Dlaczego mamy odpowiadać za błędy lekarzy?27 kwietnia 2009

Kontrole NFZ w aptekach budzą kontrowersje i wywołują coraz więcej emocji. W naszej kolejnej sondzie prezentujemy opinie szefów aptek na temat praktyk Funduszu. Wypowiedzi zebrała Lilianna Bartowska-Lewicka – są anonimowe, na wyraźną prośbę naszych rozmówców.

Pani Krystyna, farmaceutka z Częstochowy
Zawsze wnikliwie analizujemy recepty, z którymi przychodzą do nas nasi pacjenci. Wszelkie uchybienia i błędy natychmiast wychwytujemy. Tymczasem nasze recepty są kwestionowane za brak podpisu lekarza, brak czytelnej pieczątki przychodni czy pieczątki lekarza. Jest to dla nas stresująca i bardzo nerwowa sytuacja, bo nie wynika z naszej złej woli. Recepty wystawiają lekarze. Rozumiem, że mają dziennie po 60 pacjentów, ale to my odpowiadamy za ich realizację, ponosząc odpowiedzialność finansową, często bardzo dotkliwą. Szkoda, że tylko niektórzy lekarze wystawiają recepty komputerowo. Z receptami wystawionymi w ten sposób nie mamy kłopotów. Ale tych wypisywanych ręcznie czasami po prostu nie da się odczytać. Nie rozumiem tylko jednego – dlaczego to my, farmaceuci, mamy odpowiadać za niechlujstwo lekarzy?!

Pani Urszula, farmaceutka z Sosnowca
Podczas kontroli Funduszu karani jesteśmy nawet za skrót miejscowości zastosowany przez lekarza na recepcie. Proszę sobie wyobrazić, że po jednym tylko dniu mam w aptece nawet 200 recept do korekty. Część z nich poprawiam umawiając się z lekarzem, że naniesie je własnoręcznie, np. dawkowanie, czy pełną nazwę miejscowości, a potem sam je zaparafuje. Regularnie jeżdżę do przychodni z plikiem nieprawidłowo wystawionych recept – a to z powodu nieczytelnej pieczątki, a to z powodu niewłaściwej dawki leku. Przyzwyczaiłam się już do tego, że takie „wycieczki” wliczam w koszty funkcjonowania mojej apteki. Nie będę ryzykowała kar. Nie jestem w stanie zapanować nad ilością błędów, które pojawiają się na receptach. A uchybienia z PESELAMI, o których ostatnio głośno zrobiło się w mediach, to zaledwie ułamek tego, czego na co dzień doświadczamy w pracy w aptece.

Farmaceuta z Rudy Śląskiej
Mimo złej famy, jaka niesie się w środkach masowego przekazu, lekarze współpracują z nami całkiem dobrze. Dostrzegają problem uchybień związanych z wystawianiem recept. Mam świadomość, że wszelkie popełniane przez nich błędy nie wynikają przecież z ich złej woli. Jesteśmy przecież tylko ludźmi, każdemu wolno się pomylić. Do tego dochodzi jeszcze wiele przepisów, których przestrzeganie może nastręczać wiele dodatkowych problemów. Ubolewam, że w naszym ustawodawstwie nie ma czytelnych aktów prawnych precyzyjnie określających granice odpowiedzialności za nieprawidłowo wystawioną receptę. W cywilizowanych krajach prawo jest skonstruowane w taki sposób, by farmaceucie pomóc, a nie obarczać odpowiedzialnością za coś, co ewidentnie nie jest jego winą, a tym samym prowadzenie apteki zamienić w gehennę. W Polsce apteka nie może się bronić. Panuje monopol Narodowego Funduszu Zdrowia – to sędzia i egzekutor w jednym ciele. Są płatnikiem i natychmiast nakładają na nas kary. Na odwołania sądu można liczyć tylko wtedy, gdy w tak zwanym międzyczasie placówka nie zbankrutuje. A postępowanie trwa nieraz 2, 3 lata.

Pani Monika, farmaceutka z Katowic
W ubiegłym roku śląski oddział Narodowego Funduszu Zdrowia uruchomił tzw. linię faksową, za pośrednictwem której farmaceuci mają przysyłać recepty wystawione z błędami. Nie wiem, jak moi koledzy, ale ja nie zamierzam donosić na lekarzy. Przykro to mówić, ale tego typu działania Narodowego Funduszu Zdrowia odbieram jako ewidentną chęć skłócenia środowiska farmaceutów ze środowiskiem medycznym. W ten sposób tylko jeszcze bardziej pogłębia się przepaść między naszymi korporacjami. A niestety, przyznaję ze smutkiem, że relacje na linii Śląska Izba Aptekarska – Śląska Izba Lekarska i tak do najlepszych nie należą. Nie ma między nami dobrej komunikacji, a takie działania z pewnością nie przyczynią się do poprawienia obecnego stanu rzeczy.

Pan Władysław, farmaceuta z Bytomia
Nie rozumiem rygorystycznych działań Narodowego Funduszu Zdrowia, których doświadczamy podczas kontroli naszych aptek. Przecież rozporządzenie o wystawianiu recept jest skierowane do lekarzy. To oni mają obowiązek nie tylko znać, ale i przestrzegać tego przepisu i w majestacie prawa poprawnie wypełniać druk, który dotyczy przecież obrotu społecznymi funduszami. Z drugiej strony wiem, że w innych częściach Polski można się porozumieć z lekarzami. Można bez problemów poprosić medyka o poprawienie błędu na recepcie. Są w kraju województwa, gdzie farmaceuci potrafią się dogadać nie tylko z Narodowym Funduszem Zdrowia, ale i z lekarzami. Również NFZ ma wypracowane sposoby współpracy z aptekami. U nas tymczasem nie ma miejsca na dyskusję czy konstruktywny dialog. U nas odpowiedzialność za nieprawidłowo wystawione recepty spada wyłącznie na barki farmaceutów prowadzących apteki.

Pani Alina, farmaceutka z Katowic
Obarczanie farmaceutów odpowiedzialnością za nieprawidłowo wystawione przez lekarzy recepty prowadzi do tego, że to właśnie my jesteśmy postrzegani przez naszych pacjentów jako ci najgorsi. W oczach naszych pacjentów jesteśmy ludźmi bez serca, którzy tylko żerują na ich nieszczęściu, po to tylko, by się dorobić. I to jest bardzo krzywdzące dla naszego środowiska, bo dla większości z nas dobro pacjenta jest ponad wszystkim. Tylko my, stykając się na co dzień w naszej pracy z pacjentami, wiemy, jakich obraźliwych i niesprawiedliwych uwag wygłaszanych pod naszym adresem musimy się nasłuchać, kiedy ze względu na błąd na recepcie jesteśmy zmuszeni do odmowy wydania leku. Pacjentów, którzy nie szczędzą nam w takich sytuacjach niegrzecznych uwag, najmniej obchodzą w tej sytuacji błędy na recepcie i to, kto jest ich winien. Całe zdenerwowanie odreagowują na nas. Ale czy to my jesteśmy winni nieprawidłowo wypełnionych recept?

Prześlij dalej