Szaleństwo z St. Moritz5 lutego 2009

szalenstwo-z-st-moritz

W dzieciństwie prawie każdy z nas jeździł na sankach i wspaniale się przy tym bawił. Po latach jazda na sankach wydaje się niepoważną, dziecinną zabawą. Nic bardziej mylnego!

– Super sanki, które kosztują tyle, co sprzęt narciarski, robią furorę. Każdy zwraca na nie uwagę i chciałby na nich zjechać. Sanki już dawno przestały być synonimem zabawki – ocenia Marek Olech, biznesmen, który od 2 lat jeździ na nowoczesnych sankach po stokach Alp. Walory jazdy na sankach zaczynają doceniać również polscy celebrity. Amatorami jazdy na sankach okazali się piosenkarz Norbi i jego żona Marlena, którzy swoją podróż poślubną spędzili w Livigno, we włoskich Alpach. Piosenkarz korzystał z uroków kurortu, spędzając czas na zjazdach na sankach. Na sankach widziano też aktorki Tamarę Arciuch-Szyc oraz Annę Przybylską. Warto więc pomyśleć o tym, by zamienić wysłużone i nudne narty na nową generację sanek i… polansować się na stoku.

Zabawka dla bogatych

Sanki zaczęto wykorzystywać do rekreacji dopiero w XIX w. Były zabawką dla dzieci. Około 1870 r. do sanek dodano nową funkcję – możliwość sterowania. W tej wersji mogli je wypożyczać goście szwajcarskiego hotelu St. Moritz, jako jedną z lokalnych atrakcji. W drugiej połowie XIX w. sanki zaczęły być używane również jako sprzęt sportowy. Potem gościom hotelu St. Moritz zostały udostępnione bobsleje. Wówczas były to po prostu przedłużone sanki, na których można było zjeżdżać grupowo. Kiedy zjazd na sankach został włączony do rodziny sportów zimowych, zmianie uległa również ich budowa.

Od drewna do aluminium

– W tej chwili na rynku sanek rekreacyjnych są dwie tendencje. Jedna z nich oznacza powrót do naturalnych tworzyw i tradycyjnych wzorów, druga to postawienie na nowoczesne kompozyty. Sanki wykonane z tworzyw sztucznych są zdecydowanie bardziej wytrzymałe od drewna, jednocześnie nie są tak ciężkie jak metalowe. Mają też zdecydowanie bardziej atrakcyjną stylistykę od drewnianych sanek – mówi Artur Porębski, sprzedawca sprzętu zimowego. Supernowoczesnych sanek na rynku nie brakuje, tyle że trzeba za nie słono zapłacić. Porsche – producent luksusowych aut, postanowiło wypuścić na rynek równie luksusowe sanki, które kosztują ok. 2000 zł! Model składa się tylko z bardzo wytrzymałych, aluminiowych rurek i siedziska. Ten minimalistyczny wygląd na pewno spodoba się kolekcjonerom i fanatykom sportów samochodowych.
Swoją linię sanek stworzyła także inna firma motoryzacyjna, a mianowicie Volkswagen. Najtańsza wersja dla dzieci kosztuje 129 zł, specjalnie dla dorosłych stworzono pięknie wystylizowane sportowe sanki, kosztujące 389 zł. Wykonane z lekkiego, wytrzymałego plastiku, powinny nam posłużyć kilka sezonów. Jeśli szukamy czegoś bardziej profesjonalnego, powinniśmy zwrócić uwagę na sanki Alu High- Tech Sled. To cacko kosztuje 449 euro, jest zrobione z aluminium i posiada hamulec ręczny oraz amortyzator! Dodatkowo po skończonej zabawie możemy je złożyć i schować do pokrowca. Na takich sankach możemy rozwijać prędkość, nawet do 100 km/h!

Grunt to technika i przygotowanie

Techniki zjeżdżania na sankach są bardzo różne.
– Najpopularniejszym jest zjazd klasyczny, czyli w pozycji, w jakiej siedzimy na krześle. Drugi, który zapewni nam większą prędkość, to „na leżąco”, wówczas steruje się poprzez balans ciałem. Z kolei najbardziej ryzykownym sposobem jazdy jest pozycja z głową do przodu. Tego ostatniego nie polecam – mówi Marcin Sobolewski, saneczkarz. Przy zjeżdżaniu w pozycji „twarz do dołu” wypadki zdarzają się znacznie częściej niż w innych pozycjach. Powodem może być zaburzenie równowagi. Należy także pamiętać o rozgrzewce, która może zapobiec ewentualnym kontuzjom.
Żadnego sportu zimowego nie omija moda. Wszystkie trendy, które obejmują snowboardzistów i narciarzy dotyczą także miłośników sanek. Kolorowe, wełniane czapki, rękawice, gogle, nieprzemakalna kurtka – w to także powinien być zaopatrzony saneczkarz. Istotnym elementem są też buty, którymi hamujemy, powinny być wytrzymałe i nieprzemakalne. Uzbrojeni w sanki i dobry ekwipunek możemy zarówno dobrze bawić się na stoku, a także polansować na nowoczesnych sankach, które będą obiektem zazdrości wielu narciarzy i snowboardzistów.

Na stok marsz!

Najczęściej na sanki wybieramy się na nieprzystosowane do sportowej rywalizacji górki.
– Swoją popularność rekreacyjne saneczkarstwo zawdzięcza temu, że nie trzeba zbyt długo się uczyć, aby zjechać z górki. Oczywiście, gdy zjeżdżamy samemu. Zjeżdżanie w dwie osoby to już wyższy stopień zaawansowania! – opowiada Radosław Goc, saneczkarz-amator. – A jeśli przyjdzie Wam ochota na zjazd z osiedlowej górki pod blokiem, wybierajcie tereny, na których nie ma żadnych przeszkód. Należy także trzymać się z dala od wzniesień położonych w pobliżu ulic i stawów – dodaje.

Prześlij dalej