Nowy rok, chudy rok?5 lutego 2009

Polscy ekonomiści są zgodni – bieżący rok będzie jednym z najtrudniejszych w tej dekadzie. Kryzys mają odczuć wszystkie sektory gospodarki, a przede wszystkim zwykli ludzie. Nic dziwnego, że wielu farmaceutów obawia się o spadek sprzedaży leków i miejsca pracy.

Tadeusz Krzyński, farmaceuta z Wrocławia, planował w tym roku rozbudowę swojej apteki. Planował, bo informacje o nadchodzącym kryzysie skutecznie go od tego odwiodły.
– W pierwszej połowie bieżącego roku na pewno nie będę inwestował w moją aptekę – mówi Krzyński. – Prowadzę działalność od blisko 20 lat i przetrwałem już kilka kryzysów. Najważniejsze w takim czasie to mieć oszczędności, bo mogą przyjść takie miesiące, że do interesu trzeba będzie dopłacać – przyznaje, dodając, że na tym nie koniec zaciskania pasa. Oprócz rezygnacji z rozbudowy placówki, wrocławski farmaceuta zamierza ograniczyć również asortyment swojej apteki – jak mówi, zacznie od dostępnych w jego placówce kosmetyków. – Jak ludziom brakuje pieniędzy, to oszczędzają i nie wydają ich na zbytki. Dlatego tego rodzaju asortyment, choć do tej pory sprzedawał się doskonale, niebawem może zalegać na półkach. Nieraz już tak bywało, jak nastawały chude lata i trzeba było zaciskać pasa – prognozuje.

Trudniej o pracę

O najbliższych miesiącach z niepokojem myślą nie tylko właściciele aptek, ale również zatrudnieni w nich farmaceuci. Katarzyna Leśniewska od roku pracuje w aptece w Katowicach. Jeszcze kilka tygodni temu myślała nad zmianą pracy. Teraz się waha.
– Do tej pory farmaceuci nie mieli żadnego problemu ze znalezieniem zatrudnienia. Jeśli nie podobało mi się w jednej aptece, to wybierałam następną. Niestety, wydaje mi się, że te czasy odchodzą w niepamięć i taki komfort psychiczny może się lada chwila skończyć. Dlatego lepiej jest teraz nie wybrzydzać, siedzieć w jednym miejscu i przeczekać niespokojny okres, pracując na swój staż. Wiadomo przecież, że jeśli będą zwalniać, to zaczną od tych, co pracują najkrócej – uważa Katarzyna Leśniewska.
Choć sposoby na przetrwanie nadchodzącego chudego roku farmaceuci mają różne, to główne zagrożenie, jakie widzą, jest zazwyczaj jedno. Obawiają się, że małe apteki mogą zostać wyparte z rynku przez duże sieci.
– To oczywiste, że w dobie kryzysu ludzie będą odwiedzać te apteki, gdzie leki można kupić najtaniej – tłumaczy Elżbieta Zawadzka, farmaceutka z Warszawy. – Już teraz wielu klientów, zanim przyjdzie do nas zrealizować receptę, dzwoni najpierw i pyta, ile kosztuje u nas konkretny preparat. Zazwyczaj w aptece należącej do którejś z sieci ceny leków są o kilka procent niższe. A my nie możemy narzucać tak małej marży, bo mamy wówczas o wiele niższe obroty. Dlatego przegrywamy walkę o klienta. Szczególnie o osoby przewlekle chore, które muszą co miesiąc przeznaczyć odpowiednią kwotę na leczenie – dodaje.

