Pierwszoklasista w domu12 listopada 2012

Pierwszy rok szkoły to trudny czas nie tylko dla dziecka, ale także duża zmiana dla rodziców. Jak pomóc pociesze przejść bezboleśnie ten etap i wypracować dobre nawyki u świeżo upieczonego ucznia?

Spotykamy się w połowie października. Mija właśnie półtora miesiąca od dnia, w którym nasze dzieci – Marysia, Maja i Ada – poszły do pierwszej klasy. Trzy mamy, których wychuchane córki wkroczyły w rozszalały tłum przestraszonych rówieśników i obeznanych z murami szkoły „starszaków”. Liczyłyśmy, że z końcem września wszystko będzie odpowiednio poukładane, tymczasem wciąż daleko nam do poczucia, że wszystko działa jak należy. Siedzimy nad parującymi filiżankami herbaty, zamówiłyśmy ciastka, ale apetyt nie dopisuje. Skompletowanie wyprawki, odpowiedniej garderoby, opanowanie planu lekcji, ustawienie zajęć pozalekcyjnych, zawożenie i odbieranie ze szkoły to zadania, które – choć czasochłonne – stosunkowo łatwo wpisać w rytm dnia czy tygodnia. To, z czym mamy najwięcej kłopotów wiąże się z niełatwym przejściem naszych dzieci ze świata beztroskich przedszkolaków w szkolny kosmos. Bo takim wydaje im się wkroczenie nie tylko w mury, ale i w zwyczaje, które tu panują, a z którymi wiązać się teraz będzie najbliższe 10 miesięcy ich życia.

Problemy z wczesnym wstawaniem

Maja jest otwarta i sumienna, ale zawsze miała problem z wczesnym wstawaniem. Ada łatwo nawiązuje kontakty i lubi chodzić do szkoły, ale miała problem z odrabianiem prac domowych, nad które przedkładała zabawę. Marysia lubi rysować i uczyć się wierszy, miała jednak kłopot z nawiązywaniem kontaktów z rówieśnikami. Jakich sposobów użyłyśmy, by pomóc naszym dzieciom.

Pierwszy temat, który poruszamy, to wczesne wstawanie. Koniec z zasypianiem przy telewizorze i przeciąganiem pory kładzenia się do łóżka. Mama Mai podsuwa nam swoje rozwiązanie problemu, które dało znakomite efekty. Maja wstaje wypoczęta i rześka. Chętnie się ubiera, zjada śniadanie i jest w szkole punktualnie. Obu oszczędza to porannego stresu i nerwów. Od sierpnia jej mama wprowadziła zasadę wieczornego rytuału, od którego – zgodnie ze wspólnie ustalonymi zasadami – nie ma odstępstw. Kolacja, wieczorynka, kąpiel i łóżko, wszystko do godziny 20:30. Na ścianie mama powiesiła tablicę, na której córka odznacza kolorowym markerem wykonaną zgodnie z planem czynność. Jeśli Maja próbuje nagiąć ustalone wcześniej wspólnie z mamą reguły i sprzecza się lub ociąga, a ustalona pora spania mija, na tablicy nie pojawia się wesoły punkcik. Na koniec każdego tygodnia, w zależności od liczby kropek, Maja może zaproponować swój pomysł na wspólne spędzenie czasu z rodzicami, inny niż podsuwany przez mamę lub tatę. Im więcej kropek, tym więcej rozrywek. Czasami okazuje się, że w ciągu weekendu jest to szalony i długi wieczór gier planszowych, kino, basen i nowa książka, innym razem Maja musi zadowolić się tylko jedną z atrakcji. Jednak, jak mówi jej mama, od czasu wprowadzenia wieczornego rytuału i tablicy z kropkami, niemal każdy weekend Mai to pełen zestaw proponowanych wcześniej zabaw.

