Sonda: Sztywne ceny to za mało…2 lipca 2012

-sonda-sztywne-ceny-to-za-malo

Przeważająca część uczestników naszej czerwcowej sondy stwierdza, że ustawa refundacyjna – choć w założeniu miała – nie reguluje w dostateczny sposób konkurencji na rynku aptecznym. Aptekarze zgodnie (choć i tu zdarzają się wyjątki) przyznają: tak ważnego dla obywateli sektora nie powinien regulować wyłącznie wolny rynek

 

mgr farm. Krzysztof Kuciński, farmaceuta z Piły

Apteki będą upadać, bo nikt nie kontroluje ich liczby. Nowe placówki powstają jak grzyby po deszczu. Jak apteka ma się utrzymać, skoro przy jednej ulicy mieszczą się trzy placówki? To jakaś komedia! Wy­gląda na to, że jak ktoś nie ma co ze sobą zrobić, to zakłada aptekę. Kiedyś można było samemu ustalać ceny leków refundowanych, właści­ciel apteki miał przynajmniej jakiś wpływ na swój biznes. Teraz jeste­śmy jak okręty pozbawione sterów i nasze „być albo nie być” zależy od losu. Myślę, że przetrwają ci, którzy mają na tyle duże zasoby finansowe, że przetrzymają konkurencję. Bo to, że dla wszystkich aptek nie ma miejsca na rynku, jest już jasne. Obawiam się jednak, że niewiele ap­tek rodzinnych, które istniały przez kilkadziesiąt lat, doczeka końca kryzysu. Stać będzie na to jedynie sieciówki. Za nimi stoi duży kapitał i one mogą przez rok, czy nawet dwa lata przynosić straty. Ich właści­ciele wiedzą, że prędzej czy później odrobią je sobie z nawiązką. Tym­czasem upadek małych aptek odbije się na pacjentach, bo farmaceuci traktują osobę kupującą u nich leki właśnie jak pacjenta. W sieciówce jest on jedynie klientem. Trzeba go obsłużyć jak najszybciej, żeby zająć się następnym. A my przecież nie jesteśmy sklepikarzami, tylko farmaceutami.

 

mgr farm. Agnieszka Drozda, farmaceutka z Warszawy

Wystarczy przejść się po centrum stolicy, żeby zobaczyć, jak nienor­malny w naszym kraju jest rynek aptekarski. Wydaje się, że w War­szawie jest więcej aptek niż sklepów spożywczych. A przecież leki nie są produktem, który każdy z nas kupuje codziennie. Oczywistym staje się zatem fakt, że rynek nie jest w stanie utrzymać wszystkich aptek. Trudna sytuacja materialna farmaceutów wypacza naszą pracę. Zamiast skupić się na pacjencie i jego potrzebach, główny nacisk kładziony jest na przetrwanie apteki. To bardzo niebezpieczna sytuacja, gdy aptekarze skupieni są na generowaniu zysków. Nowe przepisy zabraniają nam negocjować ceny z hurtowniami leków refundo­wanych. Dlatego stanęliśmy obecnie przed bardzo trudnym wyzwaniem i chyba nikt nie jest pewny, czy mu sprosta. Do tej pory mogłam mniej więcej przewidzieć, ile zarobię, bo miałam wielu stałych pacjentów, dla których sprowadzałam leki po niż­szej cenie. Teraz ich utraciłam, bo leki idą kupić do najbliższej apteki. Przyznaję, że nie mam pomysłu, jak zyskać pacjentów i pozostać w zgodzie z obowiązującymi przepi­sami. Na razie jestem i tak w dobrej sytuacji w porównaniu do innych farmaceutów, bo nie muszę jeszcze do swojego interesu dopłacać. Ale zysków też nie widzę. Jeśli taki stan rzeczy potrwa dłużej, będę musiała zamknąć aptekę. Przecież nie będę pracowała charytatywnie.

