Wywiad z prezesem Naczelnej Rady Aptekarskiej14 maja 2012

-wywiad-z-prezesem-nra

Rozmowa z dr Grzegorzem Kucharewiczem – prezesem Naczelnej Rady Aptekarskiej

8 marca 2012 r. Minister Zdrowia podpisał rozporządzenie w sprawie recept lekarskich. Rozmowy w ministerstwie były trudne, ale zakończyły się sukcesem środowiska farmaceutycznego, które długo czekało na te zmiany. Pan walczył w pierwszym szeregu, twardo negocjując ostateczny kształt rozporządzenia.

Nowe rozporządzenie minister zdrowia Bartosz Arłukowicz zapowiedział już na posiedzeniu Naczelnej Rady Aptekarskiej w grudniu 2011 r. Swoje obietnice podtrzymał podczas rozmów, które toczyły się 4 stycznia 2012 r. Dotyczyły one trudnej sytuacji  związanej z wejściem w życie ustawy refundacyjnej i tzw. protestem pieczątkowym środowisk lekarskich.

Aptekarze nie przystąpili wówczas do akcji protestacyjnej i realizowali, kierując się dobrem pacjenta, recepty opatrzone przez lekarzy pieczątką „Refundacja leku do decyzji NFZ”. Równocześnie zaapelowaliśmy do Ministra Zdrowia o zerwanie z absurdalną koncepcją recepty lekarskiej, jako czeku i wprowadzenie zmian, które zagwarantują pacjentom niezakłócony dostęp do przysługujących im refundowanych produktów, a farmaceutom możliwość właściwego wykonywania ich obowiązków.

Chciałbym podkreślić, że w imieniu samorządu aptekarskiego od lat protestowałem przeciwko formalizowaniu wydawania leków refundowanych, dyktatowi Narodowego Funduszu Zdrowia w stosunkach z aptekami, arbitralnemu obarczaniu farmaceutów odpowiedzialnością za nieczytelność i inne niedoskonałości recept lekarskich, a także przerzucaniu obowiązków w zakresie wystawiania recept lekarskich z lekarzy na farmaceutów. Minister Zdrowia słowa dotrzymał i wkrótce po uchwaleniu nowelizacji ustawy o refundacji leków przedstawił projekt rozporządzenia w sprawie recept.

 

Czy resort uwzględnił wreszcie argumenty samorządu aptekarskiego?

W rozporządzeniu znalazło się wiele rozwiązań, o które od dawna bezskutecznie zabiegali aptekarze. Przeciwko sobie mieli jednak zarówno urzędników ministerstwa, jak i wszechwładny NFZ. Tym razem zwyciężyły argumenty środowiska aptekarskiego i zdrowy rozsądek. Przyjęto m.in. przepis mający odformalizować wystawianie recept i chroniący apteki przed absurdalnymi zarzutami kontrolerów Funduszu, dotyczącymi recept lekarskich. Jednocześnie zmieniła się zasada uzupełniania danych lub ich poprawiania na recepcie.

Możliwości dokonywania tych zmian na recepcie przez aptekarza zostały ograniczone. Uchylono także przepis pozwalający aptekom na określanie identyfikatora wojewódzkiego oddziału Funduszu. Oznacza to, że wystawiający receptę nie będzie mógł przerzucić obowiązku sprawdzenia, czy pacjent jest ubezpieczony, a następnie wpisania numeru identyfikującego oddział NFZ na osobę realizującą receptę. Rozszerzono też katalog błędów mogących pojawić się na receptach, które mimo tych uchybień będzie można realizować. Od 10 marca 2012 r., kiedy zaczęło ono obowiązywać, aptekarze mogą również uzupełniać bądź poprawiać w komunikacie elektronicznym przesyłanym do oddziału Funduszu niektóre dane, na przykład kod uprawnień dodatkowych pacjenta czy jego numer PESEL.

 

W jaki sposób rozporządzenie reguluje problem czytelności recepty?

Przyjęto zasadę, że wydanie leku zgodnie z ordynacją lekarską wynikającą z dokumentacji medycznej jest  potwierdzeniem czytelności recepty. Czytelność nie będzie zatem przedmiotem oceny kontrolera Funduszu, grożącej – w razie stwierdzenia nieczytelności – cofnięciem refundacji.

Jeśli kontroler będzie miał wątpliwości, będzie mógł sprawdzić, czy lek został wydany zgodnie z dokumentacją medyczną.

 

Na konferencji uzgodnieniowej zaproponował Pan, żeby recepty wystawiane były przez lekarzy na komputerze. Dlaczego jest to tak ważne dla farmaceutów?