Resort kończy z patologią

Choć polskie ustawodawstwo teoretycznie chroni małe apteki przed dominacją dużych korporacji, to w praktyce prawne regulacje są martwe.
– Przepis mówi o zakazie posiadania więcej niż jednego procenta placówek na danym terenie przez jednego właściciela – mówi Piotr Jóźwiakowski, rzecznik Naczelnej Izby Aptekarskiej. – Jeśli chodzi o Kraków, oznacza to, że jeden właściciel nie może posiadać więcej niż 10 aptek. Jednak wystarczy być współwłaścicielem, żeby posiadać ich nawet trzysta. Takie niedoprecyzowanie przepisów sprawia, że setki małych aptek egzystują na granicy opłacalności, nie mogąc sprostać konkurencji większych rywali – dodaje.
Tymczasem resort zdrowia zapowiada, że już niebawem ta patologiczna sytuacja się skończy.
– Obecnie w ministerstwie trwają prace nad nowelizacją ustawy Prawo farmaceutyczne – mówi Jakub Gołąb, rzecznik ministra zdrowia. – W projekcie znajdują się przepisy antykoncentracyjne, które zmierzają do ograniczenia możliwości zmonopolizowania lokalnych rynków aptek. Projektowane przepisy zakładają uniemożliwienie hurtowniom farmaceutycznym równoczesne prowadzenie sieci aptek. Nowelizacja Prawa farmaceutycznego zmierza do wprowadzenia na rynku aptecznym jak największej i jednocześnie uczciwej konkurencji oraz ma na celu ograniczenie możliwości wprowadzania lokalnych monopoli czy zmów cenowych właścicieli aptek – dodaje.
Niestety prawo nie może działać wstecz i te apteki, które już są w rękach korporacji, będą mogły działać dalej bez większych przeszkód. Co w połączeniu z trudną sytuacją na rynku rzeczywiście może doprowadzić do upadku wielu aptek.

Leki to nie luksus

Jednak nie wszyscy farmaceuci obawiają się nadchodzących miesięcy. Są wśród nich tacy, którzy z optymizmem patrzą w przyszłość. Zgodnie przyznają, że kryzys może rzeczywiście uderzyć w Polskę, ale są przekonani, że nie dosięgnie rodzimego rynku farmaceutycznego.
– W dobie kryzysu martwić powinni się sprzedawcy mieszkań, drogich samochodów czy sprzętu audio – mówi Karol Góral, farmaceuta z Wołomina. – Jeśli w nasz kraj uderzy kryzys, Polacy może i zaczną oszczędzać, ale raczej na dobrach luksusowych. Póki co, w naszym kraju leki do nich nie należą. Może rzeczywiście trzeba będzie w kilku przypadkach nieco obniżyć marżę, na kilku specyfikach tak, by przyciągnąć pacjentów, ale nie powinno być źle. Udało nam się przetrwać już gorsze czasy – dodaje.
Niestety, optymizmu pana Karola nie podziela Naczelna Izba Aptekarska, która z niepokojem patrzy w przyszłość.
– Gospodarka to naczynia powiązane – mówi Piotr Jóźwiakowski. – Znaczącą część pacjentów aptek stanowią emeryci. Przykro o tym mówić, ale do tej pory wystarczyło, że ceny prądu, gazu czy wody rosły o kilka procent, a starsze osoby przestawały realizować recepty, bo zwyczajnie nie było ich stać na wykupienie leków. Dlatego ogromną rolę w tym, czy kryzys odbije się niekorzystnie na rynku farmaceutycznym, a co za tym idzie, na samych pacjentach, ma do odegrania Narodowy Fundusz Zdrowia. To głównie od tego, ile pieniędzy przeznaczy na refundację leków, będzie zależało, ile z nich i przez kogo zostanie wykupionych – dodaje.

NFZ obcina refundację

Do tej pory NFZ z roku na rok zwiększał pulę pieniędzy przeznaczonych na refundację leków. W 2006 r. było to 6 690 066,73 tys. zł. Rok później już 6 719 002,63 tys. zł. W minionym roku padł rekord – 7 426 884 tys. zł. I jest to kwota na razie szacunkowa, bo rzeczywiste wydatki są dopiero zliczane i będą znane najwcześniej za kilka tygodni. 2009 r. pod tym względem będzie nieco gorszy od poprzedniego, NFZ planuje wydać na refundację leków 7 330 389 tys. zł. Liczby te mogą niepokoić, ponieważ lista leków refundowanych pozostała niemal niezmieniona. NFZ jednak uspokaja.
– Przeprowadziliśmy wyliczenia, z których wynika, że proponowana przez nas kwota jest dobrze skalkulowana – mówi Magdalena Stawarska z biura prasowego NFZ. – Z roku na rok weryfikujemy nasze wydatki i przekazujemy środki tam, gdzie są najbardziej potrzebne – zapewnia. NFZ podkreśla, że będzie śledzić sytuację na bieżąco i jeśli kryzys będzie większy niż przewidziano, zweryfikuje swoje wyliczenia.

Prześlij dalej