Czy można zapanować nad własnym temperamentem?5 czerwca 2012

Wszyscy nieraz czujemy się tak, jakby powodowała nami wewnętrzna, ale niezależna od nas siła. Praca w aptece dostarcza wielu okazji dla tego rodzaju wzbudzeń: zmienna sytuacja na rynku leków, niesprzyjające regulacje prawne, uparty pacjent, niesprawny komputer…  Ile razy czuliśmy, że zbliżamy się do niewidocznej granicy wytrzymałości? I co działo się, gdy tama pękała?

 

Granica wrażliwości emocjonalnej dla każdego z nas leży gdzie indziej. Jest sprawą wielce interesującą, że w tej samej sytuacji jeden się zasmuci, ktoś inny rozzłości, a jeszcze inny… tylko uśmiechnie. Skąd takie różnice reakcji? W odpowiedzi usłyszymy pewnie coś o charakterze człowieka albo też zostaniemy odesłani do podstawy charakteru – temperamentu.

 

Złożoność ludzkiej natury

Jedna z popularniejszych jego koncepcji, wywodząca się jeszcze ze starożytności (od Galenusa, rzymskiego lekarza z II w. n.e.) mówi o czterech typach temperamentu: sangwinicznym, cholerycznym, melancholicznym i flegmatycznym, przy czym decydować ma przeważający w organizmie typ „humoru” czy „soku” (z łac. humor = ciecz, wilgoć) – odpowiednio: krew (łac. sanguis), żółć (gr. chole), czarna żółć (gr. mélanos+chole) bądź flegma (gr. phlégma). Co ciekawe, typologia ta zyskuje częściowe potwierdzenie w badaniach współczesnych endokrynologów! Inna koncepcja odeśle nas do introwertyzmu lub ekstrawertyzmu albo do neurotyczności lub psychotyczności danej osoby.

Prób wyjaśnienia różnic w emocjonalnych poruszeniach jest wiele, a wszystkie one razem pokazują złożoność ludzkiej natury. Choć warto rozpoznać swoje miejsce na mapie temperamentów, nas bardziej interesuje odpowiedź na pytanie: czy można zapanować nad własnym temperamentem?

 

Zarządzaj emocjami

No bo cóż zrobić, gdy temperament niebezpiecznie przesuwa się w którąś z psujących jakość życia skrajności? Gdy np. co chwila spalamy się w ogniu złości czy gniewu, krzywdząc do tego innych (osobowość choleryczna)? Albo gdy mamy skłonność do wyolbrzymiania zagrożeń i popadania w depresję(osobowość melancholiczna)? A przecież i przeciwne skłonności – np. nadmierna ostrożność i bierność flegmatyka albo beztroska i niefrasobliwość charakteryzujące skrajnego sangwinika – też mogą być niebezpieczne!

Dawni lekarze, tłumacząc je nierównowagą płynów, skazaliby nas na upuszczanie krwi, zmusili do wymiotowania albo Bóg wie, czego jeszcze… Dziś wiemy, że mamy inny dostęp do regulacji własnych emocji. I całe szczęście, bowiem nasze doświadczanie świata, sposób odnoszenia się do innych oraz znajdowanie sensu w życiu, zależy od tego właśnie, czy i jaką mamy strategię zarządzania własnymi stanami emocjonalnymi.

Oto pierwszy ważny krok: przyjąć, że emocje nie muszą zarządzać nami, ale że to my możemy zarządzać nimi! Jak w przypadku każdej innej umiejętności, rozwinięcie i tej wymaga rozpoznania swoich predyspozycji/talentów (np. w postaci zaliczenia się do któregoś z typów), a następnie… rozpoczęcia treningu. Konieczność systematycznych ćwiczeń nie budzi żadnych wątpliwości w przypadku gry na pianinie czy np. gotowania – stosunkowo niewiele osób podejmuje wysiłek systematycznej pracy nad emocjami. Tak zapewne powstał mit, że nasze reakcje mają charakter wrodzony i niejako automatyczny. Tymczasem jest zgoła inaczej.

