Jak cię (górale) widzą, tak cię piszą…28 listopada 2011

jak-cie-gorale-widza-tak-cie-pisza

W Tatrach turysta turyście nierówny – jednych zaczepiają tylko handlarze pamiątek, innych, nawet sporo od siebie młodszych, z szacunkiem pozdrowi siwowłosy przewodnik. Nie muszą ich znać – wiedzą o nich niemal wszystko już na pierwszy rzut oka. Po ubiorze.

Nareszcie lato. To, jak wiadomo, wymarzony czas na urlop i znakomita większość rodaków zamierza go w pełni wykorzystać. Część ruszy za słońcem na południe, inni wybiorą się na bałtyckie lub mazurskie plaże, jeszcze inni zdecydują się na  aktywny wypoczynek w polskich górach. Pierwsi i drudzy wrzucą do walizek najnowsze modele kostiumów kapielowych i pareo (panie) oraz modne kolorowe spodnie (panowie). Nie można przecież jechać na wakacje w byle czym. Strój trzeba dobrać starannie, bo jak cię widzą, tak cię piszą. Od tego, co masz na sobie, może zależeć sukces towarzyski.

Miłośnicy górskich wędrówek mają mniejszy wybór: z założenia muszą postawić na styl sportowy. Nim ruszą w drogę, zapakują więc do swoich plecaków ulubione buty, dżinsy i bawełniane T-shirty. Ostatecznie góry to nie nadmorski deptak, strój nie jest tu najważniejszy, na pierwszym miejscu jest przede wszystkim wygoda. To oczywiście prawda, ale nie cała. Bo choć może się to wydać zaskakujące, właśnie w górach (a już szczególnie w Tatrach) nic nie liczy się tak bardzo jak strój. To po nim najłatwiej rozpoznać, do którego z kilku występujących tu „gatunków” turystów należy spotkany właśnie człowiek, a w konsekwencji – kto przywita go grzecznie na szlaku, a kto minie bez słowa, obrzucając niechętnym lub nawet pogardliwym spojrzeniem.

Niezbędnik taternika
O tym, jak należy się ubrać na górską wycieczkę, dowiedzieć się łatwo. Instrukcje i zalecenia TOPR-u wiszą na tablicach informacyjnych przy wejściach do Tatrzańskiego Parku Narodowego, wyświetlane są w schroniskach, publikowane na poświęconych turystyce stronach www. Podstawa to mocne buty na dobrej, antypoślizgowej podeszwie (najlepiej tzw. wibramie) siegające za kostkę, co zapobiega skręceniu nogi, dobra kurtka przeciwdeszczowa i polar to podstawa. Do tego mapa, czapka, rękawiczki, latarka (najlepiej czołówka), bandaż, płachta NRC (zapobiegająca wychłodzeniu i przegrzaniu, otula się nią człowieka czekającego przez wiele godzin na pomoc ratowników), okulary przeciwsłoneczne, zestaw niezbędnych leków, picie, kanapki i czekolada lub inny wysokokaloryczny, dostarczający organizmowi szybko spalanego paliwa produkt. To zestaw obowiązkowy, również w środku lata, gdy z nieba leje się żar i nic nie zapowiada deszczu – w górach bowiem załamanie pogody może nastąpić bardzo szybko, a śnieg pada czasami nawet w połowie lipca. Mile widziane są także kijki trekkingowe (nie mylić z tymi od nordic walkingu!) i stuptuty chroniące przed błotem, mokrymi trawami i nalaniem się wody do butów. Oczywiście, by wszystko to zabrać ze sobą. potrzebny jest także niewielki, wygodny plecak – najlepiej z pasem biodrowym (wtedy większa część ciężaru plecaka nie obciąża ramion, lecz biodra i nogi, co znacznie ułatwia oddychanie podczas marszu).

