Asertywnie nie znaczy agresywnie1 lutego 2013

asertywnie-nie-znaczy-agresywnie

Inicjując rozważania nt. asertywności warto przywołać stwierdzenie Herberta Fensterheima: „Jeśli masz wątpliwości, czy Twoje zachowanie jest asertywne, sprawdź czy zwiększa ono Twój szacunek dla samego siebie. Jeśli tak, to zachowałeś się asertywnie.”

Asertywność to hasło, którego do niedawna próżno by szukać w leksykonach języka polskiego. Dziś niemal wszechobecne i to nie tylko w poradnikach i poradniach psychologicznych czy na rynku szkoleniowym. Także w prywatnych i zawodowych rozmowach często można usłyszeć: „Chciałabym być bardziej asertywna”, albo „Żałuję, że wtedy nie byłem bardziej asertywny”. Jesteśmy świadomi, że asertywność bywa przydatna w załatwianiu różnych spraw. Jednak tęsknota za asertywnością wydaje się czymś głębszym – być może stanowi odzwierciedlenie tęsknoty współczesnego człowieka za… sobą samym.

 

Któż nie ma w pamięci sytuacji, po której pozostało odczucie „niebycia sobą”? Wewnętrzne wyrzuty: „Jak mogłam tak postąpić?”, „Co we mnie wstąpiło?”, „Nie wiem, jak mogłem jej to obiecać” itd. możemy śmiało potraktować jako reakcje na brak asertywności.

Wbrew obiegowej opinii, asertywność jest czymś więcej, niż tylko sztuką stanowczej odmowy. Postawa asertywna oznacza bycie sobą i wyrażanie siebie niezależnie od okoliczności zewnętrznych, z jednoczesnym przyzwoleniem na taką samą postawę innych ludzi. Zachowując się asertywnie dajemy wyraz swym prawdziwym odczuciom i pragnieniom, chronimy swoje psychologiczne „terytorium” oraz realizujemy swoje prawa – z jednoczesnym poszanowaniem analogicznych praw innych.

Przeciwieństwem asertywności jest z jednej strony agresja – tj. przyznanie sobie uprawnień szczególnych, włącznie z prawem do nieszanowania i krzywdzenia innych. Po drugiej zaś stronie znajduje się zachowanie uległe czy też bierne – niedostatek szacunku dla siebie i poddawanie się naciskom otoczenia.

Nierzadka jest też, niestety, postawa bierno-agresywna (manipulacyjna) – polegająca na ukrywaniu złośliwej intencji i prowadzeniu wojny z ukrycia za pomocą ironii czy sarkazmu – innymi słowy brak szacunku, tak dla siebie, jak i dla innych.

 

Koncepcja asertywności zakłada możliwość ustanowienia równowagi między nami a resztą świata, i równowaga ta powinna być tym łatwiejsza do osiągnięcia, że asertywność jest postawą „zaraźliwą”. I tu właśnie pojawia się wątpliwość: otóż ludzi uważających się za asertywnych jest wyraźnie więcej aniżeli stabilnych partnerskich relacji – zawodowych, przyjacielskich czy rodzinnych. Zdaje się, że asertywność o wiele łatwiej opisać, niż uzyskać w praktyce. A jednym z podstawowych źródeł trudności jest kłopot z odróżnieniem zachowań asertywnych i agresywnych – przecież jedne i drugie oznaczają obronę swojego terytorium i umiejętność przeciwstawienia się otoczeniu!

 

Weźmy dwa przykłady

Sytuacja 1. Mam od rana zły dzień, a koleżanka po raz któryś zwraca mi uwagę (przy pacjentach!) na drobne błędy, które sama bym zauważyła. Rozprasza mnie to i drażni, ale ona sądzi, że „pomaga”.

Sytuacja 2. Kolejka w okresie „grypowym” – pacjent-malkontent głośno komentuje organizację pracy w aptece i moje tempo pracy, na dodatek wplatając w to temat „absurdalnych” cen leków. Jak ochronić moje prawo do szacunku i spokojnej pracy oraz do popełniania błędów?

Aby wybrać asertywność, najpierw muszę ją odróżnić od reakcji najprostszej: jawnej czy ukrytej agresji. W przypadku odpowiedzi otwarcie agresywnych jest łatwo. „Mam Cię dość; odczep się!” do koleżanki czy „Zachowuje się Pan okropnie!” do pacjenta – to odpowiedzi nieprofesjonalne i atakujące. Podobnie jak w reakcjach bierno-agresywnych – „Dziękuję za pomoc, Pani Doskonała!” czy też „Jak to miło posłuchać kogoś życzliwego!” – ich naczelną intencją nie jest ochrona siebie, ale ukaranie drugiej strony.

