Południowy Tyrol: szprycer, narty i inne przyjemności6 lutego 2013

poludniowy-tyrol-szprycer-narty-i-inne-przyjemnosci-1

Recepta jest prosta: do trzech części prosecco trzeba wlać dwie aperolu, dopełnić jedną wody gazowanej i wrzucić kostkę lodu. Zresztą nie musimy tego pamiętać – przepis na spritza zna każdy barman na stoku.

Przez lata moim ulubionym drinkiem pitym „po nartach” pod alpejskim stokiem było po prostu prosecco. Subtelnie musujące wino z Veneto było na tyle lekkie i orzeźwiające, by przywrócić ostrość spojrzenia po nadwyrężeniu mięśni w czasie jazdy po muldach. Kilka sezonów temu moją uwagę zaczął przykuwać jednak coraz częściej pojawiający się w schroniskach, intensywnie pomarańczowy drink z bąbelkami.

Na okazję nie trzeba było długo czekać i gdzieś na zboczach powyżej Obereggen czy Corvary wypowiedziałem do barmana słowa: Un spritz per favore!

Kariera, którą spritz robi dzisiaj, jest zawrotna, choć niezbyt długa. Sama idea koktajlu sięga natomiast jeszcze czasów Austro-Węgier. Brzmiąca z niemiecka nazwa ma też swój włoski odpowiednik: veneziano, co wiąże się z miejscem pochodzenia tego typu szprycera. Austriaccy żołnierze rezydujący w Wenecji mieli problemy z nadmierną zawartością alkoholu w lokalnych winach. Skłonili zatem właścicieli trattorii do stosowania zwyczaju znanego doskonale w Europie Środkowej, a więc dolewania do wina wody sodowej i robienia tzw. szprycerów. Z czasem wino zastąpił w weneckim spritzu bitter, a jako jeden ze składników dodano robione niedaleko od miasta na lagunie musujące prosecco.

W 1919 r. bracia Barbieri pokazali na międzynarodowych targach w Padwie aperol-bitter zrobiony m.in. z gorzkich pomarańczy, goryczki, rabarbaru i chinowca. Aperitif wówczas nie zachwycił, a na szersze wody wypłynął dopiero po II wojnie światowej. W roku 1950 wymyślono nową recepturę weneckiego spritza, w której znalazł się już aperol. W końcu za swój uznali go studenci Uniwersytetu Padewskiego (gdzie niegdyś studiowali m.in. Mikołaj Kopernik i Jan Kochanowski, choć ci spritza raczej nie pijali). Dotarł też na stoki po obu stronach Alp i tam króluje po dziś dzień.

Spritz to napój dobry na zakończenie narciarskiego dnia. Jego panowanie kończy się jednak wraz z zachodem słońca, a wtedy przychodzi czas na poważne wina.

Szprycer_narty_2

Alto Adige, czyli Tyrol Południowy

Południowy Tyrol, zwany też Alto Adige oraz leżące dalej na południe i wschód Trentino, to dwa wyjątkowe miejsca, gdzie winnice leżą niemal u stóp narciarskich stoków. W Alto Adige uprawia się winorośl w dolinach rzek Isarki i Adygi, wokół tak znanych miast regionu, jak Bressanone, Bolzano czy Merano.

Do najpopularniejszych lokalnych win zalicza się biały gewürztraminer (przez lata uważano, że owo korzenne wino z Traminu pochodzi z doliny Adygi, konkretnie zaś z okolic miasteczka Termeno, jednak ostatnie badania wykazały fałszywość tej tezy, co nie zmienia faktu, że w Dolomitach rodzą się jedne z najbardziej aromatycznych i zrównoważonych gewürtzraminerów na świecie) oraz czerwone schiava (zwana z niemiecka vernatsch – lekka i aromatyczna) i lagrein dający niemal czarne, świetnie złożone, poważne wina idealne do górskiej, zdominowanej przez mięsne potrawy kuchni.

