DZIEŃ Z ŻYCIA FARMACEUTY CZ.327 kwietnia 2009

Jeśli pamiętacie zabawną historię, która przydarzyła się Wam w trakcie pełnienia codziennych obowiązków w aptece, prosimy, opiszcie ją w kilku zdaniach i prześlijcie do naszej redakcji!

Będzie nam miło, jeśli zechcecie podzielić się z innymi Czytelnikami Waszym poczuciem humoru, anegdotami, śmiesznymi opowieściami związanymi z Waszą praktyką farmaceutyczną. Najzabawniejsze historie opublikujemy na łamach „Farmacji Praktycznej”, a ich autorzy zostaną nagrodzeni! Poniżej znajda Państwo szczegółowy regulamin naszej zabawy.

Kapturki i oczka z rosołu

Praca w aptece wymaga nie tylko solidnej wiedzy, ale też anielskiej cierpliwości i dystansu w stosunku do pacjentów. Wystarczy przeczytać poniższe historie, które przydarzyły się Pani mgr Marzenie Bochni z Gorlic oraz Pani mgr Marcie Tobiasz z Dziewina, by się o tym przekonać.

Jedna ze stałych pacjentek przyszła pewnego dnia do mojej apteki z receptą na bardzo popularną ostatnimi czasy simvastatynę. Jej mina wyraźnie zdradzała, że jest odrobinę zdenerwowana.
– Pani magister, dlaczego ja muszę brać ten lek? – zapytała wreszcie.
– Zapewne przepisanie tego preparatu lekarz poprzedził badaniem poziomu cholesterolu, prawda? – wyjaśniłam pokrótce.
– No tak, robiłam te badania w ubiegłym tygodniu.
– W takim razie jest wskazanie farmakologicznego obniżenia u pani poziomu cholesterolu. Proszę zażywać ten lek zgodnie z zaleceniami lekarza – nakazałam pacjentce.
Kobieta kupiła lek i poszła do domu. Jednak po godzinie wraca do apteki i prosi o krótką rozmowę.
– Pani Marzeno, czytałam ulotkę dołączoną do leku i tam jest napisane, że lek stosuje się, gdy nie pomaga dieta. A ja diety nie stosowałam. Na czym ona polega? – zapytała pacjentka. Zrobiłam jej więc krótki wykład na temat spożywania dużych ilości warzyw i ograniczenia smażonych potraw, dodając przy tym, by jednocześnie stosować zapisany przez lekarza lek.
– Ale pani magister, ja przecież zdmuchuję te oczka z rosołu! To skąd u mnie ten cały „colesterol” ?…

***

Rzecz dzieje się na nocnym dyżurze. Do apteki wchodzi młody mężczyzna, w wieku ok. 25-30 lat i nieco skrępowanym tonem prosi farmaceutkę o podanie „tych, no wie Pani, takich kapturków…”. Farmaceutka z miejsca kieruje się w stronę półki z rozmaitymi prezerwatywami, zabiera kilka rodzajów i pokazuje je mężczyźnie. A ten zaczyna się śmiać. „Nie, nie o takie kapturki mi chodzi. To mają być kapturki na piersi dla karmiącej matki!” (czyli silikonowe osłony na piersi). Rozbawiony mężczyzna płaci, a na odchodnym dodaje: „Swoją drogą, podoba mi się Pani tok myślenia…”. Zawstydzona farmaceutka odwzajemnia uśmiech i żegna sięz mężczyzną.

Prześlij dalej