Co nas nie zabije…23 lipca 2008

Tajemnica, zagrożenie, śmierć. Świat już nigdy nie będzie taki sam. Zwątpisz w skuteczność lekarzy i zaczniesz się bać. Jeśli masz słabe nerwy, nie ryzykuj i nie zagłębiaj się w rzeczywistość stworzoną przez następców Robina Cooka…

Od wielu lat za niekwestionowanego mistrza thrillera medycznego uważa się Robina Cooka (jego pierwszym światowym bestsellerem była „Coma”). Ma on jednak godnych następców, kontynuatorów mrocznej retoryki, o czym entuzjastycznie piszą wierni fani gatunku: „Oh yes! Cook to mistrz! Thrillery medyczne biorę na chybił trafił i potem nie pamiętam autorów. Większość z nich była świetna!”; „Ja lubię wszystkie thrillery medyczne. Odpowiada mi połączenie medycyny z różnymi zagadkami”. Czytelnicy dochodzą także do ciekawych wniosków: „Przeczytałam już chyba wszystkie thrillery medyczne dostępne na naszym rynku, całkiem przyjemna sprawa, tylko potem miewałam obawy przed pójściem do lekarza”. Pojawiają się także głosy krytyki: „W pewnym momencie thrillery medyczne (nie dość, że straszne!) stają się strasznie przewidywalne. Mam wrażenie, że autor pisze każdy kolejny według takiego samego schematu: lekarz, zagrożona kobieta, płatny morderca i pomocny policjant”.

Na księgarskiej półce

Najbardziej znanymi i cenionymi autorami thrillerów medycznych są m.in. Ken McClure, David Shobin, Patrick Lynch, Michael Palmer, Harlan Coben, Peter Clement, Johnaten Kellerman, Steven Spruill, Scott Holden. Godne polecenia są dzieła dwóch pań, które stanowią mniejszość w panteonie twórców tego typu powieści: Patricia Cornwell oraz Tess Gerritsen. Cornwell powołała do życia postać medyka sądowego, dr Kay Scarpetta, która potrafi nakłaniać zmarłych do przemawiania. Budzi ich, by pomagali w rozwiązywaniu skomplikowanych spraw i odkrywaniu zabójczych tajemnic. W 1999 r. postać ta zdobyła nagrodę Sherlocka dla najlepszego detektywa stworzonego przez amerykańskiego autora.

Akcja przede wszystkim!

Pomimo niewątpliwych zalet większości thrillerów „ortodoksyjni” czytelnicy na pierwszym miejscu w osobistych rankingach umieszczają oczywiście Cooka. Książki pozostałych autorów potrafiły się jednak obronić: nie epatują przerostem wiedzy nad treścią (tzn. żelaznej terminologii medycznej, która serwowana jest w jasny sposób), znakomicie usnute intrygi manipulują uczuciami czytelnika, podnosząc jego ciśnienie do maksimum i rodząc kolejne podejrzenia. Świadczy o tym wypowiedź internauty: „Lepsze thrillery medyczne niż Cook pisze Ken McClure i książki tego pana polecam. Cook jest bardziej „przewidywalny”, zwłaszcza jeśli przeczytasz kilka jego książek”. Rzeczywiście… Czytelników oraz krytyków fascynuje przede wszystkim trzymająca w napięciu akcja, przerażająca wiarygodność, zadziwiająco trafne przewidywania.

Mój pierwszy raz

Przyjaciółka poleciła mi debiutancką pozycję Davida Shobina zatytułowaną „Embrion” (książki tego lekarza zajmują wysokie miejsca na listach bestsellerów „New York Timesa”). To był „mój pierwszy raz” z thrillerem medycznym. Fakt… niezła lektura, od początku trzyma w napięciu. W roli głównej płód o zabójczych instynktach, który przejmuje kontrolę nad zachowaniem matki – jej życie w jego rękach (po lekturze stanęły mi przed oczyma sceny z filmu „Dziecko Rosemary” Romana Polańskiego). Fabuła przerażająca, atmosfera z minuty na minutę mrocznieje, a narracja staje się coraz bardziej brawurowa (uwaga! książka zawiera treści drastyczne).
Thriller medyczny jest bardzo nośną formą: dociera do szerokiego grona czytelniczego. Zatem podjęcie tego typu tematyki może wydawać się zabiegiem stricte komercyjnym. Ale nic w tym złego: autorzy trafiają w gusta publiki, która nie dość, że lubi utrzymywać adrenalinę na wysokim poziomie, to jeszcze chce wiedzieć, jak to jest mieć w sobie mordercę…

Prześlij dalej