A co z odpowiedziami w stylu: „Swoimi ciągłymi uwagami przeszkadzasz mi w pracy, natychmiast przestań proszę!” albo: „Widzi Pan, że jest kolejka, a Pana złośliwe uwagi nikomu nie pomagają; proszę pozwolić mi spokojnie pracować!”? Na pierwszy rzut oka udało się uniknąć ataku czy złośliwości – a więc wygląda to na asertywność. Sprawa jednak, jak to bywa, jest bardziej złożona. Atak nie musi tkwić w słowach; wystarczy ton głosu czy postawa ciała – to one zresztą często przenoszą prawdziwą intencję wypowiedzi. Obie przytoczone wypowiedzi, uczynione ostrym tonem i „reaktywnie” – tzn. z domyślnym „Dłużej nie wytrzymam!” – będą stanowiły raczej przejaw agresji, niż asertywności i tak zostaną odebrane (zadajmy zresztą pytanie – jaka jest ich rzeczywista intencja: odreagowanie czy załatwienie sprawy?). Obie sytuacje dobrze ilustrują pewien kłopot z zastosowaniem asertywności:

Po pierwsze, często decydujemy się na „asertywność” po okresie bierności (próba przeczekania trudnej sytuacji) i w reakcji na bezskuteczność tej taktyki (zniecierpliwienie, napięcie). Jeśli nie jesteśmy asertywni z zasady i od razu, prawdopodobnie „asertywność” będzie nosiła znamiona agresji. Asertywność nie jest „reakcją”, ale planowym działaniem; nie istnieje „wybuch” asertywności.

Po drugie, otoczenie przyzwyczajone do naszej uległości może odbierać jako agresywne nawet zdrowe przejawy asertywności. Nasz pacjentmalkontent np. na próbę asertywnego zwrócenia mu uwagi może powiedzieć:
„Słyszeli Państwo, to dopiero bezczelność!”, czym oczywiście faktycznie wzbudzi odruch agresji u farmaceuty! Płynie stąd kilka praktycznych wniosków. Po pierwsze, aby nie pomylić asertywności z agresją, warto z asertywnych reakcji stworzyć nawyk i wprowadzać je na początku kłopotliwych sytuacji, a nie dopiero gdy inne taktyki okażą się nieskuteczne.

Po trzecie, chcąc być rzeczywiście asertywnymi, musimy pilnować naszych intencji (celów). Ilekroć moje zachowanie koncentruje się na drugiej osobie albo na relacji, a zwłaszcza ilekroć zawiera ich krytyczną ocenę, tylekroć mogę być pewien, że wyrażę więcej agresji (niekoniecznie jawnej) niż asertywności.

Po czwarte, aby dobrze określić swoją intencję czy cel, muszę być świadomy rzeczywistych potrzeb i praw, których bronię oraz (słusznych!) potrzeb i praw, których, choćby nieudolnie, bronią inni.
Słowem: asertywność wymaga (choćby krótkiej chwili) refleksji nad sobą i innymi; nie jest możliwa asertywność „automatyczna”. A z tego wynika, że (po piąte): asertywność wymaga spokoju, kontroli emocji – ale nie tłumienia, jak w zachowaniu uległym, lecz ich spokojnego wyrażenia.

 

Wróćmy teraz do przykładów sprzed chwili. Moja asertywna odpowiedź musi opierać się na postawie „Ja jestem ok. i Ty jesteś ok.”, a więc na zakomunikowaniu, niekoniecznie słowami albo też głosem i ciałem, mniej więcej następujących treści:

Sytuacja 1. „Rozumiem, że denerwuje
Pana czekanie w kolejce, staram się pracować możliwie najsprawniej,jednak jest mi przykro i trudniej mi się pracuje, gdy słucham takich nieprzyjemnych komentarzy”.

Sytuacja 2. „Widzę, że chcesz mi pomóc i domyślam się, że pewnie denerwuje Cię moja niezdarność dzisiaj. Jednak mam trudny dzień i widzę, że będzie mi łatwiej się skoncentrować i kontrolować sytuację, jeśli zrezygnujesz z udzielania mi porad”.

Styl nie ma znaczenia, więc jeśli w Twoich uszach brzmi to sztucznie, możesz zastosować jeden z tysięcy innych wariantów. Jednak szczere wyrażenie naszego wnętrza i szacunek dla potrzeb innych obowiązują bezwzględnie.

 

Prześlij dalej