Czas na piknik! Jak się przygotować?12 lipca 2012

czas-na-piknik-jak-sie-przygotowac

Cóż wspanialszego od biesiady pod chmurką! Nic tak nie relaksuje, jak wspólna wyprawa za miasto z koszem pełnym smakołyków. Zrzućmy garnitury, szpilki i wskoczmy na chwilę w wygodne sportowe ubrania! By jednak na miejscu nic nie zakłóciło nam błogiego lenistwa na łonie natury, zaplanujmy dobrze naszą eskapadę.

Zacznijmy od środka lokomocji. Jeśli naprawdę marzy nam się krótka ucieczka od miasta, zostawmy auto w garażu. Na piknik najlepiej wybrać się rowerem. Trwa dłużej, ale przecież o to chodzi, by choć tego dnia nie ścigać się z czasem. Poza tym za­wsze przyda się spalić kilka zbędnych kalorii.

Pamiętajmy, by roztropnie wybrać trasę rowerowej wyprawy. To szczególnie ważne, jeśli zabieramy ze sobą pociechy. W miarę możliwości starajmy się unikać zatłoczonych ciągów komunikacyjnych, trzymajmy się ścieżek dla rowerzystów i pamiętaj­my, by odległość, jaką zamierzamy pokonać, nie była za długa. Po pierwsze dlatego, by się za bardzo nie zmęczyć, po drugie, by łakocie, które ze sobą zabierzemy, wygrały walkę z wysoką temperaturą i nie zepsuły nam się po drodze. I jeszcze jedna uwaga: przed wejściem na rower wszyscy obowiązkowo zakładają kaski! Najważniejsze, by na miejsce dojechać bezpiecznie.

Piknikowy niezbędnik:

  •     większy koc,
  •     plastikowe talerze, kubeczki i sztućce – w wersji ekologicznej można zabrać z domu komplet starszych, gorszych sztućców,
  •     woda mineralna,
  •     puste plastikowe torebki na śmieci,
  •     pompka rowerowa,
  •     apteczka, a w niej: woda utle­niona, plastry, krem z filtrem, repelent na komary i kleszcze,
  •     chusteczki higieniczne (suche i wilgotne).

Na powietrzu apetyt dopisuje

Po miłej przejażdżce czeka nas główny punkt programu – odprężająca biesiada na kocu i kosz pełen smakoły­ków. O jego zawartości również warto zawczasu pomyśleć, by nie zepsuć sobie humoru przypadkową przekąską kupioną po drodze na stacji benzyno­wej. Piknik to także wspaniała okazja, by uczyć naszych milusińskich dobrych nawyków żywieniowych. W czasie piknikowych wypraw apetyty zwykle dopisują. Doświadczenie mówi, że nasi milusińscy spałaszują na świeżym powietrzu w oka mgnieniu nawet takie specjały, do których w normalnych, domowych warunkach nigdy byśmy ich nie namówili.
Dobra rada – wylegując się na kocu o wiele łatwiej będzie nam się jadło niewielkie porcje. Warto przemyśleć menu również pod tym kątem. Dlatego podczas biesiad pod chmurką najlepiej sprawdzają się wszelkiego rodzaju małe kanapeczki, paszteciki, suche ciastka.
Nie zapominajmy o napojach. Niegazo­wana woda mineralna to podstawa naszych piknikowych zapasów. O wszystkim można zapomnieć, ale nie o niej. Jeśli jej nie wypijemy, zawsze będzie można ją wykorzystać do opłukania rąk czy drobnego przemycia naczyń. Poza tym woda zdecydowanie najlepiej gasi pragnie­nie. Zapomnijmy o słodkich, gazowa­nych napojach, które tylko je potęgują. W dodatku są niezdrowe. Jeśli nie woda, zabierzmy ze sobą naturalne soki owocowe. Pragnienie doskonale gasi też melon i arbuz – nie trzeba brać ich w całości, tuż przed wyjazdem można pokroić owoce na większe cząstki i zamknąć w hermetycznym pudełku. A jeśli pogoda jest w kratkę, rozważmy  zabranie termosu z ciepłymi napoja­mi, które rozgrzeją nas, gdy słońce na moment schowa się za chmurami.

