Pogrążeni w depresji25 listopada 2015

shutterstock_59341219a

Mimo że jest czwartym spośród największych problemów zdrowotnych na świecie, depresja nadal pozostaje tematem tabu. Szczególnie w mniejszych miastach choroba ta wciąż traktowana jest jako słabość. Koszty społeczne depresji to 929 mln zł rocznie, a ponieważ co drugi chory nie zgłasza się po pomoc, problem się pogłębia. To tym bardziej niepokojące, skoro wiadomo, że nieleczona depresja może prowadzić do śmierci.

autorka: Marta Pawłowska
dziennikarka związana m.in. z serwisami Weekend.gazeta.pl i naTemat.pl oraz z „Gazetą Wyborczą” i „Dziennikiem”

Aż dla 73 proc. naszego społeczeństwa choroba psychiczna jest problemem wstydliwym i należy ukrywać ją przed otoczeniem*. – „Wariat”, „czubek”, „świr”, „szajbus”, „wyrzutek społeczeństwa”, „niebezpieczny dla otoczenia”, „niepoczytalny”, „nieodpowiedzialny” – to tylko niektóre określenia jakimi Polacy nazywają osoby chorujące psychicznie – mówi Joanna Chatizow, prezes Zarządu Stowarzyszenie AKTYWNIE PRZECIWKO DEPRESJI.

Zaburzone statystyki
Takie postrzeganie chorych sprawia, że depresja, mimo że jest niebezpiecznym zaburzeniem psychicznym, nadal jest powodem do wstydu. – Przyznanie się do depresji to wciąż duży problem, zwłaszcza w mniejszych miastach, gdzie trudno o anonimowość. Poza tym mężczyźni mają dodatkowy opór przed mówieniem o słabości, smutku i nieradzeniu sobie z codziennym życiem, ponieważ w naszej kulturze „mężczyzna nie płacze” – dodaje Joanna Chatizow.
O postrzeganiu depresji przez niektórych chorych jako „słabości charakteru” mówi również Anna Nita, psycholog fundacji ITAKA: – Dotyczy to zwłaszcza mężczyzn, chociaż część kobiet podziela to przekonanie. Uważają, że jeśli nie są w stanie poradzić sobie sami, świadczy to o ich porażce, słabości, nieprzystosowaniu. Tych chorych trudno namówić na wizytę u lekarza, często też odmawiają brania leków.
Prawdopodobne, że właśnie to ma wpływ na statystyki, z których wynika, że kobiety dwa razy częściej chorują na depresję. To również kobiety zgłaszają się po pomoc do lekarza, ale – jak  podkreśla Joanna Chatizow – to mężczyźni pięć razy częściej popełniają samobójstwa. Szacuje się, że na depresję choruje co dziesiąty Polak. W Europie jest to ok. 12-15 proc. populacji. Eksperci zwracają jednak uwagę, że te statystyki są niedoszacowane, ponieważ około 50 proc. chorych nigdy nie zgłosiło się do lekarza. Albo zostali źle zdiagnozowani. A postawienie diagnozy nie jest wcale łatwe, bo często ciężko odróżnić odczucia dyskomfortu od przewlekłego stanu chorobowego. – Zapomina się, że depresja ma formę maskowaną (pojawiają się jedynie objawy psychosomatyczne charakterystyczne dla wielu dolegliwości) i interniści często źle rozpoznają chorobę, ale według najnowszego wskaźnika Światowej Organizacji Zdrowia co roku o 20 proc. wzrasta liczba osób ze zdiagnozowaną depresją – zauważa dr Magdalena Nowicka, psycholog SWPS. Nie musi to jednoznacznie wskazywać na wzrost zachorowalności, ale raczej na wzrost świadomości, dzięki czemu więcej (choć nadal zbyt niewielu) pacjentów zgłasza się do lekarza.

Grupa ryzyka
Ciężko mówić w przypadku depresji o grupie ryzyka, bo jak zgodnie zauważają specjaliści – depresja jest bardzo demokratyczną chorobą. Można więc postawić tezę, że na depresję może zachorować każdy: bez względu na płeć, wiek, miejsce zamieszkania, status społeczny czy materialny. Najczęściej z depresją zmagają się osoby w wieku 45-65 lat, ale nie jest to reguła. – Notuje się wzrost zachorowalności we wszystkich grupach wiekowych, nawet u małych dzieci, u których depresja objawia się inaczej niż u dorosłych: atakami dużej złości – zwraca uwagę dr Magdalena Nowicka.
O ile trudno mówić o grupie ryzyka, są czynniki, które sprzyjają zapadalności na tę chorobę: stres, tempo życia, nieumiejętność odpoczywania, złe odżywianie, nałogi. Stąd tak ważne jest świadome eksploatowanie własnego organizmu i dbałość o zdrowie psychiczne. Depresję wywołuje wiele połączonych czynników, ale prawie zawsze pojawia się poczucie starty. – To nie musi być dosłowna starta np. kogoś bliskiego. To może być również symboliczna utrata, np. sensu życia – dodaje psycholog SWPS.

Prześlij dalej