Dzięki temu można by uniknąć wielu błędów. Czas najwyższy, by lekarze nauczyli się prawidłowo wystawiać recepty. Aptekarze od wielu lat posługują się komputerami, musieli nabyć odpowiednie programy, bez których apteka nie mogłaby funkcjonować. Opór środowisk lekarskich jest jednak duży. Lekarze nie zgodzili się na wystawianie recept na komputerze. Udało się chociaż rozszerzyć zakres danych nanoszonych na recepcie w formie kodów kreskowych. W ten sposób od 2013 r. zapisywany ma być numer prawa wykonywania zawodu osoby uprawnionej do wystawiania recepty oraz numer REGON.

 

Spory toczyły się o pojedyncze słowa…

Doprowadziliśmy do wykreślenia słów „w szczególności” z przepisu, dotyczącego zakresu kontroli realizacji recept przez kontrolerów NFZ. Dzięki temu aptekarz obecnie wie, co dokładnie podlega kontroli Funduszu, a kontroler nie może rozszerzać w drodze interpretacji zakresu tej kontroli.

 

Aptekarzy objęto wreszcie abolicją, której samorząd domagał się stanowczo podczas rozmów w Ministerstwie Zdrowia 4 stycznia 2012 r. Na czym ona polega?

Przedstawiciele samorządu aptekarskiego uzyskali wówczas od ministra zdrowia i prezesa NFZ gwarancje niekarania aptek za realizację recept opatrzonych pieczątką „Refundacja leku do decyzji NFZ”. O abolicję zdecydowanie zabiegaliśmy też w Sejmie i Senacie podczas prac nad nowelizacją ustawy o refundacji leków. Minister zdrowia, zgodnie z obietnicą, wprowadził abolicję w rozporządzeniu. Tak więc apteki nie będą karane za realizację wadliwych recept, wystawionych od 1 stycznia 2012 r. do dnia wejścia w życie rozporządzenia.

 

Samorząd aptekarski potwierdził swoją skuteczność w dotychczasowych działaniach legislacyjnych. Jakie są dalsze plany w tym względzie?

Nie znamy dokładnego harmonogramu prac legislacyjnych rządu. Wśród spraw traktowanych priorytetowo przez samorząd jest uchwalenie ustawy o zawodzie farmaceuty i nowelizacja ustawy Prawo farmaceutyczne.

 

NIA monitoruje rynek aptek po wejściu w życie ustawy refundacyjnej. Jakie są pierwsze spostrzeżenia i wnioski?

Sytuacja wielu aptek, zwłaszcza należących do indywidualnych aptekarzy, jest dramatyczna. Będziemy nadal przekonywać polityków do zmiany przepisu ustawy o refundacji leków, dotyczącego sposobu naliczania urzędowej marży detalicznej. Konieczna będzie też zmiana tabeli marż detalicznych, tak by ich wysokość uwzględniała sytuację ekonomiczną aptek. Do NIA napływa również coraz więcej informacji o łamaniu zarówno przepisów zakazujących reklamy aptek i ich działalności, jak i zabraniających stosowania zachęt odnoszących się do produktów refundowanych.

Przeciwnicy tych regulacji nie ustają w wynajdywaniu furtek i szczelin w obowiązującym prawie, by wykorzystując bezczynność państwa, przywracać stare, zazwyczaj tylko trochę zmodyfikowane mechanizmy marketingowe, od których na stałe miał być uwolniony rynek aptek.

Znów pojawiły się programy lojalnościowe i gazetki reklamowe z adresami określonych aptek, o czym informujemy MZ i GIF. Problem ten poruszyłem też na posiedzeniu sejmowej Komisji Zdrowia 14 marca 2012 r. Powiedziałem wręcz, że niereagowanie właściwych służb i organów na łamanie prawa to dowód słabości państwa.

Obecny w Sejmie sekretarz stanu Jakub Szulc, odnosząc się do mojego wystąpienia, zapowiedział zdecydowane działania wobec łamiących przepisy obowiązującego prawa. Stanowisko w tej sprawie zajął również Główny Inspektor Farmaceutyczny, który stwierdził, że programy lojalnościowe są „formą reklamy działalności aptek, gdyż stanowią one zachętę do kupna produktów leczniczych wyłącznie we wskazanych aptekach w celu zwiększenia ich obrotów”. Kontrola przestrzegania przepisów dotyczących zakazu reklamy aptek oraz stosowania różnych form zachęty należy do kompetencji wojewódzkich inspektorów farmaceutycznych. Prawo jest jednoznaczne: w razie stwierdzenia naruszenia przepisów o zakazie reklamy aptek nakazuje on, w drodze decyzji, zaprzestania prowadzenia takiej działalności. Od instytucji demokratycznego państwa prawa obywatele oczekują sprawnego i skutecznego działania.

Prześlij dalej