Kosmetyki z lodówki4 września 2008

kosmetyki-z-lodowki

Do soków jednodniowych zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Teraz czas oswoić się z kosmetykami o równie naturalnym składzie i zaledwie dwumiesięcznej dacie przydatności. Z sokami łączy je jeszcze jedno najlepiej trzymać je w lodówce.

Na Zachodzie rośnie popularność niewielkich lodówek na kosmetyki. Trudno nie dostrzec związku rosnącego na nie popytu z rozwojem produkcji kosmetyków ekologicznych. Według standardów Ecocert specyfiki takie mogą zawierać co najwyżej 5 proc. sztucznych składników, w tym konserwantów. Niektórzy producenci, jak Bioéthique czy Ringana, poprzeczkę stawiają sobie jeszcze wyżej, tworząc kosmetyki wyłącznie z naturalnych komponentów. W roli konserwantów występują wtedy wyciągi roślinne i olejki eteryczne.

W polskiej lodówce

Naturalność składników wiąże się jednak ze skróceniem ich daty przydatności oraz z koniecznością przechowywania preparatu w specjalnych warunkach. Przykładem może być polska marka Fridge by yDe, do której przekonała się już Justyna Steczkowska. Klient otrzymuje prosto z lodówki preparat, który w sklepie mógł stać najwyżej tydzień. Na jego wykorzystanie pozostało mu 2,5 miesiąca.
– W naszych kosmetykach nie stosujemy nawet alkoholu, który wprawdzie nie jest syntetyczny, ale także niezbyt korzystnie działa na skórę – zapewnia Magdalena Beyer, pomysłodawczyni linii Fridge.
Tego typu kosmetyki wciąż jeszcze pozostają w Polsce zjawiskiem niszowym. Wynika to po pierwsze z trudności związanych z dystrybucją – ich przechowywanie wymaga od sprzedających ogromnej dbałości. Druga kwestia jest prostym następstwem tego faktu – cena kosmetyku jest dość wysoka. Przykładowo: za 50 ml kremu do twarzy Fridge zapłacimy 198 zł.

Czy coś nie tak?

Nasuwa się pytanie, na ile kosmetyki ekologiczne mogą konkurować z konwencjonalnymi pod względem skuteczności.
– Trudno wprowadzić generalną zasadę, które są lepsze – rozważa Aleksandra Sołyga z Centrum Naukowo Badawczego dr Irena Eris. – Te pierwsze na pewno są bardziej przyjazne dla środowiska, mają jednak kilka wad. Filtry mineralne są z reguły słabsze od syntetycznych. Pojawia się także problem ze stabilnością mikrobiologiczną.
– To prawda, jeśli ktoś będzie nakładał krem zakażonym palcem, na powierzchni preparatu może pojawić się pleśń – przyznaje Magdalena Beyer. – Można dorzucić syntetyk i mieć z tym spokój. My postanowiliśmy jednak zaryzykować, aby osiągnąć produkt w pełni naturalny.

A może warto?

Dlaczego naturalność miałaby być warta aż takich starań?
– Kosmetyki ekologiczne są bezpieczne przy długotrwałym używaniu – tłumaczy Larysa Dysput-Goławska, właścicielka Laboratorium Kosmetycznego Ava – wywierają mniejsze skutki uboczne i według badań są lepiej tolerowane przez skórę niż wytwarzane w drodze syntezy organicznej.
Tego typu kosmetyki poleca także swoim pacjentom dermatolog, dr Halina Brodecka: – Wybieram kosmetyki konwencjonalne, dopiero kiedy nie znajduję odpowiednich preparatów naturalnych. Względy ekologiczne mają tu drugorzędne znaczenie. Decyduje po prostu skuteczność.

Prześlij dalej