Hollywood w Europie1 września 2009

Filmowcy z fabryki snów chętnie odwiedzają Stary Kontynent. Urokliwe europejskie plenery w wysokobudżetowych produkcjach grają równie ważne role jak angażowani do nich topowi aktorzy.

Zainteresowanie europejskim plenerami sięga wielu lat wstecz. Pamiętny „Nosferatu” był kręcony na Słowacji. Historię kręcenia tego filmu opowiada inny film – „Shadow of Vampire” z Johnem Malkovitchem. Na chorwackiej wyspie Hvar w 1970 r. kręcił sam Orson Welles. Powstały tu zdjęcia do ostatecznie nigdy nie ukończonego filmu „The Deep”, na podstawie powieści „Dead Calm” opowiadającej historię małżeństwa, które podczas wakacji spędzanych pod żaglami spotyka na swojej drodze niebezpiecznego podróżnika na gapę.
Co sprawia, że hollywoodzcy filmowy tak chętnie odwiedzają Europę?

Czar Starego Kontynentu

Zima. Dookoła biała, ośnieżona puszcza. Przed widzem rozciąga się tafla zamarzniętego jeziora. Po lodzie biegną dzieci. To rodzeństwo Pevensie, a kraina to baśniowa Narnia. No, może nie do końca. Tak naprawdę to jezioro Siemianówka leżące w okolicach Puszczy Białowieskiej. W Polsce. Filmowcy pracujący przy produkcji filmu „Kroniki Narni: Książę Kaspian” wybrali je ze względu na niezwykły urok tego miejsca. Niewiele brakowało, by w Polsce powstała większość zdjęć. Reżyser zwiedził Białowieżę, Kazimierz Dolny, Tatry, Karkonosze, Ojcowski Park Narodowy i był polskimi krajobrazami zachwycony. Niestety, na przeszkodzie stanęły… niskie temperatury. Dzieci nie były w stanie grać na mrozie, więc zimową Narnię wybudowano ostatecznie w halach filmowych w Nowej Zelandii. W Polsce powstało jednak kilka scen w autentycznych plenerach. Producenci Amerykańskich super-produkcji chętnie kręcą w Europie. Przede wzsystkim doceniają miejsca, które pamiętają zamierzchłe czasy. Średniowieczne uliczki czeskiej Pragi czy Budapesztu kuszą aurą tajemniczości i starodawnym urokiem. Nie trzeba budować drogich dekoracji – w Europie średniowieczne czy dziewiętnastowieczne uliczki i budynki spotkać można niemalże na każdym kroku. Oczywiście nie bez znaczenia są koszty. Europejskie kraje, którym zależy na ściągnięciu zachodnich filmowców, jak mogą starają się zachęcić ich do przyjazdu – oferują specjalne ulgi podatkowe, gwarantują dobry sprzęt i wykwalifikowanych fachowców. To wszystko obniża koszty produkcji i filmowanie w centralnej Europie okazuje się tańsze niż budowanie dekoracji w studiach fabryki snów.

Czechwood

Jak na razie prym wśród europejskich krajów wiodą Czechy. To tutaj co rusz zjeżdżają hollywoodzkie ekipy, które w położonym niedaleko Pragi filmowym miasteczku Barrandov kręcą film za filmem. Tym, co zwabia ich do przyjazdu, są przede wszystkim piękne widoki i historyczne realia, jakie gwarantuje czeska stolica. Miasto wież, brukowanych ulic, czerwonych dachówek i katedr „grało” już wiele miejsc, szczególnie w filmach kostiumowych. W „Amadeuszu” Milosa Formana i „Immortal Beloved” Bernarda Rosea Praga udawała Wiedeń, w „Lidze niezwykłych dżentelmenów” z Seanem Connerym, „Z piekła rodem” z Johnym Deppem i „Oliwierze Twiście” Romana Polańskiego dziewiętnastowieczny Londyn, a w „Tożsamości Bournea” Zurych. W sensacyjnych hitach „Mission Imposible” z Tomem Cruiseem i „xXx” z Vinem Dieselem grała saa siebie. Twórcy tego ostatniego wykorzystali m.in. 150-letni budynek zdesakralizowanego kościoła, który został przekształcony w nowoczesny nocny klub oraz laboratorium testów sprzętu elektronicznego, pochodzące jeszcze z ery sowieckiej. Czasami filmowcy wykorzystują nieco mroczne i budzące niepokój skojarzenia ze wschodnią Europą. To tu umiejscowili akcję dwóch części horroru „Hostel”. Pierwsza filmowana była w wybudowanym w 1920 r. i wciąż czynnym praskim szpitalu dla umysłowo chorych. Zdjęcia kręcono w zamkniętym od ponad 50 lat skrzydle budynku, do którego wiele lat temu trafiali najbardziej szaleni pacjenci. Drugą część horroru kręcono w słowackiej Bratysławie. Bo choć Czesi są jak na razie największym koproducentem hollywoodzkich filmów w Europie Środkowej, inne kraje także walczą o uwagę zachodnich reżyserów. Ci coraz częściej pojawiają się na Słowacji – w Bratysławie kręcono zdjęcia do filmu „The Peacemaker” z George’em Clooneyem i Nicole Kidman, „Uprising” z Donaldem Sutherlandem i „Dragonheart” z Dennisem Quaidem. W Rumunii z kolei filmowano sceny do filmu „Nieustraszeni Braci Grimm”, bo podobno tylko tutaj góry nie są usiane masztami telefonii komórkowej.

