Zagraj na marchewce28 listopada 2011

zagraj-na-marchewce

Flet z marchewki, bęben z dyni, kastaniety z bakłażana, skrzypce z pora. Okazuje się, że lato to znakomita pora na muzykowanie. Zwłaszcza jeśli chcemy spróbować swoich sił w orkiestrze… warzywnej.

Zwariowani Szwedzi z ekipy Six Drummers udowodnili niedawno w filmie „Nieściszalni”, że można grać na dosłownie wszystkim. Wiedeńska Orkiestra Warzywna (www.gemueseorchester.org), która koncertuje od ponad 12 lat woli ograniczyć się do jednego rodzaju instrumentów – świeżych warzyw.

Paprykowe brzmienia
Choć brzmi to jak żart, ich muzyka jest zupełnie na serio. Zespół składa się z 10 muzyków, którzy potrafią na marchewkach (flet), dyniach (bęben), papryce (trąbka) i innych warzywach zagrać dosłownie wszystko. W repertuarze mają klasyczne utwory (m.in. „Święto wiosny” Strawińskiego na kapusty i sałaty), jak i ich własne kompozycje. Nietypowa orkiestra wydaje nawet płyty – ostatnią, trzecia w dorobku zatytułowaną „ONIONOISE” (czyli „cebulowe dźwięki”) w ubiegłym roku (fragmentów utworów można posłuchać tu: www.vegetableorchestra.org/onionoise).
Utwory są rytmiczne, wciągające, momentami niepokojące (kabaczki są w stanie wydobywać z siebie zaskakują niskie dźwięki!) i na pewno nie sprawiają wrażenia muzyki granej na czymś, co można wyhodować w ogródku. Ernst Reitermaier, jeden z członków zespołu wspomina w jednym z wywiadów: – Wybraliśmy się kiedyś na targ warzywny i ze zdziwieniem stwierdziliśmy, że pocieranie dwóch porów wytwarza skrzypiący dźwięk, że w warzywach jest muzyka. Przecież krojenie marchewek na kuchennym stole jest także źródłem dźwięków. Staramy się po prostu te dźwięki rozwijać i organizować. Tworzymy instrumenty, które wydają brzmienia znajome i naturalne, a jednocześnie bardzo neutralne. Ideą jest zatem eksplorowanie nowych dźwięków. Nie używamy innych instrumentów, nie wykorzystujemy owoców, nie sięgamy po własny głos. Musimy trzymać się jednej rzeczy, bo w przeciwnym razie nie będzie w tym żadnego sensu.

Żeby instrumenty nie zwiędły
Każdy występ orkiestry poprzedzony jest wizytą na miejscowym rynku w poszukiwaniu najświeższych produktów. Za każdym razem potrzeba 70 kg warzyw i 2 godzin wiercenia, dłubania i krojenia. – Gramy na gotowych instrumentach, na przykład na porowych skrzypcach, ale również na bardziej skomplikowanych, jak marchewkowe flety. Ich przygotowanie wymaga doświadczenia i dobrych narzędzi. Wykonanie takiego instrumentu, jeżeli umie się to robić, trwa jakieś 15 minut. Na koncercie używamy wielu instrumentów, ich przygotowanie zajmuje nam zwykle dwie godziny. Na każdy koncert przygotowujemy nowe instrumenty. Od zbudowania instrumentów do koncertu nie może upłynąć więcej niż pięć godzin, bo inaczej instrumenty zwiędną. Gdy jest gorąco, latem, musimy pamiętać, aby zraszać je wodą i trzymać w chłodnym miejscu – tłumaczy Reitermaier.
Warzywna orkiestra gra koncerty na całym świecie. W lipcu i sierpniu odwiedzi m.in. Francję i Belgię. W każdym kraju muzycy odkrywają nowe możliwości i testują lokalne warzywa. – Chętnie próbujemy rzeczy, których nie znamy, w ramach improwizacji i odkrywania nowych brzmień. Jednak w naszym repertuarze używamy sprawdzonych warzyw, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Lokalne produkty nie zawsze się sprawdzają – tłumaczy dalej Reitermaier. – W Azji nie można dostać normalnych rzodkiewek, we Włoszech często jest za gorąco, a w Wielkiej Brytanii marchewki są pełne wody i nietrwałe – wyjaśnia członek zespołu.
Jednak widzowie i słuchacze mogą liczyć nie tylko na doznania muzyczne, ale i …kulinarne. W skład zespołu wchodzi bowiem kucharz, który po każdym koncercie przygotowuje z jednorazowych instrumentów wielką zupę.

Zrób to sam!
Choć wiedeńska orkiestra warzywna daje profesjonalne koncerty i nagrywa płyty, nie jest powiedziane, że ma monopol na spożywcze muzykowanie. Psycholożka Weronika Grejs, mama 7 letniej Hani i 5 letniego Krzysia, zainspirowana dokonaniami Reitermaiera i spółki, postanowiła wypróbować warzywne instrumenty razem ze swoimi dziećmi. – Zabawa jest znakomita – zachwala – co prawda postawiliśmy głównie na instrumenty perkusyjne (wydrążona dynia uderzana marchewką, szuranie cukinią o cukinię, grzechotka ) i proste fujarki z marchewek, udało nam się nam zagrać coś, co przypominało melodię.
Pomysł ogromnie się jej spodobał, ponieważ tworzenie warzywnych instrumentów uczy równocześnie twórczego myślenia, korzystania z tego, co jest pod ręka do zabawy, ma ekologiczne przesłanie i pozytywny wydźwięk. W czasach, kiedy dzieciaki najchętniej siedziałyby przed komputerem, pokazanie im twórczej zabawy rozwijającej muzyczną wrażliwość jest nie do przecenienia.
Może więc warto pod innym katem spojrzeć na codzienne zakupy w warzywniaku? Zainwestować w kilka dodatkowych marchewek i paprykę? A po zabawie i muzykowaniu zawsze można upichcić wzorem wiedeńskich muzyków pyszną zupę!

Prześlij dalej