Kapłani Thota medycy z krainy piramid23 lipca 2008

Trud uprawiania zawodu medyka w starożytnym Egipcie popłacał. Zajmował on wysoką pozycję w hierarchii społecznej i cieszył się bogactwem cywilizacji, której był cząstką. O tym, co mu oferowała, możemy dowiedzieć się z książki ;Starożytny Egipt;.

Paranie się medycyną to było coś. Adepci tej sztuki kształcili się w poświęconych bogowi mądrości Thotowi świątynnych „domach życia”. Tam, pod okiem doświadczonych kapłanów wyznaczonych do tej roli przez najwyższego lekarza Dolnego i Górnego Egiptu, nabywali ogólnej wiedzy medycznej i uczyli się przyrządzać lekarstwa.

Między wiedzą i magią

Nauka w świątyni trwała kilka lat, bo i dorobek ówczesnej medycyny i farmacji był imponujący. Świadczą o tym pisemne źródła. Warto przypomnieć, że do powszechnie stosowanych farmaceutyków należały: tatarak, jałowiec, cynamon, czosnek, cebula, siemię lniane, szafran, róże, a także, rzadziej, tłuszcz hipopotama, ekskrementy gazeli czy oczy aligatora. Korę granatowca aplikowano na robaki, piołun na apetyt, wątrobę na kurzą ślepotę. „Student” musiał poznać ponadto tysiące recept na przyrządzanie maści, wlewów, pastylek, czopków itp. oraz całą masę modlitw i zaklęć mających wzmocnić działanie leku.
Choć starożytni dzielili medyczne papirusy na trzy klasy:

  • seszau, czyli leczenie, zawierające opisy diagnoz i rokowań oraz szczegóły kuracji,
  • pecheret, czyli recepty, z opisami składników i instrukcją przygotowywania oraz stosowania medykamentów,
  • ru, czyli formuły, teksty religijne, które należy koniecznie recytować podczas leczenia.

to jednak wszystkie trzy elementy terapii należało stosować razem.
W przybytku Thota-ibisa uczniowie rozpoczynali też specjalizację w określonych dziedzinach. Zwrócił już na to uwagę Herodot, grecki historiograf, relacjonując, że innego lekarza wzywano, gdy chorego bolała głowa, innego, gdy zęby, a innego, gdy cierpiał z powodu bólów brzucha. Nieznany był jednak podział na medycynę i farmację. Lekarz sam stawiał diagnozę i sam leczył przyrządzonymi przez siebie specyfikami.

Niełatwe życie stażysty

Choć młodzi medycy-farmaceuci mieli ciężki start zawodowy – swą karierę rozpoczynali jako praktykanci oczekujący na moment, gdy ich mistrz zwolni dla nich swój urząd – trud opłacał się. Wchodzili do prestiżowego grona świetnie opłacanych urzędników państwowych cieszących się wielką estymą nie tylko wśród prostych Egipcjan, ale i na dworze faraona. Jako nielicznym z mocy prawa po śmierci przysługiwał im pogrzeb z honorami oraz luksusowy, jak na ówczesne warunki, kamienny pomnik. Stawali się więc osobami, które mogły pełną garścią czerpać z bogactwa materialnego i kulturowego oferowanego przez ówczesną cywilizację.
Właśnie o tym bogactwie życia, sztuki i obyczajów traktuje wydana przez Wydawnictwo Naukowe PWN książka „Starożytny Egipt. Życie, sztuka i obyczaje”. Napisał ją zespół Działu Starożytnego Egiptu i Sudanu Muzeum Brytyjskiego. Autorzy zapraszają nas do fascynującego świata cywilizacji piramid, prezentując i omawiając eksponaty z niezwykłej, bogatej kolekcji egipskich zabytków zgromadzonych przez setki lat w Muzeum Brytyjskim w Londynie.

Cywilizacja, która uwodzi

– Pierwszą przyczyną fascynacji Egiptem jest jego egzotyka, odmienny sposób widzenia i przedstawiania świata, rozumienia otaczającej nas rzeczywistości, tworzenia hierarchii wartości – pisze we wstępie do polskiego wydania prof. dr hab. Andrzej Niwiński. I nie sposób się z nim nie zgodzić. Na przykład na mnie wielkie wrażenie zrobiło rozumienie przez ludzi tamtej epoki wagi wykonywanych przez faraona i jego kapłanów czynności liturgicznych. Wszak właściwa ich celebracja podtrzymywała panujący porządek. Nie tylko ten ustrojowy, co dla świadomych swej historii Egipcjan było oczywiste, ale ten najważniejszy – kosmiczny. Jeśli założymy głęboką wiarę tych ludzi w przekazywany przez mitologię porządek świata, szacunek budzi ogrom odpowiedzialności, jaki brali na swe barki kapłani. Wschody i zachody słońca, życiodajne wylewy Nilu, powodzenie prokreacji ludzi i zwierząt hodowlanych… – wszystko to zależało od jakości liturgicznej celebry.
Z drugiej strony wzruszają pamiątki świadczące o codziennym życiu, radościach, mądrości i słabostkach Egipcjan: diademy z koralików nakładane na fantazyjne peruki, pierścionki ze skarabeuszem, naczynka na kosmetyki w kształcie kobiety grającej na lutni, podpórka pod głowę stosowana zamiast poduszki, figurka obejmującego się małżeństwa, fantazyjne tkaniny.
– Po nieco bliższym wejrzeniu w detale staroegipskiej kultury dostrzegamy to, co stanowi drugą przyczynę naszego nią zauroczenia: podobieństwo starożytnych Egipcjan do nas – czytamy we wstępie. – W wierszach miłosnych i literackich wątkach opowiadań spotykamy znajome ludzkie uczucia, w malarstwie grobowym odnajdujemy zachwyt artysty nad pięknem przyrody… Egipskie dowcipy nadal śmieszą, jakość wyrobów rzemieślniczych zachwyca, a zza niezliczonej masy boskich imion i wizerunków wyłania się głęboka wiara w jedynego Stwórcę, który, jak podają niektóre teksty, jest dla ludzi pasterzem.

*skorzystałam z artykułu Stanisława Szaefera „Bogowie i robaki”, „Notae” nr 2/2007.

„Starożytny Egipt. Życie, sztuka i obyczaje”, praca zbiorowa, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2008.

Prześlij dalej