Samodzielne odrabianie lekcji

Ada ociągała się z odrabianiem lekcji. Nie lubiła siadać przy biurku, denerwowała się, gdy czegoś nie rozumiała, obrażała na mamę i tatę, kiedy musiała czytać. Rodzice dawali ostrzeżenia i wprowadzali zakazy. Czas płynął nieubłaganie, a Ada, ślęcząc dużo dłużej niż potrzeba nad podręcznikami i zeszytami, była przekonana, że skoro i tak nie zdąży się pobawić z koleżankami lub pooglądać ulubionych bajek, nie musi wykonywać zadań od razu. To z kolei powodowało, że coraz bardziej zniechęcała się do nauki. Mama Ady opowiada, że ten problem udało się jej w końcu rozwiązać bez używania kar i zakazów. Mówi, że po kilku rozmowach z córką i wielu próbach sił, nauczyła córkę systematycznej i sumiennej pracy z lekcjami. Ponieważ dość późno wracają do domu, a zjedzenie obiadu to pierwsza rzecz, którą należy zrobić, teraz, zanim Ada usiądzie się do lekcji lub rozpocznie zabawę, przygotowuje na biurku podręczniki i zeszyty w czasie, w którym mama nakrywa do stołu. Po posiłku przeglądają zadane prace domowe i ustalają kolejność ich wykonywania oraz czas, jaki należy na to poświęcić.

Już na początku roku uzgodniły, że Ada po ich zakończeniu będzie mogła pozostałą część dnia lub wieczoru – aż do kolacji lub pory snu – wykorzystać na oglądanie ulubionego filmu, zabawę z koleżanką lub inne zajęcia. Jeśli zadania nie wymagają współudziału rodziców – ćwiczenie pisania liter, rysowanie szlaczków lub prace plastyczne – mama zachęca Adę do samodzielnego ich wykonywania, choć dodaje, że na początku miała ochotę poprawiać po córce koślawe litery i krzywe szlaczki. Po każdym etapie wykonanej pracy zwraca uwagę, co jest zrobione bardzo dobrze, a nad czym można by jeszcze popracować. Z czasem przekonała się, że sposób ten zaczął procentować większą chęcią Ady do wykazania się i coraz staranniejszego pisania i rysowania. Ponieważ nagrodą za dobrze wykonaną pracę są ulubione zajęcia w wolnym czasie, Ada coraz lepiej radzi sobie z rozplanowywaniem zadań. I o dziwo nie wiąże się to z pogorszeniem ich jakości. Jej mama twierdzi, ze rytm, w jakim teraz obie działają, to efekt trzymania się ustaleń. Dodaje, że nieraz trudno jej było znieść łzy i złość córki, która wolała tuż po szkole pobawić się z koleżanką niż odrabiać lekcje. Z czasem jednak Ada sama zauważyła, że szybkie uporanie się z pracą domową daje więcej swobody i nie powoduje, że wieczorem wszyscy się denerwują.

Aklimatyzacja w nowym miejscu

Marysia jest dość nieśmiała. Wraz z trojgiem innych dzieci dołączyła do klasy, która powstała z grupy przedszkolnej. Jej pierwszy tydzień szkoły to każdy dzień zakończony łzami i poranek z opieraniem się przy wyjściu z domu. Według Marysi dzieci z klasy rozmawiały w swoim gronie, a czwórka „nowych” trzymana była na dystans. Kiedy w kolejnym tygodniu okazało się, że Marysia nie zna imion większości dzieci i wciąż – tym razem jako jedyna – zostaje w klasie podczas przerw, mama poprosiła wychowawczynię o pomoc. Pani zaproponowała, by dzieci po każdej lekcji zmieniały miejsce w klasie i przesiadały się do ławki innego kolegi. Taka rotacja pozwoliła Marysi przedstawić się, poznać dość szybko imiona wszystkich oraz zamienić z każdym parę zdań. Tym sposobem Marysia w ciągu zaledwie dwóch dni zaaklimatyzowała się w obcym jej dotąd środowisku i zaprzyjaźniła się z kilkoma dziewczynkami. Teraz swobodnie porusza się po klasie i szkole oraz chętnie wychodzi rano z domu.

Jak się okazuje, pierwszoklasista to trudny zawód. Żeby sprostać wszystkim wyzwaniom, jakie niesie ze sobą wejście w mury szkoły, trzeba pokonać nie tylko stopnie schodów dzielące malca od drzwi klasy, ale także wiele lęków i trudności. Trzeba się uczyć nie tylko tego, co napisano w książkach, lecz także zasad współistnienia w grupie. Pierwszy rok dziecka w szkole to także, a może głównie, wielki test dla rodziców. Jeśli od początku nie będą konsekwentni w pracy z dzieckiem – czy przy lekcjach, czy przy innych czynnościach, które determinują właściwe podejście malca do obowiązków – złe nawyki wejdą w krew i będą się pogłębiać. Im wcześniej nauczymy nasze pociechy sumienności, pracowitości, punktualności i szacunku do pracy nauczyciela, tym szybciej zyskają one pewność siebie i zaczną dobrze czuć się w szkole, z którą związane będą przez co najmniej kilka następnych lat.

Prześlij dalej