Nad modrym Dunajem

Jednym z najpoważniejszych konkurentów Czech się Węgry. W mrocznych zaułkach Budapesztu kręcono „Underworld” z Milą Jovovitz, a ostatnio „Hellboy: Złota Armia”. To tu także powstał „Copying Beethoven” Agnieszki Holland z Diane Cruger i Edem Harrisem opowiadający o ostatnim roku życia słynnego kompozytora. W filmie naddunajska stolica grała Wiedeń. Reżyserka wybrała tę lokalizację głównie ze względu na niskie koszty produkcji. Filmowanie w najdroższej stolicy Europy – Wiedniu, gdzie faktycznie mieszkał Beethoven, okazało się zbyt kosztowne. Bardzo wszechstronnie wykorzystał miasto Steven Spielberg, który właśnie tutaj kręcił film „Monachium” opowiadający historię tragicznych zamachów podczas Olimpiady w 1972 roku. Wszystkie potrzebne plenery znalazł w granicach Węgier i śródziemnomorskiej Malty. Malta zapewniła krajobrazy, które mogły odgrywać role plenerów Środkowego Wschodu. W przestrzeniach Budapesztu scenografowie wykreowali londyńską ulicę, bulwar w Paryżu, barkę w Hoorn, kawiarnię w Rzymie i wiejską chałupę w Belgi. „Budapeszteński bulwar Andrassy był najlepiej po parysku wyglądającą lokalizacją, jaką mogliśmy znaleźć” – zachwycał się w wywiadach scenograf filmu Rick Carter.

Made in Poland

W Polsce hollywoodzcy producenci pojawiają się na razie sporadycznie. Najczęściej wybierają nasz kraj ze względu na historyczne walory miejsc. Steven Spielberg spędził w Krakowie i okolicach ponad dwa miesiące kręcąc „Listę Schindlera”, w oryginalnych przedwojennych zakątkach.
– Patrzę na to miasto jak na scenę – mówił reżyser w wywiadach. – Scenę, której nie musieliśmy budować. Korzystaliśmy z gotowych plenerów, kręcimy w miejscach autentycznych, gdzie wydarzenia opisane w „Liście Schindlera” naprawdę się działy. W każdym zakątku pytam siebie, czy Oskar Schindler mógłby tędy przechodzić? Czy Amon Goeth stał tu, na tym zakręcie? Czy jechał samochodem tą uliczką? Czy stał w tym miejscu, gdy wysyłał ludzi do obozów pracy na wyniszczenie? Tutaj czuje się zapach historii na każdym rogu – dodaje.
Dziś dawną fabrykę emalii Oskara Schindlera przy ul. Lipowej 4 na krakowskim Zabłociu odwiedzają co roku dziesiątki turystów poruszone historią opowiedzianą w filmie. W marcu zostanie tu otwarte „Muzeum Pamięci. Fabryka Oskara Schindlera”.
W „Pianiście” Romana Polańskiego zagrały z kolei ulice Warszawy – Krakowskie Przedmieście i Kozia, a także wciąż mocno zaniedbana Praga, która jednak wojnę przetrwała niemal nienaruszona. Dlatego zachowała dawny kształt i po delikatnych zabiegach kosmetycznych mogła pojawić się w filmie opowiadającym historię lat wojennych.

Fabryka Snów pod Wrocławiem

Być może hollywoodzcy filmowcy zaczną chętniej odwiedzać Polskę dzięki aktywności firmy ATM, która pod Wrocławiem buduje filmowe miasteczko. W projekt zaangażowany jest Allan Starski zdobywca Oscara za scenografię do „Listy Schindlera”. Kto wie, może już niedługo równie profesjonalne i ciekawe, ale, co w czasie kryzysu nie bez znaczenia, tańsze od konkurencyjnych polskie miasteczko skusi największych reżyserów i na polskiej ziemi będziemy gościć największe sławy Hollywood. Jeszcze w tym roku powstaną kolejne powierzchnie profesjonalnych studiów filmowych, luksusowe hotelowe zaplecze w odrestaurowanym kompleksie pałacowym w Ślęży – basen w zabytkowej stajni, pokoje gościnne w pałacowych komnatach. Wszystko, by zachwycić światowe gwiazdy, które już niebawem powinny przybyć do filmowego miasteczka pod Wrocławiem. Jego największą zaletą z punktu widzenia filmowców jest to, że dzięki swej architekturze będzie mogło „grać” niemal każde europejskie miasto.

Prześlij dalej