 

Przekieruj uwagę do wewnątrz

Wyobraź sobie narastające w Twojej aptece napięcie spowodowane nowościami prawnymi, nawałem pracy i – dodatkowo – nieobecnością koleżanki, która akurat teraz (jak sprytnie!) wybrała się na urlop. Nie musisz się specjalnie wysilać? Jeśli tak, to czujesz, jak Twój próg wrażliwości stopniowo się obniża, zwłaszcza, jeśli jesteś posiadaczem temperamentu gwałtownego. Niech teraz ktoś ze współpracowników „teatralnym szeptem” wskaże Ci (przy publiczności, a jakże!) Twoją niedoskonałość, np. pytaniem „dlaczego tu znowu taki bałagan, czy to tak trudno…”. Przyzwoitość nie pozwala na zacytowanie licznych wariantów odpowiedzi (zwłaszcza tych niewypowiadanych głośno).

Oto znaleźliśmy się w ciekawym momencie: o krok od wybuchu (prowadzącego do konfliktu i naruszającego relacje). Wiele osób sądzi, że w takim momencie mamy tylko dwie możliwości: albo dać się „porwać” emocjom, albo stłumić je i przy szalejącej wewnętrznej burzy wymusić na sobie zewnętrzny spokój. Oba te rozwiązania są niezdrowe!

Eskalacja konfliktu doprowadzi w końcu do emocjonalnego wyczerpania i stanów równie nieprzyjemnych i wyniszczających, co sam gniew (jak np. wyrzuty sumienia, pragnienie zemsty). Zduszenie emocji tymczasem nie usuwa ich, ale raczej utrwala, na dodatek przenosząc napięcia do środka. I znów cierpi nasze zdrowie, nie tylko psychiczne, ale i fizyczne. Jednak alternatywa: wybuchnąć czy zdusić, jest pozorna! Jest trzecia droga, a polega ona na dokonaniu świadomej pracy nad przekierowaniem energii emocji. A pierwszym krokiem jest po prostu przekierowanie uwagi do wewnątrz.

 

Psychowzroczność, czyli emocjonalny audyt

W kampanii społecznej, którą mam przyjemność współprowadzić, nazywamy to „pozytywnym egoizmem”, zaś wybitny znawca tematu Daniel Siegel nazywa tę umiejętność psychowzrocznością. Definiuje ją jako formę skoncentrowanej uwagi, dzięki której możemy dostrzec sposób funkcjonowania naszego umysłu i przejąć kontrolę, zamiast padać ofiarą własnych procesów mentalnych. Krótko mówiąc, musimy zrozumieć i pamiętać (choć za każdym razem będzie zdawać się nam zupełnie inaczej!) – zasadnicza część rozgrywki między naszym środowiskiem a temperamentem rozgrywa się… w naszym wnętrzu. Psychowzroczność można rozwijać na dziesiątki sposobów.

W pracy nad sobą (niezależnie od temperamentu!) dobrze sprawdzają się różne formy medytacji. Z racji braku miejsca tutaj przypomnimy znakomite narzędzie (wspomniane już na łamach „Farmacji Praktycznej”): audyt emocjonalny (zob. R. Nadler, Inteligencja emocjonalna w biznesie, 124-127), który polega na zadaniu sobie w chwilach wzmożonej aktywacji naszych cech temperamentalnych, pięciu prostych pytań:

  1. „Co myślę?” (np. Co to ma być? Jakim prawem mnie krytykuje? itp.),
  2. „Co czuję?” (Strach? Wściekłość? Chęć agresji? Uczucie zawodu?),
  3. „Czego teraz naprawdę chcę?” (Spokoju? Wsparcia? Ulitowania się?),
  4. „W jaki sposób sobie szkodzę?” (Krzyczę?, „Nakręcam się”, Udaję, że wszystko ok. i unikam rozmowy?),
  5. „Co powinienem zmienić w swoim zachowaniu?” (Przejść się na zaplecze i zaczerpnąć tchu? Poprosić o poważne wysłuchanie mnie? Opowiedzieć o moich odczuciach?).

 

Podsumowanie

Zestaw ten, wypróbowany przeze mnie setki razy, niektórzy z uczestników moich warsztatów mają na stałe zawieszony w kuchni bądź w pracy! Przekształcony w nawyk, zdaje się czynić cuda. Istotą jest umiejętność odroczenia w czasie reakcji i uczynienia właściwego użytku z informacji niesionej przez emocje.

Zawsze warto pamiętać, że słowo temperament pierwotnie oznaczało… umiar!

 

autor: dr Tomasz Skalski

socjolog,
wykładowca Uniwersytetu Śląskiego,
Wyższej Szkoły Biznesu w Dąbrowie Górniczej
i Wyższej Szkoły Zarządzania Ochroną Pracy w Katowicach,
trener zarządzania i technik menedżerskich

Prześlij dalej