Czy to już pracoholizm? O uzależnieniu od pracy15 maja 2012

czy-to-juz-pracoholizm-237x145

W dobie zaostrzającej się konkurencji i twardych reguł rynku coraz częściej zadajemy sobie pytanie, jakie miejsce w życiu człowieka powinna zajmować praca? Czy żyjemy, by pracować, czy też pracujemy, by żyć?

Ciekawostką jest, że tego typu pytania stawiają częściej filozofowie (a więc – mam nadzieję, że przedstawiciele tej szlachetnej profesji mi wybaczą – ludzie niekoniecznie w tradycyjnym sensie przepracowani), niż ci, których one w największym stopniu dotyczą. Od razu odpowiedzmy, że tradycja dopuszcza co najmniej dwie, zupełnie różne odpowiedzi na sformułowane powyżej pytanie. Dla jednych praca jest swoistym „dopustem Bożym”, przykrą koniecznością związaną z uzależnieniem naszej egzystencji od dóbr zewnętrznych. Dla drugich – praca to przede wszystkim szansa na rozwój, na urzeczywistnienie swych możliwości, na samorealizację. Nie zamierzam w tym miejscu rozstrzygać tego sporu (choć kusi mnie, aby powiedzieć, że druga odpowiedź prezentuje się zdecydowanie atrakcyjniej…).

Stwierdzę natomiast, że zarówno jedni jak i drudzy (w nieco odmiennym stylu) popaść mogą w to, co jest głównym tematem tego artykułu: w uzależnienie od pracy, inaczej zwane pracoholizmem. Jeśli ktoś miałby ochotę zwątpić w groźny charakter tego coraz powszechniejszego uzależnienia, niech wspomni choćby głośne doniesienia o japońskich przypadkach śmierci z przepracowania, znanej jako „karoshi”.

 

Rozpoznaj symptomy

Co to znaczy być uzależnionym od pracy? Czyż nie jesteśmy wszyscy (no, może niemal wszyscy) zależni od jakiejś formy pracy zarobkowej? Na szczęście ta powszechna zależność, sprowadzająca się przede wszystkim do wymiaru finansowego, sama w sobie nie jest chorobliwa. Jeśli jednak oprócz tego:

  • odczuwasz nieustanną presję, by pracować więcej, ciężej, lepiej itd.,
  • drażnią Cię ludzie pracujący nieco wolniej czy słabiej,
  • bez zastanowienia „rzucasz się” na pracę – bierzesz na siebie zbyt wiele i często w pośpiechu robisz kilka rzeczy na raz,
  • nie potrafisz nikogo poprosić o pomoc,
  • nie umiesz wypoczywać ani świętować, bo masz wyrzuty sumienia, jeśli przez chwilę nie pracujesz,
  • satysfakcjonują Cię tylko działania, które mają wymierne efekty,
  • wciąż planujesz przyszłość, a każde nieoczekiwane zdarzenie czy zmiana planów przyprawia Cię o napad złości/histerii,
  • a zwłaszcza: jeśli na rzecz pracy zaniedbujesz inne sfery życia do tego stopnia, że potrafisz zapomnieć nawet o wymogach własnej fizjologii (picie, jedzenie, sen), to Twoja czerwona lampka ostrzegawcza dawno już świeci, nawet jeśli tego nie zauważyłaś (zauważyłeś)!

 

Przecież wszyscy tak robią

Oczywiście istnieje wiele usprawiedliwień dla tego trybu pracy. Konkurencja na rynku aptek jest ogromna. Kto chce się utrzymać, musi pracować dobrze, mocno i dużo. Nie dziwi więc fakt, że placówki – by sprostać ostrym wymaganiom rynkowym – nakładają na jednego człowieka obowiązki, którymi można by bez problemu obdzielić niewielki zespół.

A przy okazji jest to niechybny sygnał, że sam właściciel czy menedżer prawdopodobnie nie radzi sobie z obciążeniem (badania pokazują, że właśnie właściciele i kierownicy wyższych szczebli częściej niż szeregowi pracownicy popadają w pracoholizm!).

Jeśli rozpoznajesz u siebie te lub podobne objawy, to na pocieszenie od razu powiedzmy, że nie jesteś odosobniona/y: niektóre szacunki wskazują, że uzależniony (lub o krok od uzależnienia) jest co czwarty pracujący Polak. Jeśli jednak ktoś chciałby się tym usprawiedliwić, odradzamy – w tym przypadku teza „wszyscy tak robią” nie jest żadnym pocieszeniem.

A smutna statystyka w niczym nie poprawia sytuacji pracoholików.

 

Zasada pięciu piłek

W jaki sposób można przeciwdziałać groźnemu syndromowi? Brian Dyson, były wiceprezes jednego z największych światowych koncernów, w jednej ze swych mów powołał się na pewną metaforę, którą proponuję potraktować jako opowieść terapeutyczną. Porównał on mianowicie życie do żonglowania pięcioma piłkami, z których każda reprezentuje inny, ważny obszar życia człowieka: pracę, rodzinę, zdrowie, przyjaciół i sprawy duchowe. Warto to sobie wyobrazić: niełatwo utrzymać je wszystkie w ruchu, na dodatek na wysokim pułapie; jeśli poświęcimy nadmierną uwagę jednej z nich, inna spadnie – a za nią posypią się następne. Tak bywa ze zdrowiem czy z rodziną – życie dostarcza aż nadmiar przykładów.

I pora na finał. Większość piłek jest zrobiona z kruchego szkła – gdy raz upadnie, może się roztłuc albo co najmniej trwale zarysować. I tylko jedna jest z gumy, upuszczona odbije się, a wprawny żongler bez problemu może ją złapać i puścić dalej w ruch. Piłką tą jest… praca!

Tym, którzy od razu sobie pomyśleli, że metafora pracy jako gumowej kuli lepiej opisuje realia USA niż polskie, odpowiedzmy od razu (nadal metaforycznie), że pewnie jest różnica, może gatunek gumy inny, odbicie nie zawsze takie łatwe… Ale szklany i kruchy charakter pozostałych sfer jest równie niewątpliwy u nas, jak i w Stanach Zjednoczonych!

 

Wnioski

Krótko mówiąc: kluczem do sukcesu – także w pracy – jest równowaga między różnymi sferami życia. Żadna z nich nie powinna pozostawać zaniedbana. Paradoksalnie – równomierne zaangażowanie we właściwych proporcjach wpływa na… zwiększenie skuteczności w pracy!

Wynika to z prostej zasady (o której pamiętają sportowcy, a nie zawsze pracownicy): uzupełnianie energii jest równie ważne, jak jej wydatkowanie! Potrzebna jest tutaj „rozsądna oscylacja”. A taki tryb funkcjonowania wymaga praktykowania samoświadomości w życiu i w pracy (w miejsce niebezpiecznych automatyzmów).

Ilekroć zatem przyjdzie nam ochota zaniedbać siebie i innych na rzecz pracy, warto przypomnieć sobie historię o piłkach i świadomie podjąć decyzję.

Prześlij dalej