Miłość mrokiem podszyta5 września 2008

milosc-mrokiem-podszyta

Po siedemnastu latach Jerzy Skolimowski, jedna z największych osobowości światowego kina, przerywa milczenie i wraca do reżyserii. I to w wielkim stylu.

Film „Cztery noce z Anną” jest oparty na autentycznych wydarzeniach. To intymna historia o miłości, podszyta mrokiem, obsesyjnym pożądaniem. Reżyser zadaje pytanie o naturę i granice uczuć, budowanie relacji we współczesnym świecie pełnym podziałów oraz dystansu do drugiego człowieka.

Voyerysta z małej mieściny

Prowincjonalne miasteczko gdzieś na Mazurach. Leon Okrasa (w tej roli Artur Steranko), pracujący jako palacz w szpitalnym krematorium, zakochuje się w pielęgniarce – tytułowej Annie (Kinga Preis). Kobieta nie zauważa introwertycznego Leona, który usilnie stara się do niej zbliżyć. Próby te rozpoczyna od podglądania swojej wybranki, ale z czasem posuwa się dalej – odurza ją środkami nasennymi. Przez okno dostaje się do jej pokoju i po raz pierwszy przygląda się Annie, spędzając przy jej łóżku długie godziny. Sama jej bliskość wystarcza Okrasie, mężczyzna nie spodziewa się żadnej reakcji. Nie wykorzystuje też chwil obcowania z nieświadomą Anną: nie gwałci jej, nie dotyka. Jego uczucie jest paradoksalnie czymś szczerym: Leon troszczy się o swoją wybrankę, malując jej paznokcie i naprawiając sfatygowany fartuch pielęgniarski. Kupuje także drogi pierścionek, ofiarowuje go śpiącej Annie i wyznaje jej miłość. W końcu jednak zostaje złapany przez policję.

Emocje jak u Hitchcocka

Prosta na pozór historia Leona i jego sąsiadki cały czas zaskakuje widza. Reżyser burzy chronologię wydarzeń, podsuwa fałszywe tropy w postaci retrospektywnych obrazów. Niewielka ilość dialogów buduje napięcie, wytwarza tajemniczą aurę. Film jest nacechowany emocjonalnością, a świetna obsada aktorska wyczarowuje klimat rodem z „Psychozy” Alfreda Hitchcocka. Atmosfera surrealizmu przeplata się z elementami tragikomedii. Niewątpliwym atutem są obrazy Adama Sikory, twórcy zdjęć do wielokrotnie nagradzanych filmów, takich jak: „Wojaczek” (1999) „Angelus” (2001), oraz charakterystyczna muzyka Michała Lorenca.

Oklaski w Cannes

Film nie ma znamion komercji, o której z niechęcią mówi zresztą sam reżyser. Cannes przyjęło dzieło Skolimowskiego niezwykle ciepło. Dziennikarze francuskiego „Le Monde” uznali „Cztery noce z Anną” za arcydzieło: „To alegoria bezsilnej i niemej obsesji palacza z krematorium na punkcie nijakiej, niewyraźnej blondynki – Anny. To film nieprzeciętny, metafizyczny” – czytamy na łamach dziennika. Czy obraz spotka się z uznaniem rodzimej publiczności? Czas pokaże…

Prześlij dalej