Na mniejszy i większy głód

Pora ustalić piknikowe menu. Zacznijmy od przekąsek – tu wspa­niale sprawdzają się owoce. W plener nadają się przede wszystkim te mniej soczyste (nie ubrudzimy się zbytnio) – jabłka, morele, borówki amerykańskie, winogrona, banany. Te dla dorosłych i starszych dzieci dobrze jest transportować w całości (lepiej zniosą podróż i dłużej zachowają świe­żość), zaś dla najmłodszych warto przygotować przeciery, które zabiera­my do hermetycznych pudełek bądź słoiczków (pamiętajmy o niemowlę­cym zestawie obowiązkowym: śliniak, plastikowa łyżeczka, kubek niekapek). Dla tych, którzy lubią sobie coś pochrupać, warto wziąć lekkie, chrupkie pieczywo, macę, ryżowe wafelki lub chrupki kukurydziane. Dla starszych „chrupaczy” doskonałą przekąską będą migdały, orzechy, pestki dyni i słonecznika.
Na większy głód przyda się jednak coś konkretnego, czyli to, co na dobre poprawi wszystkim humory. Gdy najmłodsi będą pałaszować swoje przecierane obiadki, starsi ze smakiem mogą zajadać warzywną tartę, porcje upieczonego poprzedniego dnia kurczaka czy przeróżne „zawijańce” (najlepiej w wersji na słono, czyli tzw. tortille – np. z grillowanym kurcza­kiem, sałatą, pomidorem i odrobiną startego żółtego sera lub w wersji dla  wegetarian – z fetą zamiast mięsa; słodkie z dżemem i miodem odradzamy – dzieci strasznie się nimi ubrudzą).
Jeśli decydujemy się na tradycyjne kanapki, zapomnijmy o wędlinach, twarożkach i majonezowych sosach (w cieple szybko się psują), nie przesadzajmy też z ilością masła. Pamiętajmy także, by wybierać dobre, pełnoziarniste pieczywo. Jeśli kanapki muszą być mięsne, zróbmy je z dodatkiem mocno podsuszanej kiełbasy albo zapakujmy osobno kabanosy – lepiej znoszą wysokie temperatury. Do woli za to możemy zajadać warzywa. Pozostałe miejsce w naszym koszyku zapełnijmy rzodkiewką, papryką, świeżymi ogórkami, kalarepką i pomidorkami koktajlowymi.

Zapomnijmy o słodyczach

Jeśli chcemy, by wiktuały, które ze sobą weźmiemy, długo zachowały świeżość, najlepiej zaopatrzyć się w niewielką turystyczną lodówkę. Jeśli jej nie mamy, najważniejsze, by jedzenie było szczelnie zamknięte i trzymane  w ciemnym, możliwie chłodnym miejscu.
Istnieją przynajmniej dwa powody, dla których nie warto zabierać ze sobą na piknik słodyczy. Dotyczy to zarówno łakoci w klasycznym wydaniu (np. batoników lub czekola­dy, które i tak się rozpłyną, zanim dowieziemy je na miejsce), jak również słodkich gazowanych napojów. W plenerze z pewnością spotkamy „brzęczących przyjaciół”, którzy tylko czekają, aż otworzymy pudełko słodkości. Wystarczy chwila nieuwagi, by osa czy trzmiel przyłą­czyły się do naszej biesiady i frajda skończona. A o tragedię nietrudno – wystarczy moment, by zabłąkana pszczoła wleciała do puszki czy ciemnej butelki, skuszona słodką wonią oranżady. Użądlenie w język czy gardło może być bardzo niebez­pieczne. W takiej sytuacji należy niezwłocznie udać się do szpitala!

Prześlij dalej