 

mgr farm. Andrzej Cichocki, farmaceuta z okolic Rzeszowa

Zgrzeszyłbym, gdybym zaczął narzekać na kondycję mojej apteki. Po wprowadzeniu sztywnych cen na leki refundowane mam teraz o wiele więcej pacjentów. Apteki sieciowe, które kiedyś mogły zaoferować tańsze leki, nie mają teraz takiej możliwości, więc wszyscy działamy na równych zasadach. A ja zawsze miałem dobry kontakt z pacjentem. Aptekę też mam w dobrym punkcie, blisko głównej drogi, z dużym parkingiem. Wielu pacjentów wybiera moją placówkę, bo mamy wygodny dojazd. Ponad­to nigdy nie traktuję pacjenta jak intruza, którego trzeba jak najszyb­ciej obsłużyć i wypchnąć za drzwi. Zawsze staram się z nim porozma­wiać, zapytać o stan zdrowia, czy po lekach nie ma jakichś nieprzyjemnych dolegliwości. Próbuję też doradzać w sprawie diety. To buduje między­ludzkie relacje. Duża część moich pacjentów zwraca się do mnie „Panie Andrzeju”. To pokazuje, że nie jestem dla nich jedynie farmaceutą, ale także znajomym. W takiej atmosferze ten biznes prowadziło się od zawsze i należy stare wzorce promować. Uśmiech na twarzy to najlepszy mar­keting. Innego mi nie trzeba.

 

mgr farm. Katarzyna Dobrowolska, farmaceutka z Legionowa

Za trzy miesiące kończy mi się umo­wa najmu lokalu, w którym prowadzę aptekę i jeśli coś przez ten czas się nie zmieni, nie przedłużę jej. Gdy 5 lat temu zakładałam aptekę, była ona jedyną placówką w okolicy. Teraz są trzy. Co prawda jest też więcej mieszkańców, ale nie na tyle, by utrzymać trzy placówki. Przyznaję, że liczyłam na poprawę sytuacji po wprowadzeniu sztywnych cen leków, ale poważnie się przeliczyłam. Jest gorzej niż rok temu, a 2011 r. był dla mojego biznesu rokiem fatalnym. Od wielu miesięcy nie jestem w stanie wyjść nawet na zero. Mój mąż jest lekarzem więc tylko dzięki jego za­robkom jakoś funkcjonujemy. Ale ile można dokładać do interesu? Na po­czątku myślałam, że może robię coś źle, ale gdy porozmawiałam z innymi farmaceutami, okazało się, że u nich jest podobnie. Powstało za dużo aptek i rynek już nie jest w stanie ich wszystkich utrzymać. Wszyscy po­wtarzają, że trzeba to przetrzymać, że lepsze czasy nadejdą, jak słabsze apteki się zamkną. Nikt jednak nie chce być tą słabszą apteką, więc całe nasze środowisko tkwi w takim klinczu. Ja już na to nie mam chyba siły. Ktoś musi się wreszcie poddać. Wszyscy niestety nie wygramy…

 

mgr farm. Michał Ozdarski, farmaceuta z Koszalina

Miasta wydają licencje dla taksówkarzy, żeby nie było ich za dużo, bo wtedy ich zyski byłyby zbyt małe. Ale nami, farmaceutami, nikt się nie przejmuje. Chcesz otworzyć 100 aptek w mieście? Proszę bardzo, nie ma przeszkód! A ja pytam: co jest ważniejsze – możliwość podwózki czy kupienia leków? Skoro miasta wydają licencje na taksówki, to może przydałyby się takie również na apteki. Albo chociaż wytyczać rejo­ny, gdzie nie ma jeszcze apteki i tylko tam pozwalać na zakładanie nowych. Teraz tylko patrzeć, jak zaczniemy padać jedna po drugiej. Już siódmy miesiąc z rzędu odnotowuję w swojej placówce ujemny bilans. Wiem, że u konkurencji jest podobnie. Jeśli zdarzy się tak, że wszyscy padniemy w jednym czasie, to nasi pacjenci nie będą mieli gdzie kupić leków. Nasza sytuacja jest dramatyczna i warto, żeby ktoś wreszcie o tym usłyszał. Re­forma nic w tej sprawie nie zmieniła. Sztywne ceny leków to za mało. Musi być jakaś polityka zarządzająca naszą profesją. Nie można tak ważnego dla obywateli sektora regulować jedynie poprzez wolny rynek. W przeciwnym razie to może skończyć się tragedią. Apteki to nie stragany z owocami. To w końcu część systemu opieki zdrowotnej.

 

Prześlij dalej