Podróż za jeden uśmiech23 lipca 2008

Znudzone dziecko to trudny towarzysz podróży. Choćby dlatego, że jest bardziej podatne na dolegliwości choroby lokomocyjnej. Ale denerwowanie się na nie, że zaczyna popłakiwać w szóstej godzinie jazdy, uznać trzeba za dalece nierozsądne.

Świetnie wyglądam z opalenizną, cudownie prezentują się opalone dziecko i mąż. I jeszcze te cudowne wspomnienia z wakacji! Nawet podróż nie była uciążliwa, gdyż maluch i my doskonale bawiliśmy się w czasie jazdy…
By móc tak wspominać wakacyjną podróż, warto przygotować się na spędzenie kilku godzin na zabawie z dzieckiem. Oto kilka naszych propozycji:

W aucie:

Pacynka
Najlepiej podróżować z wesołym rówieśnikiem. Oczywiście nie zawsze zdarza się, że nasz maluch ma odpowiedniego towarzysza. Dlatego należy go… wyczarować! Wystarczy zwykła pacynka (najtańsze, nakładane na palec kosztują 5 zł) i nasz głos użyczony lalce, by dziecko skoncentrowało się na zabawie z wesołym kompanem nawet przez kilkadziesiąt minut. Nie tylko malcy, ale nawet 7-, 8-latki świetnie wchodzą w rolę i podejmują rozmowę z zabawką. Oto co powiedziała mi jedna z mam: „Pluszowy pies Bobek jest w podróży niezastąpiony. A że jest niemy od urodzenia, to go trochę animuję. Dla mojej 6-letniej Amelki, jest jak starszy brat. Nawiasem mówiąc, czasami podstępnie go wykorzystuję, gdy chcę poznać opinię Ami na jakiś drażliwy dla niej temat”.
Z takim przyjacielem doskonale czyta się książeczki, śpiewa, liczy krówki, przeprowadza się konkursy w stylu „kto pierwszy zobaczy konika…” . Można też z nim rozmawiać o wakacyjnych planach – na zadane przez pacynkę pytania: „jaki kolor ma twoja łopatka do piasku?”, „czy boisz się fal?”, „czy tatuś zabrał wędkę?” chętnie odpowie nawet bardzo zmęczony smyk.

Gry planszowe
Dobrze mieć pod ręką kilka bardzo prostych gier. Do takich należy np. wykonana z kartonu gra w kółko i krzyżyk – papierowe kółka i krzyżyki układa się na „dziurawej” planszy. Sprawdzają się też plastikowe „Pchełki”. W wersji podróżnej zabawa polega na tym, że jeden gracz chowa w dłoni od jednej do pięciu pchełek. Drugi gracz próbuje odgadnąć, ile ich jest. Jeśli mu się uda, przejmuje pchełki przeciwnika. Jeśli nie zgadnie, oddaje mu tyle pchełek, o ile się pomylił. Następnie zadający pytanie i zgadujący wymieniają się rolami. Wygrywa ten, kto zdobędzie wszystkie pchełki konkurenta.
Z mojej praktyki wynika, że nie powinniśmy oczekiwać, by zmęczony malec bawił się w jedną grę dłużej niż 10 minut. Uwaga! Pamiętajmy jednak, że w czasie jazdy pod żadnym pozorem nie wolno nam wypinać dziecka z pasów bezpieczeństwa – nawet na bocznych dróżkach i parkingach!

Zabawa byle czym
Przechodzimy do niej, kiedy rozmowa z pacynką nie budzi już zainteresowania, a zabrane gry zostały już „rozegrane”. Scenariuszy jest tu bez liku, np. nakładamy na głowy ręczniki i udajemy duchy straszące w starym stuletnim automobilu; zamieniamy się rolami – dorosły staje się dzieckiem, które strasznie się nudzi, a maluch jego rodzicem, który stara się rozbawić marudę; naśladujemy odgłosy zwierząt – dziecko „zadaje” nam naśladowanie, np. rozgniewanej kózki, a my „zadajemy” mu udawanie wesołego tygrysa.

Odtwarzacz
Kiedy i my znużeni podróżą nie mamy już sił, niezastąpione są turystyczne, zasilane z zapalniczki samochodowej odtwarzacze płyt DVD. Najtańsze kosztują 500 zł. Psycholodzy i pedagodzy na pewno zganiliby nas za takie pójście na łatwiznę – przecież tych kilka godzin możemy wykorzystać na „pogłębienie więzi”. Ale nie dajmy się zwariować. Również my, rodzice, musimy dotrzeć na miejsce w stanie jako takiej używalności…

Na parkingu:

Bardzo pomocny może okazać się kawałek zwykłej kredy. W czasie postojów szybko namalujmy na asfalcie linie i zagrajmy w lubiane przez dzieci gry.

Grzyb (zwany też w niektórych regionach Polski „Chłopem”)
Rysujemy na ziemi schematyczną postać, dzielimy ją na 6-7 pól. Do gry potrzebny jest kamyk. Gracz musi nim trafić na kolejne, coraz bardziej oddalone pola, a następnie w podskokach, na jednej lub dwóch nogach, pole po polu, doskoczyć do pola z kamykiem i podnieść go, nie przewracając się przy tym. Później kontynuuje skoki do „głowy”, gdzie robi zwrot i skacze na miejsce startu. Osoba, której kamyk wypadnie poza obręb pola traci kolejkę, podobnie jak ten, kto przewróci się lub podeprze tam, gdzie można stanąć tylko jedną nogą. Szczegółowe zasady możemy ustalać na gorąco. Jak zapewne pamiętamy, przepisy różnią się w zależności od podwórka, na którym się grało, jak i pokolenia, które grało.

Zegar i Lustro
Można bawić się też w zegar lub lustro. W pierwszej z tych zabaw dziecko na wymalowanym cyferblacie pokazuje zadaną mu godzinę. Natomiast zabawa w lustro polega na tym, że maluch ma papugować nasze przedziwne pozy.

Miłej zabawy!

Prześlij dalej