Nocne dyżury w aptekach19 grudnia 2011

nocne-dyzury-tak-ale-na-telefon

Dla wielu farmaceutów dyżury nocne w aptekach oznaczają jedno – straty finansowe. Najchętniej zrezygnowaliby z obowiązku narzucanego przez władze samorządowe. Jednak eksperci podkreślają, że nocne dyżury nie zawsze oznaczają wyłącznie koszty, a rezygnowanie z nich może przynieść placówce więcej strat niż zysku

Najtrudniejszą sytuację mają farmaceuci w małych miastach, gdzie aptek jest kilka, a rotacyjność dyżurów nocnych sprawia, że każda musi być otwarta w nocy średnio kilka razy w ciągu miesiąca.

Każdy nocny dyżur to straty oscylujące w granicach przynajmniej kilkuset złotych. Po godz. 22 w mojej placówce praktycznie nie ma ruchu. Czasem ktoś przyjdzie po prezerwatywy lub środki przeciwbólowe. Jeśli przez rok w środku nocy zrealizuję jedną receptę, to jest to duży sukces – mówi Mariusz Pawłowski, farmaceuta z Jasła.
Jego zdaniem nocne dyżury aptek są kompletnie niepotrzebne.

– Przecież jak ktoś się w nocy bardzo źle poczuje, to nie biegnie do apteki, tylko dzwoni po karetkę. A prezerwatywy czy środki przeciwbólowe można kupić na stacji benzynowej – uważa Mariusz Pawłowski.

Władze chcą dyżurów – niech dopłacają!

Farmaceuci podkreślają, że w sytuacji, kiedy wiele aptek balansuje na granicy bankructwa, obarczanie ich obciążeniami wynikającymi z konieczności pełnienia nierentownych nocnych dyżurów jest niczym innym, jak dodatkowym podatkiem, na który muszą łożyć.

– Dlaczego nikt nie wymaga obowiązku pełnienia nocnych dyżurów od innych ważnych dla mieszkańców danego regiony obiektów, takich jak na przykład banki, stacje paliw czy sklepy z jedzeniem dla dzieci i niemowląt – zastanawia się Agnieszka Kozłowska, farmaceutka z Mławy.

– O to, czy ktoś będzie miał gdzie kupić benzynę w środku nocy czy podjąć swoje pieniądze, nikt się aż tak bardzo jakoś nie martwi. Tymczasem problem tabletek na kaszel czy na perturbacje żołądkowe urasta do rangi państwowej – uważa farmaceutka. – Nocne dyżury aptek miały sens kiedyś, kiedy farmaceuci pełnili rolę felczerów. Obecnie wolnorynkowa sytuacja sprawiła, że jesteśmy takimi samymi handlowcami, jak inni. Też musimy martwić się o rentowność naszych interesów. Jeśli władze lokalne chcą dyżurów nocnych aptek, niech je współfinansują – dodaje.

Do podobnych wniosków doszli farmaceuci z Miastka, którzy zbuntowali się przeciwko nocnym dyżurom. Sprawa miała swój finał w sądzie, gdzie farmaceuci przegrali. Sąd uznał bowiem, że właściciele aptek mają obowiązek podporządkować się uchwale radnych, nakazującej im pełnienie nocnych dyżurów. Jednocześnie prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa wobec tych farmaceutów, którzy mimo wyroku sądu nadal odmawiali pełnienia dyżurów. Śledczy swoją decyzję argumentowali tym, że nie można w prosty sposób połączyć braku prowadzenia nocnego dyżuru z narażeniem życia i zdrowia okolicznych mieszkańców. Ostatecznie po wielu miesiącach negocjacji farmaceuci zgodzili się na prowadzenie dyżurów nocnych pod telefonem. Tyle, że telefon do dyżurującej apteki mają jedynie lekarze. Tylko oni mogą dzwonić do farmaceutów i informować ich o konieczności zrealizowania recepty w środku nocy. Jak do tej pory takich sytuacji było jedynie kilka.

Tradycja i etos

Pacjenci, choć rozumieją, dlaczego wielu właścicieli aptek nie chce prowadzić nocnych dyżurów, na ich zaprzestanie nie chcą się zgodzić.

