Niebiańskie rozkosze podniebienia19 grudnia 2008

Konfitura anielska, medytacyjna czy niewiernych? A może sos szafarza lub musztarda templariuszy? Wbrew pozorom nie są to XV-wieczne specjały, lecz produkty oferowane przez tynieckich zakonników.

Zakony od wieków pielęgnują tradycję wyrobu artykułów spożywczych opartych na sprawdzonych recepturach. Zainteresowanie tymi produktami jest ogromne, a miejsc na mapie Polski, w których można je nabyć, jest coraz więcej. Jednym z nich jest krakowski Tyniec.

Sekret mnicha

Benedyktyni od zawsze byli ostoją bezpieczeństwa i pokoju. Dzielili się swoją wiedzą kulinarną, którą opanowali do perfekcji. Wyjątkowa jakość produktów o naturalnych walorach nieodmiennie pociągała ludzi ze świata zewnętrznego. Ojciec Zygmunt Galoch, biznesmen z krwi i kości, postanowił rozpocząć profesjonalną działalność gospodarczą, otwierając przyklasztorną kawiarnię, a później restaurację.
Zakonnicy pomyśleli także o ekspansji na rynek ogólnopolski i otworzyli punkty dystrybucji w porozumieniu między innymi z siecią delikatesów „Alma” (produkty są droższe niż te kupione w Tyńcu, ale bracia muszą pokryć koszty transportu). Oparli się oni na sprawdzonej metodzie franchisingu – wykorzystali kapitał uczciwych partnerów, chcących zainwestować, oferując w zamian szyld, logo i benedyktyńskie wiktuały. Zakup licencji jest jednorazowy, a wyposażenie – system komputerowy zarządzający całym projektem, meble, wizualizacja wewnętrzna i zewnętrzna – dostarcza przyklasztorna firma.
– Byliśmy zasypywani pytaniami, gdzie można nabyć nasze produkty. Uznaliśmy, że warto otworzyć własne punkty sprzedaży w całej Polsce. Brak dostatecznych środków finansowych sprawił jednak, że musieliśmy się zastanowić nad inną formą naszej obecności na rynku – wspomina ojciec Zygmunt.

I mydło, i powidło…

W sklepach benedyktyńskich znaleźć można „i mydło, i powidło”, czyli: syropy, wędliny, grzyby w zalewach, konfitury, makarony, sery, suszone owoce, miody, wyborne wina i miody pitne, piwa, herbatki ziołowe, cukierki, a nawet chleb. Dostępne są także pielęgnacyjne ekoprodukty: naturalne mydła (owsiane, nagietkowe, pokrzywowe), szampony – z rumiankiem, z pokrzywy, olejki kąpielowe z dodatkiem sosny i rozmarynu. Zwyczaj hodowania przez benedyktynów w klasztornych ogrodach ziół leczniczych zaowocował do dziś popularnymi mieszankami ziołowymi, stosowanymi w branży kosmetycznej. Nazwy wszystkich specjałów w niezwykle sugestywny sposób oddziałują na wyobraźnię odbiorcy. Któż by się oparł chociażby „lodom truskawkowym w towarzystwie konfitury wesołego mnicha” czy „roladzie furtiana w polędwicy wołowej na sosie borowikowym ułożonej”? Dania te znaleźć można w menu przyklasztornej restauracji, przygotowanym dla wyjątkowych gości (dla benedyktynów każdy gość jest wyjątkowy!). W przyrządzanie potraw i produkcję wiktuałów benedyktyni wkładają wiele serca i swoją filozofię, a ich motto życiowe brzmi: „Ora et labora”, czyli „módl się i pracuj”.

Dzięki Bogu…

Skąd wzięła się inwazja zakonnych produktów?
– Trzeba sobie jakoś radzić. W końcu musimy zarobić na remonty i nasze utrzymanie – tłumaczy ojciec Galoch.
Zakonnicy planują podbić także rynki zachodnie. Swoje wyroby chcą sprzedawać w Berlinie, Wiedniu i Brukseli. Starają się również nawiązywać współpracę z klasztorami węgierskimi oraz hiszpańskimi, słynące chociażby z doskonałego wina, herbaty czy octu winnego. W tym roku w Tyńcu po raz drugi odbyły się targi benedyktyńskie. Na dziedzińcu prawie tysiącletniego klasztoru zaroiło się od straganów z pysznościami. Największą popularnością cieszyły się piwa; szafarz (piwo ciemne), miodowe, opat (jasny, z lekką nutką goryczki) oraz przeor – mniej słodki w smaku. Kolejna edycja, dzięki Bogu, już w 2009 r.

Prześlij dalej