Jadąc samochodem z przełęczy Brenner w stronę Werony można łatwo przegapić granicę między Południowym Tyrolem a Trentino. Jeszcze trudniej zauważyć ją na stoku szusując dajmy na to z Obereggen do Predazzo czy Cavalese albo z Val Gardenydo Canazei. Gdy jednak zaczniemy zwracać uwagę na język autochtonów, szybko zorientujemy się, że nagle zdecydowana większość zastępuje niemiecki włoskim. Także w kartach restauracji i barów zamiast gewürztraminera znajdziemy lekką, orzeźwiającą trydencką nosiolę; w miejsce schiavy podadzą nam opiewane przez librecistę Mozarta marzemino (Lorenzo dal Ponte w „Don Giovanim” wsadził w usta bohatera opery zdanie: „polej wina, wyśmienitego marzemino”); zamiast tęgiego lagreina dostaniemy zaś równie esencjonalne teroldego, które najlepsze wina daje na Równinie Rotaliańskiej, w okolicach Mezzocorony.

Szprycer_narty_3

 

Po austriackiej stronie Alp

Choć po austriackiej stronie Alp, czy to w Tyrolu, Karyntii czy Ziemi Salzburskiej winorośli się nie uprawia (przynajmniej nie na skalę komercyjną), nie znaczy to, że miłośnikom wina pozostaje tylko piwo. Kultura winna w alpejskich kurortach Austrii należy do najlepiej rozwiniętych w Europie. A że Austriacy są bez wątpienia winnymi patriotami, każdego wieczora można raczyć się tu najlepszymi winami ze wschodniej i południowo-wschodniej części kraju. Czołowe białe wina powstają w okolicach Krems, gdzie spotykają się trzy winiarskie regiony o najwyższej renomie: Wachau, Kamptal i Kremstal. Pijcie pochodzące stamtąd grüner veltlinery i rieslingi.

Z obu tych odmian robi się także wina w nieco mniej znanych, ale przeciekawych regionach Dolnej Austrii: Wagram, Weinviertel i Traisental – wszystkie mają dodatkową zaletę – są znacząco tańsze od wcześniej wymienionych. Swego czasu narciarski wypad do Heiligenblut w Karyntii winiarsko uratowało mi wino z podwiedeńskiego Thermenregion, gdzie wciąż uprawia się bardzo rzadkie odmiany spätrot(zwany także zierfandler) i rotgipfler.

Sam Wiedeń jest też osobnym regionem winiarskim ze swoją specjalnością – winami ze starych winnic, w których obok siebie rośnie w jednej parceli kilkanaście różnych odmian, co określa się mianem Gemischter Satz. Kto lubi klasyczne białe wina z takich szczepów, jak sauvignon blanc, chardonnay czy muszkat powinien spojrzeć na półkę styryjską. Tamtejsi winiarze udowodnili w ostatnich latach w wielu międzynarodowych degustacjach w ciemno, że robione przez nich w południowo-wschodnim zakątku Austrii wina wypadają znakomicie. Warto przy tym pamiętać, że chardonnay nazywa się w Styrii morillon.

Wybierając w Austrii wina czerwone najlepiej sięgać po lokalne odmiany – sankt laurent, zweigelt, blaufränkisch (odpowiednik węgierskiego kékfrankosa i czeskiej i słowackiej frankovki) potrafią być mistrzowskie. Te najlepsze powstają w Burgenlandii, na południowy-wschód od Wiednia oraz w Carnuntum, między stolicą Austrii, a Bratysławą.

Nic zaś tak nie uświetnia narciarskiej kolacji w austriackich Alpach, jak podany na koniec kieliszek słodkiego ausbrucha znad jeziora Nezyderskiego. Rano jogurt, müssli, jajecznica, naleśniki, kawa – narty w dłoń, na stok marsz! A po południu…

Un spritz per favore…  

 

 Tomasz_Prange-Barczynski Tomasz Prange-BarczyńskiKrytyk winiarski i dziennikarz, współzałożyciel i redaktor naczelny „Magazynu WINO”, dwumiesięcznika poświęconego kulturze wina ukazującego się od 2002 r. Od lat prowadzi w Radiu PIN cotygodniową audycję winiarską. Jest autorem podręcznika dla winiarskich profesjonalistów „Zawód: Som­melier”. Sędziuje w konkursach winiarskich, m.in w „Vinitaly” w Weronie, „Best of Riesling” w Niemczech, „Vinagora” w Budapeszcie, czy „Vini da Pesce” w Jesi. Na codzień pro­wadzi kursy wiedzy o winie i komentowane degustacje. (Fot. Darek Golik/FORUM)

Fot. Darek Golik/FORUM

Prześlij dalej