Suplementy diety pod ścisłą kontrolą4 kwietnia 2017

shutterstock_266608370

Raport NIK na temat suplementów diety pobudził dyskusję w branży farmaceutycznej, która pracuje nad uregulowaniem zasad ich reklamowania.

autorka: Jolanta Molińska
dziennikarka, publikuje m.in. na łamach „Newsweek’a” i „Focus’a”

Polskie prawo zezwala na to, by właściwie każdy mógł wyprodukować i wprowadzić do sprzedaży suplement diety. Wystarczy, że notyfikuje go, czyli zgłosi organom sanitarnym jego skład. Inspekcja Sanitarna bada wybiórczo suplementy, ale na rynku jest ich dużo, więc musimy zawierzyć producentom, że deklarowany skład podany na opakowaniu odpowiada rzeczywistości.

Liczby robią wrażenie
Od 2007 r. do rejestru GIS trafiło prawie 30 tys. suplementów diety. O ile w latach 2013-2015 było to ok. 3-4 tys. rocznie, to w 2016 r. już 7,4 tys. Kontrolerzy NIK wyliczyli, że oznacza to, iż w 2016 r. każdego dnia pracy GIS wpływało do inspektoratu 30 informacji o nowym suplemencie, a ich przyjmowaniem zajmowało się ledwie 7 osób, które miały też jeszcze inne obowiązki. Tymczasem w przypadku suplementów diety mamy do czynienia z potężną gałęzią rynku. Tylko w 2015 r. Polacy kupili suplementów diety za 3,5 mld zł. Statystyczny obywatel naszego kraju nabył 6 opakowań tych preparatów, wydając na nie średnio 100 zł w ciągu roku.

Jakość dostępnych na rynku preparatów postanowiła sprawdzić Najwyższa Izba Kontroli. Okazało się, że w sprzedaży, w tym internetowej, ale także w sklepach stacjonarnych i aptekach, obok preparatów rzeczywiście wspierających zdrowie znalazły się i takie, które nie spełniały deklarowanego przez producenta składu oraz wymaganych norm jakości.

Prof. dr hab. Iwona Wawer, która jest kierownikiem Zakładu Chemii Wydziału Farmaceutycznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, podczas konferencji prasowej w Warszawie mówiła o raporcie NIK: – Dotyczy on przede wszystkim produktów oferowanych w internecie, a nie w sklepach czy tym bardziej w aptekach – podkreśliła. Jej zdaniem to sprzedaż w sieci stanowi największy problem. Okazuje się, że nawet jeśli środek zostanie uznany za niebezpieczny, GIS ma duży problem z wyeliminowaniem go z obrotu.

NIK informuje, że „z wybranych do kontroli 45 suplementów diety, które nie powinny być wprowadzone do obrotu z uwagi na zawartość niedozwolonych składników, aż 38 w czasie prowadzenia badań kontrolnych przez NIK znajdowało się w sprzedaży (sprawdzono sprzedaż internetową)”.

W interesie branży i konsumentów
Uporządkowanie rynku suplementów diety jest w interesie tej części ich producentów, którzy wprowadzają na rynek skuteczne, sprawdzone, a przede wszystkim bezpieczne preparaty. Dlatego producenci zrzeszeni w związkach opracowali Kodeks Dobrych Praktyk Reklamy Suplementów Diety. Wypracowały go KRSiO (Krajowa Rada Suplementów i Odżywek), PASMI (Polski Związek Producentów Leków Bez Recepty), Związek Producentów i Dystrybutorów SUPLEMENTY POLSKA oraz POLFARMED (Polska Izba Przemysłu Farmaceutycznego i Wyrobów Medycznych). W myśl ustalonych zasad konsument musi m.in. w łatwy sposób rozpoznać, czy dana reklama dotyczy leku czy suplementu diety. W reklamie suplementu nie mogą być wykorzystywane wizerunki lekarza i farmaceuty, nie mogą być też używane nazwy chorób, a także nie należy sugerować, że preparat może wyleczyć albo zapobiec schorzeniu. Należy natomiast użyć sformułowania „suplement diety”. Te zmiany w reklamach produktów mają być widoczne w drugiej połowie 2017 r.

Prześlij dalej