DZIEŃ Z ŻYCIA FARMACEUTY CZ.111 marca 2009

Jeśli pamiętacie zabawną historię, która przydarzyła się Wam w trakcie pełnienia codziennych obowiązków w aptece, prosimy, opiszcie ją w kilku zdaniach i prześlijcie do naszej redakcji!

Będzie nam miło, jeśli zechcecie podzielić się z innymi Czytelnikami Waszym poczuciem humoru, anegdotami, śmiesznymi opowieściami związanymi z Waszą praktyką farmaceutyczną. Najzabawniejsze historie opublikujemy na łamach „Farmacji Praktycznej”, a ich autorzy zostaną nagrodzeni! Poniżej znajda Państwo szczegółowy regulamin naszej zabawy.

Jako pierwszą publikujemy przezabawną historię, którą opowiedziała nam Pani mgr Katarzyna Koss, właścicielka Apteki Sopockiej.

Szerszeń… żeńszeń… i owadobójcza antykoncepcja

Pewnego poranka, o dość wczesnej porze, młoda farmaceutka otwierała aptekę. Wyczerpana całonocnym dyżurem kobieta właśnie przecierała dłonią zmęczone oczy, kiedy ni stąd ni zowąd w aptece pojawiło się dwóch młodych, niespełna dwudziestoletnich mężczyzn. Mimo wczesnej pory panowie zdawali się tryskać energią, choć dało się zauważyć, że obaj są nieco zmieszani.
„Ty pierwszy!” – syknął jeden z mężczyzn w kierunku swojego kompana, popychając go lekko w kierunku okienka. „Nie ma mowy! Inaczej się umawialiśmy! Ty zaczynasz!” – syknął pod nosem trącony mężczyzna, wycofując się powoli w stronę wyjścia. „Jak to ja?! Obiecałeś, że to ty zaczniesz!” – mężczyźni zaczęli nagle przekomarzać się ze sobą półszeptem, co chwilę jednak uśmiechając się głupio w stronę zdziwionej nieco całą sytuacją farmaceutki.
– W czym mogę panom pomóc! – zapytała wreszcie kobieta, postanawiając przerwać mężczyznom burzliwą naradę.
Panowie zamilkli. Wymienili groźne spojrzenia, po czym jeden z nich, odchrząknąwszy głośno, podszedł w stronę okienka i wyszeptał:
– Tabletki z szerszenia proszę…
Półprzytomna farmaceutka przeciera ze zdumieniem oczy.
– Z szerszenia? Chyba z żeńszenia?
– Może i z żeńszenia… Babcia mnie prosiła. Ja się tam na tabletkach babci nie znam – rzuca zdawkowo mężczyzna. Odbiera tabletki, płaci i czym prędzej wychodzi z apteki.
Wtedy do okienka podchodzi drugi z panów i wyraźnie unikając wzroku farmaceutki, cichym, drżącym głosem mówi:
– Hmm… proszę, te, no… prezerwatywy proszę.
Farmaceutka, która o tak wczesnej porze nie marzy już o niczym innym, tylko o gorącej kąpieli i pójściu spać, pyta:
– Ze środkiem owadobójczym czy bez?