Zmierzch leków recepturowych19 grudnia 2008

Coraz mniej aptek zajmuje się dziś wytwarzaniem leków recepturowych. Wielu aptekarzy, a także ekspertów z dziedziny farmacji uważa, że produkowane przez koncerny farmaceutyczne specyfiki tak szczelnie wypełniają obecny rynek, że na leki recepturowe nie ma już na nim miejsca.

Dla właściciela apteki leki recepturowe kojarzą się dziś z mnóstwem pracy, poważnymi kosztami, minimalnym zyskiem, a najczęściej ze stratami – mówi Paweł Krotoski, farmaceuta z Jeleniej Góry, tłumacząc, na czym polega istota problemu. Przede wszystkim, aby apteka mogła świadczyć usługi sporządzania leków recepturowych, musi posiadać sterylne pomieszczenie. Co prawda nie musi być ono duże, ale jeśli właściciel apteki wynajmuje pomieszczenia, tak czy inaczej generuje to dodatkowe koszty. Aptekarz zwraca też uwagę na rozmiary opakowań, w jakich składniki konieczne do przygotowywania leków recepturowych są dostępne. – Najmniejsze podkłady pod maści można nabyć w półkilogramowych pojemnikach. Jeśli nawet raz w tygodniu przyjdzie do mnie pacjent z receptą na maść to i tak miną miesiące, zanim wykorzystam cały pojemnik. A to dzieje się niezwykle rzadko, bo najczęściej termin ważności podkładu upłynie wcześniej – mówi Krotoski.

Jak je rozliczać?

Oprócz generowania dodatkowych kosztów, leki recepturowe bardzo często sprawiają farmaceutom problemy natury formalnej.
– Preparaty te sporządzane są indywidualnie, na potrzeby konkretnego pacjenta, zgodnie z dawkami zaordynowanymi przez lekarza – mówi Anna Zalewska, farmaceutka z Warszawy. – Są one różne, często naprawdę małe, jak choćby w przypadku dzieci czy osób starszych. Tu pojawia się problem, jak taki specyfik rozliczać, jeśli jest on na liście leków refundowanych, ale poniżej najniższej zarejestrowanej dawki? Czyżby świadczyło to o słabej wiedzy ustawodawcy, który nie przewidział, że ten lek może występować również w tak niewielkiej dawce i że można sprzedawać go w takiej postaci na ryczałt?
A może zgodnie z literą prawa powinniśmy przyjąć, że skoro nie ma go na liście, to jest w stu procentach płatny – zastanawia się farmaceutka, dodając, że obecnie pracuje w dwóch aptekach i w każdej problem ten jest rozwiązywany inaczej. Prawo farmaceutyczne sugeruje co prawda, że tego typu leki można sprzedawać na zasadzie ryczałtu. Tymczasem przedstawiciele izby aptekarskiej na zjazdach sugerują jednak, by sprzedawać je jako pełnopłatne. Wszystko po to, by później uniknąć ewentualnych kłopotów przy rozliczaniu z Narodowym Funduszem Zdrowia.

Prawie jak placebo

Również lekarze coraz częściej przyznają, że odchodzą od praktyki ordynowania pacjentom leków recepturowych.
– Najczęściej leki recepturowe przepisuję osobom starszym, głównie na ich wyraźne życzenie – mówi Jerzy Chrostek, dermatolog z Płońska. – Sam jednak osobiście traktuję te specyfiki jako placebo. Wiem, że nie zaszkodzą, a pacjentka, która mówi, że tą żółtą maścią to ona się smaruje już od 10 lat i bardzo jej pomaga na skórę i bardzo mnie prosi o nową receptę, bo ta maść już się jej skończyła, będzie zadowolona – dodaje. Dermatolog przyznaje jednocześnie, że młodsi pacjenci do leków recepturowych podchodzą ostrożnie i z rezerwą. Wolą specyfiki dużych firm farmaceutycznych, które wydają się im bardziej skuteczne i sprawdzone.
– Gdy oferuję, że przepiszę maść, którą przygotuje dla nich farmaceuta, zazwyczaj pada pytanie czy na rynku nie ma przypadkiem gotowego specyfiku jakiejś znanej firmy. Decydują się na produkt „fabryczny” nawet wtedy, gdy ostrzegam, że może działać gorzej niż lek recepturowy. Najczęściej jednak swój wybór pacjenci argumentują zwykłym brakiem czasu na szukanie apteki, która go przygotuje. Do tego jeszcze dwie wizyty w aptece – najpierw z receptą, a potem po odbiór specyfiku – wyjaśnia dr Chrostek.

