Dzieci lubią wygłupy4 września 2008

Są pierwsze do zabawy i wygłupów, także gdy się uczą. Czy hamować tę naturalną dziecięcą skłonność? W sukurs zatroskanym rodzicom przychodzi współczesna neurobiologia, dostarczając dowodów na korzystne działanie pozytywnych emocji podczas uczenia się.

Drugoklasista Jaś upodobał sobie wiersz Jana Brzechwy „Entliczek pentliczek”. Zaśmiewał się, gdy czytał go tata, potem sam próbował recytować i pokazywać, jak robaczek pełznie do miasta, jak bardzo jest nieszczęśliwy, że nie może zjeść befsztyczka. Młodszy o 2 lata brat Jasia został odbiorcą jego recytatorskich popisów. Bawiąc się słuchaniem, nie wiedzieć kiedy, nauczył się wiersza. Zaczęły się zawody, kto lepiej opowie historyjkę robaczka. Potem rodzice kupili chłopcom zbiór wierszy Wandy Chotomskiej „Remanent”. Ile było radości przy czytaniu historii o lokomotywie, która chciała piwa czy o dziadku, który znalazł w jajku kurczę blade. Nikt nie musiał zachęcać chłopców do czytania wszystkich wierszy i uczenia się ulubionych na pamięć. Świetna zabawa… i doskonała nauka.

Zejdźmy z koturnów

Dorośli często popełniają błąd, traktując początkowy okres uczenia się dziecka (także jeśli chodzi o mowę) śmiertelnie poważnie. Szukają poważnych podręczników, każą dziecku siedzieć i uważnie słuchać… i nie wygłupiać się. Robią poważne wykłady. A dzieci kochają wygłupy, zabawę, śmiech.
Pozytywne emocje związane z zabawą nie są wrogiem rozumu. Wręcz przeciwnie. Sprzyjają procesom poznawczym, łączeniu nowych treści z tym, co już poznane i stosowaniem nowej wiedzy w różnych sytuacjach. Nasze myślenie staje się szersze, bardziej kreatywne. Dowodu na prawdziwość tej tezy dostarczyli niemieccy uczeni (prof. Erk i współpracownicy) w 2003 r., przeprowadzając eksperyment z wykorzystaniem czynnościowego rezonansu magnetycznego (fMRI). Badanym osobom zaprezentowali najpierw obrazki wywołujące odpowiednio pozytywne, negatywne lub neutralne emocje. Potem pokazywali im neutralne wyrazy do zapamiętania. Kolejnym etapem było przypominanie sobie przez badanych zapamiętanych wyrazów. Okazało się, że najlepiej zostały zapamiętane wyrazy, które magazynowane były w pozytywnym kontekście. Ponadto, w zależności od kontekstu emocjonalnego towarzyszącego zapamiętywaniu, inne obszary mózgu były aktywowane. Uczenie, któremu towarzyszył dobry nastrój, okazało się skuteczniejsze. Uśmiechnięta buzia malucha może więc oznaczać, że nauka przyniesie więcej korzyści.

Uśmiech – ale po co?

Sukcesy w nauce czytania i pisania odnoszą dzieci, które opanowały dobrze takie umiejętności jak rozumienie mowy i mówienie. Kolejnym dość trudnym zadaniem jest opanowanie umiejętności świadomego dzielenia wypowiedzi na wyrazy, a wyrazów na sylaby i głoski. To wyzwanie dla sześciolatka, chociaż w przedszkolach próbują sił w tego typu ćwiczeniach już pięciolatki, a sporadycznie nawet czterolatki.
O ile proces nauki czytania i pisania jest pod kontrolą szkoły i nauczycieli, to zdobywanie umiejętności rozumienia mowy i mówienia odbywa się w domu rodzinnym i cała odpowiedzialność za jego przebieg spoczywa na rodzicach. Dobra wymowa, bogate słownictwo, chęć do wypowiadania się to wielki kapitał, który dziecko gromadzi w dzieciństwie. Dzięki niemu bez przeszkód może później nabywać coraz bardziej skomplikowane umiejętności i gromadzić wiedzę… po prostu uczyć się.

No to powygłupiajmy się!

Dajmy dzieciom to, co lubią…. zabawne wyliczanki, śmieszne rymowanki, piosenki. Żadne dziecko nie oprze się pełnym humoru wierszom np. Wandy Chotomskiej. Zdadzą egzamin wesołe zagadki, które w formie książki lub gry (np. „Zagadki Smoka Obiboka”) znajdziemy w księgarni, sklepie zabawkowym. Sami możemy z dziećmi bawić się w tworzenie zabawnych słów. Każda książka czy gra, która pobudzi ciekawość, rozweseli, pomoże wypowiedzieć emocje, będzie dobrą nauką dla dziecka.

Prześlij dalej