Aaaa niepełnosprawnych w aptece zatrudnię1 września 2009

Choć prawo nie zabrania zatrudniania w aptece osób niepełnosprawnych, ich odsetek wśród personelu aptecznego wynosi ledwie kilka procent. Tymczasem zatrudnienie takiej osoby, oprócz aspektów moralnych, niesie również wymierne korzyści finansowe dla pracodawcy.

Polskie ustawodawsto rozróżnia trzy stopnie niepełnosprawności. Pierwszy to tzw. niepełnosprawność znaczna. Występuje wtedy, gdy osoba nie może wykonywać pracy na stanowisku przewidzianym dla osoby pełnosprawnej i wymaga długotrwałej opieki lub pomocy. Drugi to umiarkowany – osoba z tym stopniem może pracować, jeżeli stanowisko pracy zostanie dla niej specjalnie przystosowane. Wreszcie trzeci, tzw. lekki, gdy niepełnosprawność w żaden sposób nie ogranicza możliwości wykonywania wybranej przez tę osobę pracy.
– Biorąc pod uwagę fakt, że praca w aptece wiąże się z dbaniem o bezpieczeństwo pacjentów, mogą ją podejmować wyłącznie osoby z niepełnosprawnością umiarkowaną lub lekką – tłumaczy Rafał Drobiński, adwokat specjalizujący się w prawie pracy. – Ponadto sytuacja ta dotyczy wyłącznie niepełnosprawności ruchowej. Każda inna, np. poważna wada wzroku, słuchu bądź niepełnosprawność umysłowa, mogłyby się wiązać z ryzykiem wydania niewłaściwego leku. Mówimy oczywiście o osobach z wykształceniem farmaceutycznym.

Uprawnienia, ulgi, koszty

Aby zachęcić pracodawców do zatrudniania osób niepełnosprawnych obowiązujące w Polsce przepisy wprowadzają szereg uprawnień i ulg związanych z przyjmowaniem ich do pracy. I tak, właściciel apteki może liczyć na dopłatę do pensji takiej osoby w wysokości 70 proc. najniższego wynagrodzenia. Czyli ok. 900 zł brutto co miesiąc. Ponadto pracodawca finansuje połowę składki na ubezpieczenie emerytalne i rentowe pracownika oraz ubezpieczenie wypadkowe oraz dokonuje wpłat na Fundusz Pracy i Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych – stanowi to ok. 22,5 proc. wynagrodzenia brutto.
Trzeba jednak pamiętać, że zatrudnianie osób niepełnosprawnych wiążę się również z poniesieniem pewnych kosztów. W przypadku osób z niepełnosprawnością lekką, na przykład poruszających się o kulach, wydatki nie powinny być wysokie i ograniczają się jedynie do takiego rozstawienia leków w magazynie i na półkach, by pracownik mógł po nie sięgnąć z pozycji stojącej, bez konieczności wspinania się na drabinę. W przypadku niepełnosprawności umiarkowanej, gdy osoba porusza się na wózku, wydatki na przystosowanie apteki mogą sięgnąć nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. Jednak część tych pieniędzy lub nawet całość można potem odzyskać z funduszy Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej.
– Pracodawcy mogą dostać nawet 50 tys. zł refundacji za utworzenie nowego miejsca pracy dla niepełnosprawnego pracownika – wyjaśnia Rafał Drobiński. – Pieniądze na ten cel wypłaca starosta, po podpisaniu umowy z pracodawcą oraz po uzyskaniu opinii Państwowej Inspekcji Pracy, która potwierdzi fakt przystosowania stanowiska pracy do potrzeb osoby niepełnosprawnej.

Pieniądze na dostosowanie miejsca pracy

Aby starać się o takie pieniądze trzeba spełnić określone warunki. Niepełnosprawny, dla którego pracodawca tworzy refundowane miejsce pracy, musi być zarejestrowany w powiatowym urzędzie pracy jako osoba bezrobotna albo poszukująca zatrudnienia. Ponadto niepełnosprawny musi pracować na takim stanowisku przez co najmniej trzy lata. Stanowisko to nie musi być jednak obsadzane wyłącznie przez konkretną osobę niepełnosprawną. W ciągu wspomnianych trzech lat na refundowanym miejscu pracy może pracować nawet kilka osób niepełnosprawnych zarejestrowanych w urzędzie pracy jako bezrobotne lub poszukujące pracy. Ale jeśli pracodawca w ogóle nie będzie zatrudniał w tym okresie osób niepełnosprawnych, będzie musiał zwrócić część otrzymanej pomocy. Trudniejsze od uzyskania dotacji może się jednak okazać samo dostosowanie miejsca pracy w aptece dla niepełnosprawnego pracownika poruszającego się na wózku. Świadczy o tym fakt, że w Polsce działa tylko jedna apteka, która jest przystosowana dla niepełnosprawnego personelu. Placówka w Rybniku należy do mgr Edwarda Kaszy, który sam zaprojektował i zbudował urządzenia ułatwiające codzienną pracę zatrudnionych w niej niepełnosprawnych pracowników.
– Wszystko jest zautomatyzowane. Wystarczy żeby farmaceuta wpisał w komputer odpowiednią nazwę specyfiku, a podajniki dostarczą go wprost do jego ręki. W ogóle nie trzeba się ruszać z miejsca – mówi Edward Kasza. Jak sam przyznaje, na urządzenie placówki wydał blisko 250 tys. zł., ale większość tej sumy pochłonęło samo konstruowanie urządzeń, nie zaś ich wyprodukowanie. – W dużej mierze powstawały one na zasadzie prób i błędów. Gdybym miał je teraz jeszcze raz wykonać, koszt byłby kilkakrotnie niższy – dodaje farmaceuta z Rybnika.

Praca nie tylko dla farmaceutów

Obowiązujące przepisy i wsparcie państwa dopinguje pracodawców do zatrudniania osób niepełnosprawnych. A jednak, mimo najszczerszych chęci, szefowie aptek mogą natrafić na jedną, podstawową trudność – brak niepełnosprawnych osób z wykształceniem farmaceutycznym. Wykładowcy przyznają, że kierunek ten bardzo rzadko wybierają osoby niepełnosprawne. Powód? Obawa o znalezienie pracy w zawodzie.
– To bardzo trudne studia. Nie tylko pod względem intelektualnym, ale również fizycznym. Duża część zajęć odbywa się w systemie ćwiczeń. Studenci muszą przebywać w pomieszczeniach, gdzie panuje spore stężenie różnych substancji, najczęściej nieobojętnych dla organizmu. Dlatego osoby o obniżonej odporność lub chore nie dają sobie rady. W mojej karierze naukowej spotkałem zaledwie kilkunastu studentów, którzy byli niepełnosprawni – mówi prof. Marek Naruszewicz dziekan wydziału farmaceutycznego na Uniwersytecie Medycznym w Warszawie.
Mimo to Naczelna Izba Aptekarska zamierza wspierać wszelkie inicjatywy promujące ideę tworzenia miejsc pracy dla osób niepełnosprawnych w aptekach. – I nie chodzi tylko o farmaceutów czy techników farmacji. Szefowie aptek mogą przecież zatrudniać osoby niepełnosprawne do sprzątania czy w charakterze kasjerów. Możliwości jest sporo i nie wymaga to od nas dużego poświęcenia. Dlatego namawiam wszystkich, by przynajmniej przemyśleli taką możliwość – apeluje Grzegorz Kucharewicz, prezes Naczelnej Izby Aptekarskiej.

Prześlij dalej