Nasi farmaceuci to pasjonaci – wywiad2 lutego 2010

nasi-farmaceuci-to-pasjonaci

Niskie ceny to nie wszystko! O tym, jak skutecznie konkurować z pobliskimi aptekami, z mgr farm. Aleksandrą Dziedzic i mgr farm. Beatą Litwinowicz właścicielkami apteki na warszawskiej Saskiej Kępie, rozmawia Lilianna Bartowska-Lewicka

Saska Kępa – jedna z piękniejszych dzielnic w Warszawie, słynąca z unikatowej międzywojennej architektury, wielu zabytków, licznych rezydencji i ambasad. Na potrzeby jej 40 tys. mieszkańców działa trzynaście aptek. Każda z nich zajmuje się inną grupą pacjentów. Farmacja Praktyczna postanowiła odwiedzić aptekę przy ul. Niekłańskiej, bo zaangażowanie i pasja pracujących tu farmaceutów wywarła na nas ogromne wrażenie. Większość pacjentów placówki to osoby pomiędzy 65. a 75. rokiem życia. O swojej niezwykłej pracy w zwykły sposób opowiadają mgr farm. Aleksandra Dziedzic i mgr farm. Beata Litwinowicz – właścicielki apteki.

Od kiedy funkcjonuje Państwa apteka?
mgr farm. Beata Litwinowicz: Placówka powstała 9 lat temu. Wszystko robiłyśmy same, z niedużą pomocą ekipy remontowej. Trudno opisać, jak ciężko pracowałyśmy. Na początek zatrudniłyśmy jedną osobę, później drugą. Dziś nasza apteka ma personel, z którego jesteśmy dumne. Zatrudniamy tylko magistrów farmacji.

A technicy?
B.L.: Uważamy, że wiedza techników farmacji jest niewystarczająca dla potrzeb naszej apteki. Nasze wymagania ukierunkowane są na stałe podnoszenie kwalifikacji.Wszystkie mamy ukończone specjalizacje. Tu nie może pracować każdy, a jedynie farmaceuta z najwyższej półki. Ktoś, kto ma specjalne cechy: jest świetny merytorycznie, lubi pracę z ludźmi, jest ciepły i otwarty.

Jacy pacjenci przeważają w Waszej aptece?
B.L.: Trafiają do nas przede wszystkim osoby starsze i przez to bardzo wymagające. Dlatego zatrudniony w naszej placówce farmaceuta musi być osobą z powołaniem. Zdarza się, że starsi pacjenci po wyjściu od lekarza nie mają pewności, jak należy zażywać leki. Nie wiedzą, czy można te leki łączyć z innymi, przyjmować przed czy po posiłku, w jakiej kolejności i o jakiej porze. Dziś, gdy lekarze mają sporo pracy, zdarza się, że nie mają czasu na wyjaśnianie wielu kwestii. Bywa też, że pacjent po prostu o nich zapomina. Pytamy go więc o wszystko. Zdarza się, że lekarze opisują pacjentowi dawkowanie leków na kartce, ale starsza osoba potrzebuje szczegółowego omówienia leków, rozwiania wątpliwości, potwierdzenia, że wszystko zrozumiał. I właśnie na tym się skupiamy. Zdarza się, że notujemy na opakowaniach wszystkie ważne informacje. Staramy się działać w taki sposób, by mieć absolutną pewność, że wszystko wiedzą i mają 100-procentową pewność, jak zażywać leki. Zdarza się też, że pacjenci chodzą do specjalisty nie informując go, że byli już u lekarza rodzinnego, który zapisał inne leki. Specjalista ordynuje następne preparaty bez wiedzy o innych przyjmowanych przez pacjenta lekach, co może powodować niepożądane interakcje. Wtedy ingerujemy, często same dzwonimy do lekarza. Gdybyśmy się tylko zajmowały wydawaniem leków nasz zawód straciłby sens. Tak też tłumaczymy stażystom misję farmaceuty: „Jeżeli sprowadzicie swoją pracę do roli sprzedawcy leków to będzie wasza zawodowa porażka. Nie na tym ta praca polega”. Od początku też tłumaczymy im, że jest to praca dla wybranych. Można uprościć misję farmaceuty do sprzedawcy, ale należy pamiętać, że pracownik służby zdrowia ma obowiązki.

