Apteka rodzinna – szansa i wyzwanie27 września 2013

Co powinien zrobić szef-brat, kiedy jego siostra-podwładna nie wywiązuje się ze swoich obowiązków? Sprawdzamy, czy naprawdę praca w aptece z rodziną musi wiązać się z problemami i podpowiadamy jak uniknąć konfliktów.

Wielu osobom praca z rodziną kojarzy się z konfliktami. Tymczasem może to być rozwijające i wartościowe. Biznesy rodzinne są jednym z fundamentów gospodarki. Na świecie wytwarzają od kilkunastu do kilkudziesięciu procent dochodu narodowego. To one stały się podstawą sukcesu gospodarczego Hongkongu – tam rodzina stanowi główne ogniwo produkcji, oszczędzania, źródło innowacyjności i gotowości do podjęcia ryzyka. Jak widać, rodzina może być wartościowym miejscem realizowania wizji biznesowej.

W tym artykule podam kilka porad, co robić, żeby rodzinny biznes nie był dla nas źródłem niepotrzebnych stresów.

 

Praca z rodziną? Tak!

Fachowcy wskazują, że wiele przemawia za pracą w firmie rodzinnej. Duża aktywność rodziny, solidarność wzmacniana wartościami rodzinnymi, zdolność do wzajemnego wspierania i motywowania, tworzenie wizji rozwoju przez rodzinę, wysoki stopień wzajemnego zaufania – to tylko niektóre z atutów. W firmie rodzinnej sukces przedsiębiorstwa jest sukcesem przedsiębiorcy – a trudno o lepszą gwarancję zaangażowania.

 

Łatwo się mówi…

Skąd zatem biorą się kłopoty? Z tych samych źródeł, co sukcesy. Wzajemna bliskość i różnorodność relacji – więzi nie tylko finansowe, ale też emocjonalne – dają podstawę zaufaniu, ale też sprowadzają kłopoty. Konflikty, obecne przecież w każdym domu, te małżeńskie i te międzypokoleniowe, łatwo przenoszą się na wspólną pracę. Jeśli pozycja członków rodziny prowadzących aptekę jest równa, często blokuje to podejmowanie decyzji. Bywa, że stajemy w opozycji do siebie nie ze względów merytorycznych, ale emocjonalnych.

Odrębnym kłopotem jest problem przekazania władzy i własności w ręce młodszego pokolenia. Rodzinna apteka jest przecież dla właścicieli czymś więcej niż tylko miejscem pracy. Potrzeba ochrony wspólnego interesu, który wrósł w życie rodzinne, sprawia, że często niełatwo się wycofać, bez względu na wiek. Obawy mają też przejmujące aptekę dzieci. Ich wizja prowadzenia firmy może różnić się od wizji teściów czy rodziców.

Wzajemne animozje przełożą się oczywiście na błędy i kłopoty w firmie, te zaś skłonią starsze pokolenie do nasilenia nieformalnej kontroli i obowiązkowego „doradztwa” i koło się zamknie.

 

Po pierwsze: równowaga

Pierwsza rada jest taka, aby dążyć do równoważenia priorytetów rodziny i firmy. Przewaga interesów nad relacjami rodzinnymi może zniszczyć zgodę, tożsamość i lojalność w rodzinie. Zbyt duży nacisk na relacje rodzinne prowadzi do niezwracania uwagi na różnice kwalifikacji, uniemożliwia obiektywną ocenę pracowników, a w konsekwencji psuje relacje w firmie i obniża jakość decyzji. Wspomnijmy tu choćby niezwykle destrukcyjne zjawisko rodzinnych „ulubieńców”, gdy każdy z właścicieli ma w firmie „swoich ludzi”.

 

Po drugie: chłodne podejście

Kierowanie się uczuciami, normalne w rodzinie, na gruncie firmy musi zostać ograniczone i uzupełnione bardziej obiektywnym, kompetencyjnym lub efektywnościowym podejściem. Ale uwaga, najpierw musimy się pogodzić z tym, że tych dwóch sfer całkiem oddzielić się nie da. I to normalne. Lepiej jest więc skupiać się na tym, aby uświadomić sobie, jak obie sfery wpływają na nasze relacje i racjonalnie zarządzać swoimi emocjami. Lepiej działać, mając na uwadze obydwie powiązane sfery. Jak? Wydobywać na światło dzienne wszystkie potencjalne napięcia. Pytania: „Jak ta decyzja wpłynie na nasze relacje?” oraz „Jak nasza relacja wpływa na jakość biznesu?” powinny stać się „pytaniami dyżurnymi”. Warto je sobie zadawać często, aby z czasem nauczyć się, jak działać, by nie ucierpiały na tym ani relacje z bliskimi, ani praca.

 

Po trzecie: rozmowa

To co pomoże nam w poprawie relacji z bliskimi, z którymi pracujemy, to rozmowa – choćby miała to być rozmowa trudna. Rozmowy te powinny obejmować równolegle obiektywne interesy, jak i subiektywne odczucia zaangażowanych w nie osób. Oczywiście nie chodzi o zupełne przemieszanie tych sfer: z pewnością nie byłoby dobrze, gdyby każdy niedzielny obiad miał być okazją do przeglądu księgi przychodów i rozchodów, a w pracy lepiej codziennie nie omawiać szeroko konfliktów małżeńskich, bo praca stanie się niemożliwa.

 

Po czwarte: chwile oddechu

Potrzebne są momenty, gdy rozmowy o interesach są „surowo zabronione”. Tak samo potrzebne są momenty, gdy zajmujemy się „wyłącznie interesami” (choć nie można przesadzić, czasem podejście typu „w czasie pracy nie jesteś moim synem, po piątej po południu, owszem” jest zbyt radykalne i zwiększa napięcia, zamiast je eliminować). Jednak trzecią i ważną „nogą” trwałej współpracy rodzinnej są te chwile, w których dyskutowana jest wzajemna relacja spraw rodzinnych i biznesowych.

 

Po piąte: jasne zasady

Nieraz będzie potrzebne opracowanie katalogu wspólnych zasad, które staną na straży kluczowych wartości. Np.: „przekazując odpowiedzialność młodym, oddaję też kontrolę i liczę się z tym, że będą uczyć się na własnych błędach”. Albo, w drugą stronę: „przejmując kontrolę nad apteką, wykorzystam wiedzę i doświadczenie starszych”.

Uniwersalnego wzorca nie ma, każda rodzina i każdy biznes musi wypracować własną wersję. Ważną sprawą jest też wypracowanie wspólnej długofalowej wizji rozwoju (bądź trwania) tak firmy, jak i rodziny. Trudno o lepszą gwarancję szybkiego wychodzenia z nieuniknionych kryzysów, jak wypracowane (znów w toku dyskusji) poczucie sensu wspólnego przedsięwzięcia. Słowem: wbrew popularnemu powiedzeniu o rodzinie i zdjęciach, trwały sukces apteki jako biznesu rodzinnego jest możliwy. Wymaga jednak odpowiedzialności i dojrzałości rozwijanej jednocześnie w życiu rodzinnym i w interesach.

 

Prześlij dalej