Stonki, czyli na szlak w japonkach
Taki zestaw waży i zajmuje miejsce, no i, rzecz jasna, kosztuje. Wiekszość wybierających się na wycieczki ludzi lekceważy więc zalecenia TOPR-u, ograniczając się do włożenia adidasów, najczęściej nie zabierając ze sobą nawet kurtki ani mapy. Oczywiście, jeśli wybierają się wygodną jezdną drogą do schroniska, żadne niebezpieczeństwo im nie grozi. Najwyżej zmokną lub zmarzną, dostaną kataru i pozwolą zarobić którejś z zakopiańskich aptek. Stanowią po prostu część przewalającego się codziennie przez tatrzańskie doliny tłumu (zwanego często przez bardziej zaawansowanych turystów pogardliwie „stonką” lub „ceprami”), pozostawiającego za sobą masę pustych butelek po napojach i pozwalającego zarobić sprzedającym „góralskie serki „, magnesiki na lodówkę czy skórzane kapcie w pseudogóralskie wzory. Wśród nich trafiają się (wcale nie tak rzadko) i tacy, dla których nawet adidasy i dżinsy są nadmiernym wymaganiem. Wyruszają więc w góry ubrani jak na nadmorską promenadę. Maszerują w japonkach, sandałach czy baletkach, ślizgając się w błocie i obijając stopy o wystające kamienie. Zwykle kończą swoją wycieczkę w schronisku, ale niektórzy kontynuują marsz w kierunku górskich grani i szczytów, odprowadzani pełnymi przerażenia, rozbawienia lub pogardy spojrzeniami tatrzańskich wyjadaczy. Często nie mają pojęcia, ile trzeba czasu, by przemierzyć szlak i przez jaki teren on wiedzie. Jedni zupełnie nie zdają sobie sprawy z niebezpieczeństwa, jakie im grozi i z tego, że górskie ścieżki znacznie różnią się od wygodnych dróg w dolinach, inni, wierząc w swoją sprawność fizyczną, uważają, że im pośliźnięcie się czy złamanie nogi na pewno się nie przydarzy, a zalecenia TOPR-u dotyczące wyposażenia są po prostu grubą przesadą. Spotkawszy ludzi ubranych zgodnie z górskimi regułami, często pokazują palcami i komentują ironicznie ich strój i ekwipunek.

Pozdrowienia na szlaku
Turyści, którzy chodzą po górskich szczytach od lat i w każdą pogodę, doskonale jednak wiedzą, że od tego, jak się ubiorą na wycieczkę, może zależeć nie tylko ich wygoda, ale także ich życie. Nieraz doświadczyli, jak ważne są dobre buty, gdy skała robi się śliska od deszczu i że gdy w Zakopanem wczasowicze pracują nad opalenizną, w szalejącym na grani wietrze rękawiczki i czapka bardzo się przydają, a dzięki latarce można bezpiecznie wrócić z wyprawy, która przeciągnęła się głęboko w noc. Znają również i przestrzegają starej zasady, mówiącej, że spotkanych na szlaku innych turystów należy pozdrowić, a jak czas i pogoda pozwala, zatrzymać się na chwilę pogawędki. Turystów – tych prawdziwych, a nie nieprzygotowanych do wędrowania po górach ceprów. Rozpoznają ich w prosty sposób – po butach, stuptutach, kurtce, plecaku… Może wyglądać to na swoisty snobizm, ale ma swoje głębokie uzasadnienie – dzięki ocenianiu ludzi po ubiorze, z tłumu przypadkowych gości, którzy w tym roku znaleźli się w górach, w przyszłym pojadą nad morze, a w kolejnym na Mazury, wyławiają kilku podobnych sobie zapaleńców. Nie liczy się dla nich wiek, różnica pokoleń, rejon kraju, z którego ktoś pochodzi ani marka ciuchów, które ma na sobie. Wystarczy, że kocha góry, zna je i szanuje. To najważniejsze.

Szpan na nizinach
Czy to znaczy, że wystarczy mieć dobre ubranie, by móc wstąpić do „klubu prawdziwych turystów”? No cóż, niezupełnie… Istnieje bowiem jeszcze jedna (choć niezbyt liczna) kategoria bywalców Zakopanego, których wyróżnia „wysokogórski” strój tak perfekcyjny, że ciężko się z nimi równać. Mają wszystko, co potrzeba, najlepszych firm i najwyższej jakości. Świetne plecaki, doskonałe buty, markowe kurtki. Wszystko nowe, czyste i lśniące, nigdy nie zetknęło się z błotem na szlaku, nie przytarło na skale, nie naderwało, zaczepiwszy o jakiś korzeń lub wystającą gałąź. Bo też nie służy do zapewnienia bezpieczeństwa w górach, lecz do robienia wrażenia w podgórskich miejscowościach. Właściciele tych cudeniek rzadko zapuszczają się gdzieś wyżej, dlatego prawdopodobieństwo spotkania ich na szlaku jest raczej małe. Więc nie trzeba się martwić, czy tam, wysoko w górach, należy powiedziec im „cześć”, czy też minąć bez słowa…

Savoir-vivre na szlaku
– Jeśli spotkasz prawdziwego turystę, pozdrów go.
– Na stoku schodzący pierwszy pozdrawia idącego w górę.
– Jeśli mijają się grupy, pozdrawiają się jedynie idący jako pierwsi (podchodzący, który bedzie musiał 30 razy z rzędu powiedzieć „cześć” lub „dzień dobry”, na długo straci oddech).
– W razie mijanki schodzący przepuszcza podchodzącego.
– W przypadku pokonywania komina, trudnego stromego odcinka z łańcuchem itp. wchodzimy do niego dopiero, dy opuści go poprzednia osoba (by nikomu nie zrzucić kamienia na głowę).

Prześlij dalej