Siła w skuteczności

Mimo tylu argumentów „na nie”, są wciąż farmaceuci, którzy bez leków recepturowych nie wyobrażają sobie wykonywania swojego zawodu.
– Farmaceuta nie może mieć duszy sklepikarza, który widzi jedynie zysk i sprzedaje wyłącznie te towary, które mu go zapewnią – mówi Tadeusz Woźniczak, farmaceuta spod Poznania, z 32-letnim stażem pracy. – Nasz fach jest zawodem użyteczności publicznej. Razem z lekarzami mamy obowiązek dbać o zdrowie pacjentów. Sporządzanie leków to ogromna przyjemność, historia i podstawa naszego zawodu – dodaje.
Podobnego zdania jest również Marek Jędrzejczak, wiceprezes Naczelnej Izby Aptekarskiej. Nie tylko uważa, że leki recepturowe to tradycja, którą należy kultywować, ale także widzi w nich przyszłość farmacji.
– W tej chwili można mówić o prawdziwym renesansie leków recepturowych – przekonuje Jędrzejczak. – Po prawdziwym zastoju, jaki można było zaobserwować pod koniec lat 90. ubiegłego wieku i na początku tego stulecia, obecnie coraz więcej lekarzy i pacjentów wraca do sprawdzonych środków. Sam mam aptekę i ten wzrost mogę ocenić na kilkadziesiąt procent – dodaje. Wiceprezes NIA wzrost popularność leków recepturowych upatruje przede wszystkim w ich skuteczności – Leki recepturowe są sporządzane dla konkretnej osoby, dlatego ich dawka jest odpowiednio dobrana, co gwarantuje ich skuteczność – dodaje Marek Jędrzejczak.

Zajęcie dla techników

Żadnych złudzeń co do przyszłości leków recepturowych nie ma natomiast prof. dr hab. Marek Naruszewicz, dziekan wydziału farmaceutycznego Akademii Medycznej w Warszawie. Jest przekonany, że tego rodzaju leki niebawem zupełnie znikną z aptek.
– Tak stało się już na Zachodzie, gdzie praktycznie zaprzestano sporządzania leków recepturowych – mówi prof. Naruszewicz. – Tak samo będzie i w Polsce. Przed nowoczesną farmacją stoją wyzwania o niebo poważniejsze, niż sporządzanie czopków. Przyszłość tego zawodu to przede wszystkim opieka farmaceutyczna nad pacjentem, jak również kontrola dotycząca tego, jak dane leki działają na chorego – dodaje. Dziekan wydziału farmaceutycznego stołecznej uczelni nie ma też dobrego zdania na temat skuteczności leków recepturowych. Uważa, że spora część z nich to środki o działaniu podobnym do placebo.
– Większość ze środków z listy leków recepturowych nigdy nie była przebadana klinicznie, dlatego trudno mówić, w jakim stopniu te preparaty leczą. Biorąc pod uwagę ostatnie badania leków na nadciśnienie, z których wynika, że wiele z nich działa w zaledwie 10 procentach, uważam, że należy w stosunku do leków recepturowych zachować ostrożność i powściągliwość – przyznaje.
Mimo to prof. Naruszewicz jest przeciwny wyrzucaniu z programu studiów farmaceutycznych zajęć, na których studenci uczą się sporządzania tych specyfików.
– To część historii tego zawodu i każdy farmaceuta musi to umieć. Jednak uważam, że w praktyce przygotowywaniem leków recepturowych powinni zajmować się raczej technicy farmacji, pracujący, rzecz jasna, pod okiem farmaceutów – dodaje.

Prześlij dalej