Moda na ruch – bieganie na śniadanie lub truchtanie przed spaniem30 listopada 2012

Jeszcze do niedawna jogging kojarzył się ze scenami z amerykańskich filmów, kiedy to ubrany od stóp do głów w markowy strój sportowy wymuskany yuppie przemierzał ścieżki Central Parku ze słuchawkami na uszach, mijając innych, niemal identycznie wyglądających ludzi truchtających w takt muzyki.

Zmieniała się moda na odzież do biegania, zmieniał sprzęt grający – walkmen na dyskmena, dyskmen na MP3, MP3 na MP4, iPoda, ale Ameryka wciąż biegała.

Z oporami, ale moda na ten rodzaj aktywności dotarła i do nas. W ciągu ostatnich kilku lat na ulicach polskich miast pojawia się coraz więcej miłośników porannego lub wieczornego joggingu. Bez względu na porę roku, często już bladym świtem, w pojedynkę, ruszają chodnikami, ścieżkami, uliczkami i alejkami. Biegną po kondycję, smukłą sylwetkę, zdrowie, energię na cały dzień lub by po prostu utrzymać rytm dnia i obudzić się wdychając świeże powietrze.

Jak każdą aktywność, również bieganie dobrze jest zaplanować. Nie zaszkodzi szczypta teorii opartej o rady ekspertów – można skorzystać z fachowych publikacji lub zasięgnąć języka u praktyków. Nie warto zaczynać od inwestycji w szałowe i arcymodne wdzianko, bo bieganie nie ma być wyłącznie „trendy” dodatkiem do harmonogramu dnia. Na początek wystarczą wygodne buty sportowe i przewiewny strój. Zaopatrzyć się w odpowiednie ubrania i obuwie będziemy mieli czas, gdy na dobre złapiemy bakcyla, a częstotliwość oraz dystans naszych przebieżek się zwiększy.

Na początek rozgrzewka, czyli kilka ćwiczeń rozciągających, skłony, szybki i rytmiczny spacer, wreszcie marsz. 10-15 minut takiego rozruchu i możemy zacząć trucht. Najpierw kilka minut, a potem marsz. Kolejne kilka minut biegu i znów parominutowy szybki spacer. Bieg należy też odpowiednio zakończyć, by gwałtowna zmiana nie spowodowała niechcianych efektów. Z truchtu przechodzimy więc w szybki marsz i stopniowo zwalniamy do kroku spacerowego. Nasz układ krążenia musi mieć czas na wyciszenie organizmu i wyregulowanie pracy serca. Ilu ekspertów, tyle rad, jednak wszyscy zgadzają się, że w początkowej fazie przygody z bieganiem nie liczy się dystans, a poświęcony na nie czas. Oczywiście wszystko zależy od wydolności organizmu i naszej ogólnej formy. Forsowanie się już na samym początku może nas zniechęcić – łatwo nadwerężyć mięśnie, złapać przeziębienie czy po prostu skrajnie się zmęczyć. Zatem na starcie 10-15 minut rozgrzewki i tyleż samo czasu poświęconego na przeplatane: bieg i marsz – to optimum dla każdego początkującego.

Jeśli już po pierwszym razie czujemy, że bieganie to to, czego naprawdę brakowało nam w dotychczasowym życiu, jesteśmy na dobrej drodze. Kolejne poranne lub wieczorne wypady trzeba zaplanować po jedno- lub dwudniowej przerwie. Taki system biegania 3-4 razy w tygodniu należy utrzymać już na stałe, bowiem organizm – nawet ten bardzo odporny i zahartowany – musi mieć czas na dłuższą niż kilkugodzinna regenerację. Kilkanaście wycieczek po okolicznych ścieżkach i już wkrótce okazuje się, że ten sam czas poświęcony na jogging to jednocześnie coraz dłuższy dystans. Wchodzenie po schodach przestaje męczyć, oddech jest równiejszy, ciało bardziej słucha poleceń – łatwiej się wstaje i schyla. Są efekty – jest chęć na więcej.

Nawet jeśli bieganie zaczynamy z pobudek innych niż chęć poprawy naszej sprawności fizycznej, to i tak – regularnie uprawiane – prędzej czy później przyniesie ono dobre efekty. Przede wszystkim to duży wkład w profilaktykę chorób układu krążenia – choroby wieńcowej, miażdżycy, udaru, zawału czy nadciśnienia. Biegacze jako jeden z widocznych efektów uprawiania tej aktywności wskazują utratę tkanki tłuszczowej i wzrost masy mięśniowej. Ciało ujędrnia się, znikają fałdki, oponki boczki. Mięśnie podczas biegania pracują bardzo intensywnie i to nie tylko w obrębie kończyn dolnych. Ramiona, plecy, brzuch, pośladki – mięśnie wszystkich wymienionych partii biorą udział w przemieszczaniu naszego ciała i podczas tego procesu wzmacniają się, dotleniają oraz rozluźniają i napinają na przemian, przyjmując odpowiednią rzeźbę. Nie dość, że wyglądamy lepiej, jesteśmy bardziej sprawni, a nasz organizm jest lepiej dotleniony i ukrwiony, to jeszcze możemy się cieszyć chwilą dla siebie. Biegamy najczęściej w pojedynkę i wtedy mamy czas na uporanie się z trudnymi myślami, problemami, stresem. Mamy chwile na zastanowienie, ułożenie się z samym sobą, a czasami po prostu na całkowite oczyszczenie umysłu z myśli. Jest tylko bieg, bieg, bieg.

Prześlij dalej