Pinotage: Zardzewiałe gwoździe i inne nuty…28 lutego 2013

pinotage-zardzewiale-gwozdzie-i-inne-nuty

„Zużyty bandaż”, „lakier do paznokci”, „kocie siuśki” – to tylko kilka mniej lub bardziej szokujących terminów, którymi posługują się krytycy, by opisać aromaty wina.

Paradoksalnie, nie wszystkie odnoszą się do wad – zapach kociego moczu jest np. charakterystyczny dla wielu win z odmiany sauvignon blanc. Nie ma jednak wątpliwości, że termin „zardzewiałe gwoździe” nie ma pozytywnych konotacji. Wymyślono go, by określić typową nutę aromatyczną źle zrobionego pinotage.

Pinotage jest narodową odmianą RPA. Stworzył ją chemik i winogrodnik Abraham Izak Perold, który na uniwersytecie w Stellenbosch w 1925 r. skrzyżował dwa szczepy winorośli – pinot noir i hermitage, jak nazywano wówczas w Kraju Przylądkowym cinsault. Jego entuzjazm wobec eksperymentu nie był wielki. Uzyskane cztery nasiona nowej krzyżówki zasadził w ogrodzie i… prawdopodobnie o nich zapomniał. Dwa lata później rzucił pracę na uczelni, a ogród zarósł chwastami. Sadzonki pinotage uratowano przypadkiem podczas pielenia grządek.

Kariera pinotage z wolna ruszyła z miejsca. W 1941 r. uzyskano z krzyżówki pierwsze wino. Jednak na rynku pinotage zaczęło pojawiać się powszechniej dopiero w latach 60. ub.w. Łatwość uprawy sprawiła, że szczep zyskał popularność wśród południowoafrykańskich winogrodników. Jednak, gdy w 1976 r. RPA odwiedziła grupa brytyjskich „Masters of Wine”, uznała wina z pinotage za okropne. To właśnie oni określili wiodącą nutę aromatyczną odmiany, jako zapach „zardzewiałych gwoździ”.

Po zniesieniu apartheidu pinotage nie miał szczęścia. Winiarze zwrócili się przede wszystkim ku szczepom międzynarodowym: cabernet sauvignon, merlot czy syrah.

Na szczęście przetrwała część starych winnic, a grupa producentów ma dziś ambicje udowodnić, że pinotage może być znakiem firmowym winiarstwa w RPA. Należy do niej z pewnością winiarnia Kanonkop w dystrykcie Stellenbosch.

To właśnie tam, w liczącej 57 lat winnicy pinotage, zebrano owoce na „Black Label”, wino które wystawiono niedawno na sprzedaż za 1000 randów (nieco ponad 400 zł – w Polsce być może taka kwota nie robi wrażenia, ale w RPA większość win jest pięć, dziesięć razy tańsza) i które „poszło” w trzy godziny.

Specjalnie się nie dziwię. Odwiedziłem Kanonkop trzy lata temu, a właściciel, Johann Kriege przygotował degustację młodych i starych roczników pinotage, pokazując prawdziwy potencjał swych win.
Otwierając kolejną, znacznie tańszą butelkę pinotage przyrządzę bobotie – południowoafrykańską potrawę malajskiego pochodzenia z mielonego mięsa (najczęściej wołowiny lub jagnięciny z dodatkiem curry), pieczonego z cebulą, ziołami i owocami, serwowaną z zapieczoną na wierzchu jajeczną masą.

Charakterystyczne ziołowe nuty południowoafrykańskiej odmiany zazwyczaj dobrze do niej pasują. No chyba, że trafię na „zardzewiałe gwoździe”…

Wina z odmiany pinotage są relatywnie łatwo dostępne w Polsce, w szerokiej gamie cenowej, od dyskontów i supermarketów, gdzie za butelkę zapłacimy 20-30 zł (uwaga! duże ryzyko „zardzewiałych gwoździ”), aż po wina z Kanonkop, (Pinotage od ok. 140 zł). Dobrym i bezpiecznym trafieniem będzie zakup pinotage w wyspecjalizowanym sklepie za ok. 50-70 zł (np. Graham Beck 59 zł, Stellenrust 44 zł, Neethlingshof 70 zł).

 

Tomasz_Prange-Barczynski Tomasz Prange-BarczyńskiKrytyk winiarski i dziennikarz, współzałożyciel i redaktor naczelny „Magazynu WINO”, dwumiesięcznika poświęconego kulturze wina ukazującego się od 2002 r. Od lat prowadzi w Radiu PIN cotygodniową audycję winiarską. Jest autorem podręcznika dla winiarskich profesjonalistów „Zawód: Som­melier”. Sędziuje w konkursach winiarskich, m.in w „Vinitaly” w Weronie, „Best of Riesling” w Niemczech, „Vinagora” w Budapeszcie, czy „Vini da Pesce” w Jesi. Na codzień pro­wadzi kursy wiedzy o winie i komentowane degustacje. (Fot. Darek Golik/FORUM)

Fot. Darek Golik/FORUM

Prześlij dalej