Kiedy perfekcjonizm zaczyna szkodzić19 grudnia 2011

zabojcza-perfekcja-237x145

Dążenie do doskonałości jest szlachetne. Jednak tylko do momentu, kiedy zaczynamy wierzyć, że wszystko, co jest niedoskonałe, jest nic nie warte. Tendencja do osiągnięcia nieosiągalnego łatwo przechodzi bowiem w obsesję perfekcjonizmu

W konkurencji na wolnym rynku liczy się przede wszystkim dobra reklama („dotrzeć do klienta”), cena oraz jakość towaru lub usługi („sprawić, by klient mnie wybrał i do mnie powrócił”). Co jednak, gdy rynek nie jest „wolny”? Gdy towaru nie można reklamować, a konkurujące podmioty ferują te same towary po z góry ustalonych cenach? W takiej właśnie sytuacji, na skutek zmian w przepisach, znajdą się od stycznia przyszłego roku apteki.

Z czynników konkurencyjności, poza sprawami takimi jak lokalizacja czy estetyka miejsca, farmaceutom zostanie tylko jakość obsługi. Z jednej strony wyrównają się szanse mniejszych i większych podmiotów; znikną po części kłopoty z poszukiwaniem tańszych dostawców, negocjacje cenowe itp. Ale może się pojawić także uczucie dyskomfortu. Jego źródłem będzie rosnąca odpowiedzialność właściciela i personelu za wszystko, co wpływa na jakość kontaktu z pacjentem. Teraz poziom opieki farmaceutycznej może właściwie w pojedynkę zdecydować o sukcesie bądź upadku apteki. Świadomość tego faktu na pewno zwiększy starania o poziom pracy personelu apteki. I to chyba dobrze. Jednak czai się tu także jedno z największych niebezpieczeństw. Na imię mu perfekcjonizm. Dodajmy, że jest to jedna z najczęściej obecnie obserwowanych, a jednocześnie jedna z trudniejszych do zaobserwowania, obsesji.

Samokrytyka a wieczne niezadowolenie

Niemal wszyscy mamy w głowie wewnętrzny głos, który w pewnych sytuacjach mówi nam: „Sprawa jest poważna, nie ma miejsca na błędy!”; „Wszystko musi być zrobione doskonale!”. Kiedy ten głos zaczyna dominować (tzn. nie jest równoważony przez inne, takie jak nasz ukochany „wewnętrzny leniuch” albo po prostu głos „zdrowego rozsądku”), powstaje szczególne niezadowolenie. Łatwo je rozpoznać. Po każdym działaniu czy po dniu pracy pojawia się co najmniej jedna z trzech myśli:

1) „Powinienem bardziej się postarać!”;

2) „Powinienem uzyskać lepsze efekty”;

3) „Powinienem robić to szybciej!”.

 

Wygląda to na słuszną samokrytykę, jednak ukryty w niej perfekcjonizm prowadzi do wiecznego niezadowolenia oraz (uwaga!) do wyników niższych, niż te, które uzyskalibyśmy bez dążenia do perfekcji! Zjawisko to łatwo zrozumieć patrząc na zespół z szefem-perfekcjonistą. Szlachetne dążenie do doskonałości każe mu z wielką uwagą przyglądać się pracy zespołu. Uczciwie będzie wytykał wszystkie błędy, a wysokie standardy tylko z rzadka pozwolą mu kogoś pochwalić (jak często „normalny człowiek” robi coś perfekcyjnie?). A gdy wreszcie pochwali, przy okazji i tak wytknie niedoskonałość: „Bardzo dobrze rozmawiałaś z tym trudnym pacjentem, ale za długo, a w tym czasie inni czekali!”. Widząc to pracownicy stopniowo tracą wiarę we własne siły i zaczynają działać coraz ostrożniej (żeby tylko nie popełnić błędu!). Obniża to jakość pracy i dodatkowo zwiększa ilość krytycznych uwag, co z kolei podkręca ostrożność niedocenionego personelu i… Ta historia raczej nie ma szczęśliwego zakończenia.

Pętla perfekcjonizmu

Jeszcze groźniej wyglądają szkody, które perfekcjonista wyrządza samemu sobie. Na wszystkie swoje działania patrzy okiem uzbrojonym jakby w szkło pomniejszające. Ta awaria wewnętrznego systemu o cen stopniowo sprawia, że na szyi niedoszłego mistrza stopniowo zaciska się tzw. „pętla perfekcjonizmu”*, składająca się z sześciu kroków:

Najpierw jest myśl „trzeba to zrobić doskonale”. Rodzi ona:

  • Stres i napięcie, doprowadzające do odwlekania finalizacji zadania; nieważne, czy chodzi o przestawienie sprzętów w aptece, o instalację świątecznych ozdób czy wybór firmy, która przeprowadzi szkolenie. Perfekcjonista będzie w nieskończoność odkładać trudną rozmowę, czekając aż moment będzie „w pełni odpowiedni”. To z kolei prowadzi do…
  • wyników poniżej oczekiwań (reorganizacja będzie zrobiona „naprędce”, w chwili, gdy już nie da się dłużej czekać, ozdoby świąteczne pojawią się dzień przed Wigilią, jeśli nie po Świętach, rozmowa odbędzie się w nerwowej atmosferze, gdy kolega straci cierpliwość). To oczywiście…
  • zwiększy krytycyzm wobec siebie i innych („Czy ja muszę wszystko robić sam?! Dlaczego oni nie pomyśleli…?!”, „Jak mogłem być tak niemądry i tego w porę nie zrobić?” itd.). To zaś pociąga za sobą…
  • spadek wiary w siebie i w innych („Jestem beznadziejny…”, „Ludzie są bezmyślni…” itd.), co prowadzi do jednego destrukcyjnego wniosku:
  • „Następnym razem muszę się bardziej postarać!” – co nasila (będące ukrytą przyczyną wszystkich nieszczęść!) oczekiwanie perfekcji i zapętla nas do punktu pierwszego.

Ten przerażający schemat może zrujnować nie tylko biznes, ale i życie, pozbawiając nas spokoju, a z czasem i zdrowia. Posłuchajmy wewnętrznego głosu. Jeśli odzywa się w nim myśl w rodzaju: „Dlaczego nigdy nic mi nie wychodzi?”, „Jak mogłem być tak niemądry?”, „Dlaczego nie jestem tak dobry, jak powinienem?”, „Kiedy się wreszcie nauczę…?”, „Czy ja kiedykolwiek coś osiągnę?”, to znak, że tkwimy w pętli! Posłuchajmy też odpowiedzi na te bezproduktywne pytania; na ogół nie napawają optymizmem: „Widać nie jestem tak inteligentny jak inni”, „Od dzieciństwa miałem z tym problemy”, „Nigdy do niczego nie dojdę”.

Jak wyjść z pętli?

Czy można wyjść z pętli i odzyskać spokój? Oczywiście! Będzie to wymagało rozwinięcia jednej, za to wcale niełatwej kompetencji: samoświadomości (wewnętrznej samokontroli).

 

Poniżej kilka przydatnych porad:

1. Na początek zwróć uwagę na wewnętrzne pytania (np. zapisując je przez tydzień). Zadaj je głośno, posłuchaj i oceń ich rolę: czy dodają Ci energii, czy też ich główne zadanie to przyszykować Cię na porażkę? Bądź wyczulony(a) na nieuprawnione uogólnienia typu „zawsze” i „nigdy” – wyrzuć je.

2. Zastąp ten monolog pytaniami konstruktywnymi: „Jakie wnioski mogę wyciągnąć z tej sytuacji?”, „Jak mogę sam sobie (lub innym) udzielić teraz wsparcia?”, „Jakie są pozytywne aspekty tej sytuacji?”, „Czego jeszcze nie zrobiłam(em) w tej sprawie?” itd.

3. Wyraźnie nazywaj swoje oczekiwania i cele (pierwszy krok pętli!). Bądź krytyczna(y) już na etapie wyznaczania zadań (czy są realne? jaki poziom błędu powinienem dopuścić?), a nie ich wykonania. Weź pod uwagę wszystko, co będzie potrzebne. Czy dysponujesz niezbędnymi zasobami? Jakie mogą być przeszkody? Jak je przezwyciężyć? Tego rodzaju analiza jest świetnym antidotum na nadmierne oczekiwania.

4. Nie odkładaj realizacji czekając na idealny moment – on nigdy nie nastąpi. Zgódź się na przybliżone wyniki – lepiej osiągnąć cokolwiek, niż nic!

5. Po wykonaniu szybko odetnij myśli, że można było zrobić „więcej, szybciej, lepiej, skuteczniej” itd. – to niestety zawsze jest prawda! Pomyśl, że równie prawdziwe jest twierdzenie, że można było zrobić… mniej, gorzej, wolniej!

Pilnowanie własnych myśli, oczekiwań i ocen, jest najlepszym sposobem odzyskania spokoju i źródłem wzrostu. Zobaczenie w niezadowoleniu samonapędzającego się mechanizmu przerywa pętlę perfekcjonizmu. A gdy już nauczymy się cieszyć z małych niedoskonałych sukcesów, wzrośnie ilość powodów do zadowolenia oraz ich gatunkowy ciężar.

Piśmiennictwo:
* R. S. Nadler, Inteligencja emocjonalna w biznesie. Praktyczne strategie współpracy z ludźmi, Wyd. Helion, Gliwice 2011.

Prześlij dalej