Jakie więc powinien mieć cechy?
B.L.: Przede wszystkim powinien mieć rozległą i ugruntowaną wiedzę z farmakologii, farmakodynamiki i biochemii oraz silnie rozwiniętą empatię. To jest niezwykle ważne, bo pracujemy z chorym człowiekiem. Poprzednio pracowałyśmy w centrum handlowym. Tam był inny segment pacjenta. Opieka farmaceutyczna nie musiała być tak rozwinięta. Nie na takim poziomie, jak w obecnej placówce. Młode osoby często nie życzą sobie ingerencji. Ostatecznie, jeśli coś się wydarzy, konsultują to bez zahamowań z lekarzem, szukają w Internecie albo czytają ulotki. Starszy człowiek ma dużo mniej możliwości. Wielokrotnie zdarzało się, że jakiemuś starszemu pacjentowi wycofałyśmy dany lek, bo po skonsultowaniu z lekarzem naszych wątpliwości okazało się, że zalecenie lekarskie było złe. Nie boimy się takich działań.

Jak wtedy reagują lekarze?
B.L.: Przede wszystkim ze zdziwieniem, że apteka interesuje się racjonalną farmakoterapią i chce brać aktywny udział w procesie leczenia pacjenta. Później z chęcią współpracy, wreszcie z pytaniem, gdzie jest taka wspaniała apteka i prośbą o numer do naszej placówki. I to jest dla nas najlepsza nagroda.

Zajmujecie się Panie również homeopatią…
mgr farm. Aleksandra Dziedzic: To kolejna ważna dziedzina, którą prowadzimy z myślą o starszych pacjentach, ale też dzieciach. Mam ukończone w tej dziedzinie wszystkie kursy dla farmaceutów i większość kursów dla lekarzy. Medycyna alternatywna i homeopatia klasyczna jest trudniejsza niż medycyna tradycyjna. Wymaga od lekarza dużo większego zaangażowania i poświęcenia znacznie więcej czasu pacjentowi. Może dlatego jest tak krytykowana przez środowisko lekarskie. Trudno jest dobrać właściwy lek homeopatyczny, zidentyfikować objawy. Dobranie leku powinno odbywać się na poziomie toksykologii świata roślinnego i zwierzęcego. Powiem tylko, że mamy sporą grupę osób leczonych tymi preparatami i lekarzy, którzy z nami wspaniale współpracują.

A zatem Wasza apteka ukierunkowana jest także na dzieci?
A.D.: Tak. Jest to związane z bliskim położeniem szpitala dziecięcego. Współpraca układa się nam dobrze. Trafiają do nas pacjenci z oddziału ratunkowego. Dużo jest urazów u małych pacjentów, szczególnie po lekcjach wychowania fizycznego. Jesteśmy przeszkolone w zakresie udzielania pierwszej pomocy. Oprócz tego staramy się uczyć rodziców, jak radzić sobie z opatrunkami. Jeżeli jest coś poważniejszego, od razu kierujemy do szpitala. Mamy też rozwiniętą opiekę farmaceutyczną nad matkami, szczególnie tymi, które jeszcze karmią. Informujemy o opiece nad dzieckiem. Radzimy, jakie mleko można stosować. Zawsze znajdujemy czas, by wszystko spokojnie wytłumaczyć.

Zaletą apteki jest też opieka nad pacjentem niepełnosprawnym?
A.D.: Bardzo jesteśmy dumne, że mamy sporą grupę niepełnosprawnych pacjentów. W zależności od miesiąca, odwiedza nas ok. 13 osób. Są to przede wszystkim osoby samotne. Do niektórych z nich dojeżdżamy. Robimy to po godzinach pracy, ponieważ jesteśmy z wieloma pacjentami od lat bardzo związane. Udzielamy im porad w domu. To dla nich duża pomoc. W ten sposób nasza apteka zyskuje autorytet. To jest nasz wyróżnik. Nasi farmaceuci to pasjonaci. Nie ma w Warszawie drugiej takiej apteki, która równie chętnie podejmie się tak trudnego zadania, jakim jest odwiedzanie pacjentów w ich domach. Opieka nad osobami starszymi i niepełnosprawnymi to dla nas źródło nieustającej satysfakcji.

Prześlij dalej