– Jestem chora na cukrzycę, insulinę muszę brać kilka razy dziennie. Choć staram się mieć w domu ciągły jej zapas, to może zaistnieć sytuacja, że w nocy zabraknie mi leków. Nie wyobrażam sobie wtedy, że będę musiała z realizacją recepty czekać aż do rana. Apteka to nie jest zwykły sklep, tu sprzedaje się medykamenty ratujące życie. W każdym mieście powinna być w nocy czynna choć jedna placówka. Zawsze tak było i nie powinno się to zmienić. Choćby tylko dla komfortu psychicznego chorych – mówi Antonina Malinowska, pacjentka z Ciechanowa. Podobnego zdania jest również Ministerstwo Zdrowia.

– Problem nocnych dyżurów aptek nie jest na pewno kluczowym dla naszego środowiska. Jest to sprawa indywidualna każdej apteki i tak powinna być rozpatrywana. Dlatego nie ma co tego problemu rozwiązywać odgórnie jakimiś rozporządzeniami. Skoro są apteki, którym prowadzenie ciągłych nocnych dyżurów opłaca się, to znaczy, że jest to możliwe i ci farmaceuci, którzy twierdzą, że przynosi to tylko straty, powinni brać z nich przykład – mówi Wojciech Giermaziak z departamentu polityki lekowej i farmacji Ministerstwa Zdrowia.

Również Naczelna Izba Aptekarska do problemu podchodzi bardzo ostrożnie. – Nocne dyżury aptek to swego rodzaju tradycja. Farmaceuta nie jest zwykłym sklepikarzem. Jesteśmy częścią służby zdrowia i jako tacy mamy obowiązek służyć społeczeństwu. Rozumiem, że w obecnych trudnych czasach wielu właścicieli aptek boryka się z problemami finansowymi, ale nie możemy ich rozwiązywać kosztem pacjenta. Tego wymaga nasz etos zawodowy – mówi Marek Jędrzejczak wiceprezes NIA.

Sukces liczony komfortem klienta

Tymczasem według specjalistów od ekonomii, rezygnacja z nocnych dyżurów mogłaby aptekarzom przynieść większe straty niż zyski.

– Spojrzenie na biznes na podstawie krótkiego okresu może nam dać bardzo nieprawdziwy obraz sytuacji. Zyski z prowadzenia nocnych dyżurów to nie tylko pieniądze w kasie, które zlicza się o świcie. To również te, które apteka generuje dzięki klientom, którzy wybrali właśnie te miejsce, by zakupić leki, bo wiedzieli, że obojętnie o której godzinie przyjdą, zawsze zostaną obsłużeni. To zjawisko już dawno zostało zaobserwowane na przykładzie sklepów nocnych, które po wprowadzeniu sprzedaży 24-godzinnej generują więcej zysków w dzień niż przedtem – mówi Adam Pogorzelski ekonomista z Państwowej Akademii Nauk.

Potwierdzają to również specjaliści od marketingu. Według nich w dzisiejszych czasach tradycyjne godziny otwarcia punktów sprzedaży odchodzą do lamusa.

– Obecnie sklep czy apteka czynna w godz. 10-18, jak to było jeszcze standardem kilkanaście lat temu, nie mają racji bytu – mówi Dariusz Ostrowski, specjalista od marketingu. – Ośmiogodzinny dzień pracy to luksus, na który coraz mniej osób może sobie pozwolić. Dlatego rynek usług musi również ewoluować. Pracujemy dłużej i coraz później możemy robić zakupy. Duże sieci handlowe już dawno to zauważyły, dlatego niemal wszystkie supermarkety działają do godz. 22. Aby odnieść sukces na rynku trzeba zadbać o komfort klienta, a najwyższym komfortem jest możliwość zrobienia zakupów o dowolnej godzinie. Za taki luksus coraz więcej osób jest wstanie nawet dopłacić. Na zachodzie są sklepy, które mają dwa rodzaje cen, nocne i dzienne. Może to jest właśnie rozwiązanie godne polecenia farmaceutom – dodaje Ostrowski.

Prześlij dalej