mamy obowiązek im jej udzielić, w myśl zasady primum non nocere. Jeśli zaczniemy przejmować zasady z biznesu, to zadaniem aptekarza stanie się sprzedać jak najwięcej najdroższych leków, bez względu na ich skuteczność czy konieczność zażywania. A przecież nie oto chodzi – uważa dziekan wydziału farmaceutycznego warszawskiej uczelni.